Facebook Google+ Twitter

W co się bawi polska klasa średnia?

W co się bawią polscy przedstawiciele klasy średniej - panowie, którzy szaleństwa młodości mają już poza sobą? Otóż jeszcze bardziej szaleją!

Widok Ustronia z Czantorii nocą fot. W. Janowicz / Fot. Witold JanowiczTo że mężczyzna pozostaje dzieckiem do końca życia mogłem sprawdzić w praktyce, uczestnicząc w zabawie, jaką wymyśliło sobie sześciu poważnych panów ze Śląska. Wśród tych przedstawicieli klasy średniej jest dwu doświadczonych członków śląskiej palestry, poważany przedsiębiorca, lekarz, wykładowca szkoły wyższej z tytułem naukowym i dyrektor dużego przedsiębiorstwa zagranicznego. Co dnia wbijają się w śnieżnobiałe koszule, garnitury, wsiadają do swoich „wypasionych” samochodów i pędzą do pracy. Tam ciężko i wydajnie w pocie czoła pracują do późnego wieczora.

Nie bawią ich już wakacje na Grand Canarias, Bahamas czy innych Dominikanach. Dzieci w miarę dorosłe nie wyrażają chęci na wspólną zabawę, żony wolą towarzystwo koleżanek, więc panowie raz na pewien czas zwołują się do kupy, aby się pobawić na całego.

Pub, korty, impreza w towarzystwie sekretarek, wylegiwanie się na egipskiej plaży z partyjną koleżanką w topless? Nic z tego! Panowie czują zew natury i ruszają w plener.

Jako że pracują w rożnych miastach regionu śląskiego, miejscem spotkania jest miasto Ustroń, a dokładnie hotel Ondraszek na Równicy. Tam wynajmują pokoje, wyskakują ze służbowych garniturków, zakładają sportowe odzienie i w miejscowej restauracji raczą się jadłem i wybornymi trunkami, ale z umiarem. Gdy słońce chyli się ku zachodowi cała szóstka w nastrojach odwrotnie proporcjonalnych do czekających ich trudów, zaopatrzona w odpowiednie wyposażenie, którego elementem nieodzownym jest piersiówka wypełniona mocnym szlachetnym trunkiem oraz latarka, udaje się na miejsce startu rajdu, jak sami go nazywają, Czantoria Extreme. Miejscem jest parking samochodowy pod Czantorią. Tam panowie rozdzielają się i każdy z osobna (teoretycznie) wyrusza na drugą stronę góry do miejsca docelowego – Chaty U Gozdy w miejscowości Nydek po czeskiej stronie Czantorii. Przez szczyt Czantorii przebiega granica polsko – czeska. Extremiści mają za zadanie dotrzeć do pensjonatu, przekraczając granicę oczywiście nielegalnie. Ostatni, który dotrze na miejsce jest szczęśliwym fundatorem biesiady w Chacie u Gozdy.

Chata u Gozdy fot. W. Janowicz / Fot. Witold JanowiczWyruszając na szlak nie mogłem ukryć obaw, zerkałem kątem oka na członków rajdu, ale ci nie przejawiali swoim zachowaniem najmniejszych oznak strachu czy niepokoju. Towarzystwo bawiło się w najlepsze.

Ruszyłem pod górę. Po 30 minutach forsownego marszu miałem dość. Wcześniej nie raz maszerowałem na szczyt Czantorii, wtedy był jasny dzień, piękna pogoda, w zanadrzu miałem powrót ze szczytu kolejką linową, ale teraz zapadały ciemności, a kolejka już nie pracowała.

Po godzinie doszedłem na szczyt, byłem wykończony. Wokół panowały ciemności. Całe szczęście, że noc była piękna i ciepła. No i najważniejsze – w kieszeni tak na wszelki wypadek miałem telefon komórkowy. Postanowiłem sprawdzić co porabiają moi towarzysze. W słuchawce odezwał się lekko zasapany głos Marcina, prawnika z Katowic. Był w wyśmienitym humorze, ale z jego słów wynikało, że nie pokonał jeszcze nawet połowy trasy. Nagle w słuchawce usłyszałem, że obok Marcina kroczy drugi rajdowicz. Co jest, przecież mieli iść osobno? Panom się nudziło więc postanowili przemierzyć szlak we dwójkę. Po około 20 minutach oczekiwania na szczycie dołączyłem do żywo dyskutujących panów. Trunku z piersiówki ubywało nam wraz ze zbliżaniem się do celu.

Minęło około godziny i w końcu dotarliśmy do Nydka. Tam szybko do Chaty u Gozdy, na miejscu czekał na nas Andrzej, architekt z Gliwic. Nie byliśmy pierwsi, ale też nie ostatni. Minęło następne 30 minut gdy w drzwiach pensjonatu ukazało się dwu naszych ostatnich zadowolonych z życia kolegów. Sponsoring wzięli na
siebie z zadowoleniem. Po trudach wyprawy zimne czeskie piwo smakuje jak napój bogów, a skoczne czeskie melodie ludowe pobudzają do życia, stwarzając niepowtarzalny nastrój. Biesiada trwała do świtu. Na następny dzień pomaszerowaliśmy z powrotem na szczyt, wsiedliśmy do kolejki linowej i szczęśliwi popłynęliśmy krzesełkami w dół Czantorii.

W poniedziałek, każdy z nas ponownie zaprzęgnie się w kierat swojej pracy, ale zanim to nastąpi już myślimy o następnym wspaniałym Czantoria Extreme.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Duzo sie nie zmieniles Witek,you have never experienced extreme :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ czyta sie na jednym tchu. fajne

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.07.2007 19:39

To sie rozumie samo przez sie, panie Witku... Bardzo chetnie zdewaluuje slowo "extreme" przy tego typu zabawie... :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście to extreme ma charakter groteskowy i takim miało być z założenia w odniesieniu do tego materiału.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajnie, że się bawicie. Jednak słowo "EXTREME" jest tu trochę na wyrost.
Nadużywanie tego słowa prowadzi do dewaluacji jego znaczenia.
Jak tak dalej będzie to niedługo zwykłe chodzenie po mieście będzie nazywane sportem ekstremalnym;)
Bez urazy.
Podoba mi się, że są coraz większe grupy ludzi, które zaczynają aktywnie wypoczywać.
Tak trzymajcie.
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Ojojojoj

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajne :)
Ja jednak wolę swoje zabawy, las, skały, góry, jaskinie i to takie po których niewielu łazi z braku dostępu

Komentarz został ukrytyrozwiń

+Bardzo przyjemnie się czyta:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.06.2007 10:11

(+) Prosze nie zapomniec o mnie przy okazji nastepnej "Czantoria Extreme"... Piersiowka dysponuje :-))) Swietny tekst!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.