Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184987 miejsce

W Biedronkach przebijali terminy przydatności do spożycia

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-07-19 15:24

Pracownicy Biedronek przebijali daty na towarze szybko psującym się, głównie na rybach, serze, albo na takim, którego nie można było sprzedać, bo przywożono go w gigantycznych ilościach.

Daty usuwano zmywaczem do paznokci albo wycinano nożyczkami i przybijano nową datę. Termin przydatności do spożycia przesuwano o kilka dni, żeby, jak twierdzi jedna z kierowniczek, "nie było kryminału".

- Słyszałam od kierownika rejonu "to ma być sprzedane" - opowiada Dorota J. z Olsztyna, przez 5 lat kierowniczka Biedronki w Olsztynie. - Ale jak tu sprzedać paletę masła, czyli ok. dwóch tysięcy kostek masła np. w jeden dzień. Nierealne. Codziennie słyszałam "przeterminujesz, twoja wina". Ubytki to ryzyko handlu, ale nie w Biedronce. Nie można było wyrzucić towaru, nie można było robić przecen - opowiada szczerze. - Straty na towarze miały być minimalne. To była taka presja, że fałszowałam daty, chociaż czułam się podle.

- Przebijaliśmy daty na jajkach. Osobiście zrobiłam to tylko raz - mówi Barbara z Piekar Śląskich, która pracowała w Biedronce 6 lat jako zastępca kierownika sklepu. Nikt się nie buntował. Wszyscy wiedzieliśmy, że jak my tego nie zrobimy to zrobi to ktoś inny, a my zostaniemy bez pracy.

Adam Gomoła z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, która od kwietnia prowadzi największe w Polsce śledztwo w sprawie wyzysku pracowników z 950 Biedronek z całej Polski przyznaje, że prokuratorzy słyszeli o tym procederze. - Takie informacje składali już w prokuraturach rejonowych, które rozpoczynały śledztwa. Informacje te są przekazywane do odrębnego postępowania. To przestępstwo. Grozi za to grzywna lub kara więzienia do roku - mówi Gomoła.

Paweł Tymiński, rzecznik sieci Biedronka stanowczo zaprzecza, że stosowano takie praktyki - Wszystkie sprzedawane u nas produkty są najwyższej jakości, a kryterium przydatności do spożycia jest jednym z elementarnych - podkreśla. Nasze produkty przechodzą bardzo rygorystyczne kontrole jakości, w tym także tzw. "ślepe testy". Na kilkaset kontroli Państwowej Inspekcji Handlowej i Sanitarnej w naszych sklepach, żadna nie wykryła podobnego przypadku - mówi Tymiński.

- Sanepid? - dziwi się Dorota J. - Robiło się reklamówkę z żywnością, słodyczami. Można się było dogadać. Słyszałam, że od czasu wybuchu afery z Biedronką Sanepid już nie robi takich numerów, bo się kontrolerzy boją. Wiadomo, świat patrzy na ręce, nikt się nie odważy.
Dorota J. czeka aż zostanie wezwana przez prokuraturę na przesłuchanie. - Wszystko to opowiem. Moje koleżanki też. Niech cały świat wie.

Jak mówią pracownicy, presja sprzedania towaru była ogromna. Tam gdzie nie fałszowano dat ważności na zalegającym towarze, kierownicy sklepów obarczali stratą pracowników. - Musiałem płacić za masło, za inne rzeczy - mówi nam Adam K. z Bydgoszczy.

Marek Nycz
D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

DER
  • DER
  • 05.09.2011 22:22

TO JAKIES BREDNIE PRACUJE 10 LAT W BIEDRONCE I NIGDY NIE SŁYSZAŁAM O CZYMŚ TAKIM..PRZECIWNIE 2 DNI PRZED KONCEM DATY WSZYTKO W ŚMIECI...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oszustów nalez karać.tak nie moze być zeby nam pociskano starąa zywność

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.