Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3693 miejsce

W24: seria artykułów o wierze i nauce

- Ludzie wierzący nie mogą obiektywnie uprawiać nauki, chyba że wyrzekną się wiary. Przekonanie to utkwiło w mentalności scjentystycznej tak silnie, że wiara od nauki została odseparowana kordonem ochronnym, tak jak izoluje się zarażonych.

 / Fot. Krzysztof MizeraPrzekonanie o szkodliwości wiary dla rozumu utrwaliło się w czasach rewolucji bolszewickiej i nazistowskiej. Obie powoływały się na darwinizm. Ponieważ człowiek pochodzi od małpy, jakże można mówić jeszcze o Bogu. Naiwne i proste wytłumaczenie świata wyzwolonego od sacrum nie wyprostowało stosunków społecznych i nie zbliżyło nikogo do rozwiązania zagadek wszechświata i człowieka. Choć komunizm i nazizm minął, takie postaci jak Michał Heller - ksiądz i naukowiec budzą konsternację w środowiskach, nierzadko tkwiących mentalnie w minionej dialektyce "naukowej". Ich zasadniczym błędem jest brak rozróżnienia wewnątrz metodologii i między metodologiami.

Dobre rozeznanie między poszczególnymi dyscyplinami zawsze prowadzi do efektu pokojowego współżycia i czerpania inspiracji. Uniwersytecka koegzystencja wydziałów filozoficznego, naukowego i teologicznego służyła wiedzy. Przewroty kopernikański, newtonowski czy mendlowski (genetyka) a nawet ten Charlesa Darwina fundowane były na uzgodnieniu wiary i nauki, a nie na ich przeciwstawianiu.

Inspiracja ateistyczna może być równie irracjonalna co teologiczna. Obie mogą być też równie twórcze. Ale gdy się mówi o tej drugiej to głównie pejoratywnie. W naukach społecznych i ścisłych "inspiracja" zewnętrzna zawsze jest obecna, gdyż naukowcy nigdy nie poszukują w pustce, skądś czerpią pomysły. Ważna jest procedura dowodowa: powielanie eksperymentów czy innego rodzaju badań w innych okolicznościach, rzetelność warunków badawczych i umiejętność osadzenia wyników w głównych nurtach teoretycznych.

Styl myślenia Alberta Einsteina był hipotetyczny - geniusz nie startował z poziomu empirycznego. Tak samo spekulatywnie rozprawiamy o Bogu. Wiele z odkryć czy przewidywań genialnego fizyka nie doczeka się empirycznego signum nawet w tym wieku. Dlaczego jedną z takich hipotez spokojnie oczekującą na rozwiązanie nie mógłby być nie stygmatyzowany żadną ujemną etykietą ("urojony") Bóg?

Jeśli w kilku zdaniach podejmujemy się opisania złożonej rzeczywistości teologicznej, to wiele ryzykujemy - uproszczenie teologiczne z góry (apriori) kwalifikuje wiarę do niedorzeczności (tym to dziwniejsze, że mitologia legła u podstaw filozofowania). Marek Chorążewicz w artykule "Czy wiara w Boga zależy od poziomu wykształcenia?" (brzmi jak: "Czy leci z nami pilot?") sugeruje, że zło jest aktem stworzenia, modlitwy rzadko kiedy zostają wysłuchane (ma to dowodzić, że Boga nie ma) i nie ma też argumentów na istnienie życia po śmierci.

Jest sens dyskutować z uprzedzeniami, które spory (80 proc. ludzkości) kawałek rzeczywistości zamykają we wczesnodwudziestowiecznym muzeum dla ateistów? Pan Marek nie poddaje zwątpieniu i szczerej falsyfikacji swoich tez, co należy do dobrego tonu w nauce. Tym samym dość przyjemny w odbiorze tekst samodegraduje do kolejnej antyklerykalnej opowiastki z powołaniem na naukę.

Wystarczyła odrobina erudycji, aby odbić się od "mędrkowatej" tonacji świadków Jehowy tudzież młodzieżowego kółka darwinistów z lat 60. Wystarczyło przytoczyć stanowisko teologii, która dość wcześnie rozprawiła się z dylematem teodycei: Bóg dopuszcza zło, jako element wolności człowieka, ale nigdy go nie chciał ani bezpośrednio nie stworzył. Albo dopowiedzieć, że niektórzy profesorowie medycyny rozpowszechnienie klinicznego doświadczenie śmierci w czasie i przestrzeni uznają za dowód przejścia w inną rzeczywistość. Można też podważać skuteczność modlitwy, ale żaden poważny naukowiec nie będzie badał fenomenu, który raczej wymyka się instrumentalizacji naukowej. O wiele ciekawsze jest spojrzenie na fenomen modlitwy oczami teologów, którzy jej sens widzą w korespondencji obu woli: ludzkiej i boskiej. Ciekawe są też dane, które mówią o tym, że ludzie częściej modlą się o dobra duchowe niż materialne. Ośmieszanie aktów wiary jest tym samym, co wykluczanie możliwości istnienia równoległych cywilizacji w innych galaktykach. Trudniej dzisiaj jest ośmieszyć ingerencję UFO w życie ziemian, aniżeli wiarę w Boga.

Jak z truizmami bywa równie dobrze można postawić antytezę do artykułu pana Marka: Wydaje się, że do zaakceptowania czy wyznawania jakiegoś światopoglądu jest potrzebna jakakolwiek wiedza naukowa.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Trudno porównywać Zenona Kosidowskiego do naukowców i badaczy. Był pisarzem. Pamiętam go wyśmienicie. Jego dzieło to spuścizna literacka, Mario. Czy będziemy go pamiętać? To bardzo złożona sprawa. Generalnie zależy, czy istniejący nakład jego książek będzie odtwarzany czy też wyłącznie skazany na mole. To tak samo jak z naszymi artykułami. Jeśli ich nie przeczyta znaczący procent społeczeństwa, to tak jakby nie istniały :).
Zgadzam się, że artykuł Marka mógł poruszyć, ze względu na tytuł. Lecz niczego nie narzucał i odebrałem go jako refleksja nad stanem świadomości. Wracając jeszcze do niego, warto rozważyć casus Czech i czeskiego społeczeństwa. Niemal w 100 procentach ateistycznego. Warto też spojrzeć poza chrześcijaństwo, poza regiony naszej kultury i dostrzec, że nie zawsze wiara ma związek z wykształceniem. Jeśli zastanowimy się nad wykształceniem kapłanów w stosunku do wykształcenia wierzących, to najczęściej nie postawimy znaku równości między dwoma społecznościami.
W swej naiwności nie zakładam konfliktu miedzy wiarą a nauką. Uważam, że poznanie, niezależnie czy empiryczne czy teoretyczne tylko, nie powinno mieć żadnych ograniczeń natury wyznaniowej. Nie przeczę jednak, że mogą istnieć ograniczenia moralne dla postępu określonej dziedziny nauki. Lecz prawdopodobnie jest to wynikiem mojego kulturowego ograniczenia (GMO, klonowanie, genetyka ludzka etc). Mam świadomość, że w innych regionach mogą nie pojawiać się żadne bariery lub mogą być zupełnie innej natury.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakie są pobudki naukowego udowadniania, że królową Polski jest Matka Jezusa, która przestała istnieć ponieważ umarła? Dowodem, że królami i królowymi Polski są jej obywatele jest Konstytucja:

Art. 4.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tutaj tylko broniłam wzajemnej autonomii wiedzy i nauki. Sprawa Boga jest o wiele bardziej fascynująca, a już Boga osobowego...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Mamy świadomość. Mamy sumienie. Mamy wybór. A sumienie, to dla tych, którzy go posiadają, czyli dla większości ludzi - surowy sędzia."

Bardzo dobrze Pan to ujął.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Marta Jenner

Dlatego znacznie ciekawsze od jałowych w sumie rozważań Boga, wydają mi się rozważania dotyczące moralności.

Czy istnieje obiektywna moralność ?
Obiektywna nie oznacza - skodyfikowana. Mnogość możliwości, w jakich można postawić człowieka, wymyka się kodyfikacji. A religia to przecież, w pewnym sensie, skodyfikowana moralność.
A jeśli nie może być skodyfikowana precyzyjnie, to oznacza, że zależy od kontekstu. A mimo to może być obiektywna, to znaczy w konkretnej sytuacji powinniśmy zrobić konkretną rzecz. I mało tego - wiemy o tym.
Mamy świadomość. Mamy sumienie. Mamy wybór.
A sumienie, to dla tych, którzy go posiadają, czyli dla większości ludzi - surowy sędzia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wypowiedź profesora skojarzyła mi się ze słowami Kochanowskiego:
"Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie".
Sądzę, że Boga nie da się sprecyzować i wcisnąć w ciasne ramki ludzkiego pojmowania, co próbują zrobić religie - na domiar złego każda na swój sposób. Rywalizując między sobą, zabijają wiarę, a kościoły różnych wyznań ze wspólnot wiernych przekształcają się w zbiurokratyzowane instytucje.
I gdyby odrzucić to, co ludzie przez wieki według własnego widzimisię przypisali Bogu, pewnie nie byłoby sprzeczności między wiarą a nauką.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Maria Czerw

/- Ludzie wierzący nie mogą obiektywnie uprawiać nauki, chyba że wyrzekną się wiary./

Z tym zdaniem Pani polemizuje. Ja nie polemizuję. Wiem, że mogą.
Natomiast pytanie nie jest odkrywcze. Znacznie ciekawsze jest pytanie odwrotne: jak ludzie nauki mogą "uprawiać wiarę", zupełnie sprecyzowaną w szczegółach wiarę i nie popadać przy tym w pewien, wewnętrzny przynajmniej, konflikt.
A może popadają jednak ..? Któż może wejrzeć w ich sumienia....

Przywołany prof. Heller:

"Jeśli ktoś nie chce wierzyć, to i tak musi uznać, że prawa przyrody tworzą jeden racjonalny system i przypadek jest jego elementem. W pewnym sensie jest rzeczą drugorzędną, czy ktoś nazywa ten system tę Wielką Matrycę – Panem Bogiem, czy uważa, że to po prostu matryca."

- A co z Bogiem osobowym, tym z popularnych wierzeń? ( dziennikarz)

" Racja, religia chrześcijańska nakazuje jeszcze wyposażyć tę matrycę - utożsamianą z Bogiem - w osobowość. Wolę myśleć, że ta Wielka Matryca ma świadomość, ale nie dokładnie, bo to na pewno coś znacznie większego od naszej świadomości. Mam wrażenie, że wielu z uważających się za ateistów, a zwłaszcza ci, którzy powołują się na naukę, ewolucję, przypadki, odrzuca takiego Boga, którego ja też bym odrzucił. Żle sobie go wyobrażają.."

A więc prof. "woli myśleć" "niedokładnie", nieco inaczej od oficjalnej doktryny.

Pytanie brzmi wciąż tak samo. Jak to się ma do ślubów, przysiąg, wyznawania oficjalnie, całkiem konkretnej wiary, w sprecyzowaną ze szczegółami "matrycę" ? Do tego, co przed chwilą w wywiadzie sam, nie pod przymusem i dobrowolnie powiedział ?

No cóż, nie mi wnikać w sumienia ludzkie, ale pytanie postawić wolno, a nawet trzeba.
Bo poza tym wszystkim gdzieś leży prawda, która leży tam, gdzie leży.
I nawet jeśli przyjąć, że do tej prawdy nigdy nie dojdziemy, to co upoważnia nas do pójścia "na skróty" ?

Tradycja? Uwarunkowania społeczne ?
A może własna wygoda..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nb. chętnie zobaczyłabym wyniki sondy wśród parafian, dotyczącej znajomości terminu "teodycea".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mario, ateizm i antyklerykalizm niekoniecznie muszą chodzić w parze, choć nierzadko to drugie prowadzi do pierwszego. Dlaczego o tym piszę? Bo postawa kapłanów w dużej mierze przyczyniła się i przyczynia do utrwalania opinii, że wiary nie da się pogodzić z nauką. Powiedz szczerze, ilu księży porusza ten dylemat w kontaktach z "maluczkimi"? Ilu umie i chce o tym rozmawiać - w przystępnej formie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arcyinteresujący artykuł, będący dobrą odpowiedzią na zarzuty wobec wierzących. Wewnętrznych polemik jakoś się nie lubi - a szkoda. Po drugie większość z nas na W245 bardziej ceni tę drugą stronę sporu. Nie o wadze argumentów mowa, lecz o ich bliskości sercu. W efekcie szkoda przewidziana przez Marię jest - bo artykuły niemiłe treścią większości pełzają sobie na poziomie 30 podbić. A jakże byłoby ciekawie widzieć oba - znakomite polemiczne - teksty tuż obok siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.