Facebook Google+ Twitter

Volver, czyli powracać

Jeśli kino dzielimy na ambitne i nieambitne, to jak w tej klasyfikacji prezentuje się „Volver” Pedro Almodovara?

Penelope Cruz w drodze na plan filmowy "Volver" w Ciudad Real w środkowej Hiszpanii. / Fot. PAP/EPA/MANUEL RUIZ TORIBIOTen, polskiemu widzowi niewiele mówiący tytuł, posiada o wiele szersze znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Dla samego Almodóvara film ten oznacza długo oczekiwany powrót do La Manchy, miejsca jego dzieciństwa i zarazem regionu o specyficznej mentalności mieszkańców, których kultura została tu wiernie zaprezentowana. Jest to także powrót do dawnych źródeł inspiracji, do świata kobiet, w jakim dorastał i jaki ukształtował jego reżyserski wizerunek. I, ostatecznie, jest to powrót do współpracy z Carmen Maurą, hiszpańską aktorką, uznawaną za pierwszą muzę wczesnych filmów Almodóvara.

Tę swoistą sentymentalność oceniać można na wiele sposobów, podobnie jak i sam „Volver”. Na pozór przedstawia on nieskomplikowaną historię trzech pokoleń kobiet, które poza więzami krwi połączyły niezbyt przyjemne relacje z mężczyznami. Znamiennie jest to, że historia lubi się tu powtarzać – córka Raimundy ledwie unika gwałtu, choć sama jest jego wynikiem. Nic więc dziwnego, że film jest w całości zdominowany przez kobiety – mężczyźni pojawiają się w nim niezwykle rzadko, a ich epizodyczne wystąpienia mają niewielki wpływ na przebieg akcji.

Nie oznacza to jednak, że zaprezentowany tu świat jest w jakikolwiek sposób wybrakowany – wspólnota kobiet okazuje się samowystarczalna, zaś każdy męski element wprowadza tu niepotrzebny chaos. Owa solidarność kobiet nie bierze się znikąd – żadna z bohaterek nie wiąże z mężczyznami dobrych wspomnień, toteż ich obecność uznają nie tyle za zbyteczną, co wręcz niepożądaną. Z jednej strony jest to więc świat niezwykle emocjonalny, zbudowany na poczuciu współodpowiedzialności i siostrzanych relacjach, z drugiej jednak – irytujący niezorganizowaniem, przewagą uczuć nad rozsądkiem i starą wiarą w duchy, która razem z żywiołowością i nadmierną gadatliwością czyni momentami bohaterki wręcz nieznośnymi. Ponadto taka, nie inna kreacja świata przedstawionego przeczy autentyczności historii i pozostawia wrażenie ogólnego odrealnienia.

Pedro Almodovar (C), Spanish actresses Carmen Maura (L) and Penelope Cruz (P). / Fot. EPA/JUAN CARLOS HIDALGOJeśli chodzi o bohaterki, na plan pierwszy wysuwa się bez wątpienia Raimunda, w rolę której wcieliła się Penélope Cruz. To kobieta o nieprzeciętnym temperamencie, wychowująca nastoletnią córkę i chowająca w sercu urazę do matki. Stanowi przy tym absolutne przeciwieństwo swojej starszej siostry, która po odejściu męża stała się jeszcze bardziej cicha i nieszczęśliwa niż zwykle. Życie pierwszej komplikuje fakt, iż jej córka zabiła swego ojczyma, życie drugiej zaś – nagłe pojawienie się matki, od lat uznawanej za zmarłą.

Obie wyjątkowo dobrze radzą sobie w tych niecodziennych sytuacjach, starając się nie zdradzić przed sobą. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zwłoki swojego kochanka Raimunda postanawia umieścić w zamrażarce pobliskiej restauracji, zaś Sole, będąc święcie przekonana, że oto ma przed sobą ducha matki, przedstawia ją klientkom swojego nielegalnego zakładu fryzjerskiego jako rosyjską pomocnicę.

Oczywiście, tego typu absurdalnych sytuacji jest tu znacznie więcej – chociażby fakt, że Sole odnalazła matkę w bagażniku samochodu, zaś Raimunda ostatecznie pochowała kochanka w jego ulubionym miejscu nad rzeką. I już choćby z tego względu ciężko jednoznacznie ocenić „Volver”. Równie dobrze można by go chwalić za znakomitą obsadę i nietuzinkowy scenariusz, jak i ganić za czarny humor i wycinki rodem z kiepskiego melodramatu.

Sofia Coppola. / Fot. EPA/ASMInteresujący okazał się bez wątpienia zabieg wykluczenia z filmu muzyki, która pojawia się jedynie w scenie otwierającej i jest nieobecna przez wszystkie pozostałe. Tym większego znaczenia nabiera dzięki temu pieśń Raimundy, której nauczyła ją matka i do której kobieta powraca po latach. Nie zmienia to jednak faktu, że podłożenie głosu przez Estrellę Morente nie do końca się powiodło, co w tak symbolicznej scenie powinno być jednak lepiej przemyślane. Za udane można natomiast uznać przystopowane ujęcia, nadające poszczególnym scenom dodatkowego znaczenia, zwłaszcza zaś ujęcia ukazujące z góry, m.in. spoczywający w zlewie zakrwawiony nóż, czy krąg kobiet, opłakujących zmarłą.

Warto byłoby rozważyć również znaczenie dokonywania tu porządków: na początku kobiety wspólnie sprzątają groby, później Raimunda jest zmuszona uprzątnąć z podłogi ciało zabitego mężczyzny, wielokrotnie przedstawiane jest codzienne sprzątanie chociażby po posiłkach – pozwala to wierzyć, że tamtejsze kobiety dbają o ład i harmonię, starają się zapanować nad swoim życiem i utrzymać je na względnie stałym poziomie. Na drodze do owego utrzymania równowagi staje nieoczekiwanie Irene, matka kobiet. Jej przybycie jest dla miejscowych kobiet równoznaczne z pojawieniem się ducha. Nikt nie przypuszcza, że kobietą, która przed laty zginęła w pożarze, wcale nie musiała być ona.

Barwnie ilustruje to bogatą kulturę, która narosła wokół śmierci – wciąż wierzy się, że zmarli przychodzą opiekować się schorowanymi, a dusze powracają do żywych, by uporać się z niedokończonymi sprawami. Mało tego – mieszkańcy mają zwyczaj kupowania grobów niejako na zapas i, jak mówi jedna z bohaterek, dbają o nie jak o domek letniskowy. Równie to banalne, jak cała zaprezentowana tutaj historia. „Volver” przed wszystkimi zarzutami ma jednak szanse się obronić. Pod warunkiem, że trafi na wiernych i przez to niekoniecznie obiektywnych wielbicieli kina Almodóvara.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.