„Act Of Grace” to czwarty album zespołu, a na pewno trzeci w pełni świadomy. Co ciekawe, nowy longplay był komponowany w najtrudniejszym okresie dla Virgin Snatch. Dlaczego? - Emocje wewnątrz zespołu sięgnęły zenitu, więc praca nad nową płytą była wyjątkowo trudna. Zespół z powodów osobistych opuścił w międzyczasie basista Anioł (dzięki za wszystko!), w następstwie czego jego miejsce zajął Novy (eks Behemoth, eks Vader).
Widocznie jednak tak musiało być, bo płyta została skończona, nagrana i jesteśmy z niej cholernie dumni. To bez wątpienia najmocniejsza i najcięższa płyta w dorobku Virgin Snatch. Bardzo brutalna, nie pozbawiona jednak cech charakterystycznych dla nas. Są więc gitarowe pojedynki na sola, mięsiste riffy i mnóstwo, ale to mnóstwo wokali! Cały materiał ma jednak trochę inną fakturę i myślę, że poczyniliśmy następny krok do przodu, nagrywając płytę inną niż wszystko dotychczas. To na pewno najlepiej brzmiąca nasza płyta i bardzo antykomercyjny stuff – mówi Zielony.
W czasach gdzie wszyscy próbują raczej zmiękczać brzmienie, szukając dodatkowej publiki, Virgin Snatch poszedł w odwrotną stronę. Stricte metalową, szybką i na wskroś wymagającą. Na pewno wymagającą od odbiorcy pełnego „odsłuchu”.- Nie wiem czy przybędzie nam nowych fanów, ale na pewno ci, którzy z nami są, nie zawiodą się! To szczera do bólu płyta dla każdego, kto z respektem i szacunkiem podchodzi do gatunku sztuki, jaką bez wątpienia jest metal. To przede wszystkim dla nich jest ta płyta, i jestem pewien, że będzie „miała branie”. To metal bez obwijania w bawełnę, choć podany gustownie, bo płyta brzmi naprawdę nieźle i włożyliśmy dużo serca w to, by muzycznie się broniła – podkreśla lider grupy.
Zielony mówi o utworach na płycie
1.
“Act Of Grace”:
– To tytułowy numer, który mówi o zabawach bronią w globalnym, rządowym sensie. Wojna na górze, konflikty przechodzące przez Polskę, ale również przychodzące z poza granic naszego kraju. To numer o wiecznej martyrologii, rozpamiętywania i szukania winnych wszędzie tylko nie tam gdzie trzeba. Wszystko oczywiście jest pretekstem do kolejnych wojen i wojenek. Ot takie piekiełko, którego nigdy dosyć u nas.