Facebook Google+ Twitter

W Bydgoszczy kradną dane osobowe - antydemokracja w praktyce

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-02-22 18:01

Od dłuższego czasu z zaciekawieniem obserwuje potyczkę, która rozgrywa się między ratuszem a Grupą Społeczną Dajmy Szansę Bydgoszczy.

Od dłuższego czasu z zaciekawieniem obserwuje potyczkę, która rozgrywa się między ratuszem a Grupą Społeczną Dajmy Szansę Bydgoszczy. Forma mojego zainteresowania uległa ostatnimi czasy pewnej metamorfozie - zmieniając swój wymiar z biernego na aktywny. Do niedawna konflikt wydawał mi się dość komiczny – ludzie bez pomysłu krytykują równie bezpłciowego prezydenta. Od kiedy nasz swojski miejski kryzys wypełzł jednak z kuluarów i zagościł na stałe w ściśle miejskiej przestrzeni postanowiłem sobie kilka rzeczy w głowie poukładać.

Pierwsze starcie

Spacerując kilka dni temu w okolicach ronda Jagiellonów zostałem zaczepiony przez pewną panią. Zanim zdarzyłem upewnić się w przekonaniu, że zostanę skonfrontowany z pytaniem w stylu Świadków Jehowy - „kim jest dla mnie Bóg” otrzymałem kartkę z listą zarzutów skierowanych przeciwko panu Dombrowiczowi. Przyznam szczerze, że do pewnego stopnia mnie to zaintrygowało, nawet jako człowieka patrzącego niechętnie na wszelkie formy agitacji. Jako że polityką się bądź co bądź interesuje, listę potknięć naszego (?) prezydenta znałem już wtedy dostatecznie dobrze. Rozglądając się wokół zauważyłem stolik, przy którym kilku zgromadzonych bydgoszczan ochoczo składało swoje podpisy. Jestem ciekaw ile było w tym świadomej decyzji, a ile braku asertywności, gdyż zdolności interpersonalnych miłej pani wielu młodych ludzi mogłoby najwyżej pozazdrościć.

Sam podpisu nie złożyłem, chociaż do pewnego stopnia z postulatami się identyfikuje. Problem leży w tym, że ja po prostu nie wierze, że istnieć może cos takiego jak inicjatywa polityczna będąca w pełni apolityczną (co zresztą zauważyli także dziennikarze Gazety Wyborczej, podkreślając, że deklarujący apolityczność członkowie Grupy Społecznej wcale apolitycznymi nie są). Odchodząc szczęśliwie w kierunku Placu Kościeleckiego zostałem niechybnie uderzony propagandową tubą po raz wtóry - tym razem atak nastąpił ze zgoła innej strony. Zauważyłem zajmujący prawie połowę słupa ogłoszeń plakat, ostrzegający mnie przed oszustami, którzy ukraść chcą moje dane osobowe. Niezła teoria spiskowa, chociaż poza infantylną retoryką w stylu Faktu jest w niej coś rzeczywiście obscenicznego – próba podważenia demokratycznych fundamentów państwa prawa poprzez formułowanie bezpodstawnych zarzutów. Plakaty sygnowany był podpisem p. Henryka Pulchnego (wg Gazety Wyborczej właściciela sklepu spożywczo-warzywnego w ścisłym centrum miasta), któremu bardzo musi zależeć na p. Dombrowiczu, skoro jest w stanie zainwestować tyle pieniędzy w psucie wyglądu miasta przy użyciu metod propagandowych rodem z Kraju Rad. Osobiście, jako odpowiedź na Dajmy szansę Bydgoszczy proponuje dajmy sobie spokój (z brudzeniem przestrzeni publicznej).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.