Facebook Google+ Twitter

W czasie Sashy szosa sucha

Finał konkursu Eurowizji za nami. Niestety - jak ostatnio - obejrzeliśmy go bez udziału artystów z Polski. Podczas gdy kreatywni wykonawcy z zagranicy płodzą coraz to oryginalniejsze kawałki, na polskim rynku muzycznym nadal panuje susza.

Występ zespołu The Jet Set w programie "Jaka to melodia" / Fot. Katarzyna RapczyńskaNa zajęciach z reklamy miałam okazję usłyszeć wszystkie wykonania piosenek startujących na tegorocznej Eurowizji. Być może ogólny hałas jaki panował w sali, a także nagłośnienie spowodowały, że niektóre utwory wydawały się wybitnie dobre. Po obejrzeniu konkursu uzmysłowiłam sobie, że cały ten konkurs był wielką rewią piosenek granych na jedną nutę, od czasu do czasu przerywanych wypowiedzią prowadzących. Biorąc pod uwagę fakt, że program był emitowany "na żywo", trzeba uznać, że poziom był zadowalający.

Gdyby nie to, że naprawdę trzeba mieć głos, można by wysłać na ten konkurs Mandarynę, która urządziłaby tam naprawdę świetne widowisko. Ona w przeciwieństwie do ambitniejszych polskich piosenkarek (patrz: choćby Ania Dąbrowska czy Kasia Cerekwicka) pasowałaby do kryteriów wyznaczonych przed twórców Eurowizji. Większość wykonawców śpiewała arie operowe lub starała się zyskać sympatię widzów jakimś ostrym kabaretem. Polska dosłownie bała się "dać ciała".

Obejrzeliśmy The Jet Set, z cieniutkim utworem, w dodatku słabo nagłośnionym (to była chyba najciszej zagrana piosenka z całego festiwalu), który lepiej wyglądał niż brzmiał. Sasha Strunin czekała chyba na głosy swoich rosyjskich fanów, a David Serame liczył na SMS-y z Wielkiej Brytanii. Niestety, okazało się, że ani wschód, ani zachód nie dostrzegł walorów The Jet Set.

Lordi z Finlandii występuje podczas piewszej próby kostiuimowej Konkursu Piosenki Eurowizji. / Fot. PAP/EPA/Kristi TalsiJak pokazuje nam coroczne doświadczenie poprzednich polskich wykonawców, nie tędy Saszo szosa… a raczej droga. Ambicje nowoczesnego brzmienia trzeba odłożyć na bok i zająć się robieniem hitu na cztery takty. Takiego, który przy maksymalnym nagłośnieniu, podczas jazdy samochodem na tak zwany „zimny łokieć” zrobi furorę. I nie zrzucajmy winy na scenografię. Układ choreograficzny zespołu z Grecji w niczym nie różnił się od "jetsetowego". Cóż, pozostaje nam czekać do następnego maja. Za wzór cierpliwości może posłużyć nam Irlandia, która od sześciu lat walczyła o miejsce w finale.

Kenan Doculu z Turcji. / Fot. PAP/EPA/Seppo SirkkaDziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska powiedziała kiedyś, iż „nie należy lansować się przez coś, co jest naszą porażką”. Dlatego też boimy się wystawić na Eurowizję kogoś, kto reaktywuję modę na disco polo. A przecież słuchając zagranicznych przebojów, mamy do czynienia z formowaniem się nowego gatunku muzycznego zwanego etno-disco. Przykładem są choćby wokaliści z Macedonii czy Turcji.

Finlandia tradycyjnie utrzymała brzmienie w gotyckim stylu. To przecież stamtąd pochodzą zespoły takie jak Him, Rasmus i zeszłoroczny zwycięzca konkursu - Lordi. Damską część widzów trzymał przy telewizorach Białorusin, męską zaś - Portugalka. Szansę na karierę operową dostała Alenka Gotar ze Słowenii. Szwecja poszła śladem rodaków, którzy swym "Waterloo" wyśpiewali przebój wszech czasów. Piosenką, która odbiegała od konwencji Eurowizji był "Unsubstantiat blues" prosto z Węgier.

Serbska piosenkarka Marija Szerifović - zwyciężczyni 52. Konkursu Piosenki Eurowizji w Helsinkach. Szerifović zajęła pierwsze miejsce z piosenką "Modlitwa". / Fot. PAP/EPA/JOERG CARSTENSENTymczasem moi faworyci pochodzili z krajów takich jak: Francja, Słowenia, Rumunia, Mołdawia i Serbia - piosenki wzniosłe i kreatywne, a wokaliści stawiający na intelekt. Zwycięzcą okazała się Serbia czyli Marija Serifovic z piosenką "Molitva", która pokonała tragikomiczny utwór z Ukrainy.

Złośliwi zarzucają Eurowizji komercję i kiczowatość formy, jednak prawdziwą febrą telewizyjną nie są piosenki, lecz konszachty polityczne i klepanie się nawzajem po ramieniu. Nie da się ukryć, że zawsze Wschód pójdzie za Wchodem, Zachód przytaknie Zachodowi, tak jak północ Europy poda rękę Północy. Polska jest w o tyle trudnej sytuacji, że leży pośrodku i jedyne co może zrobić, to liczyć na własne szczęście, choć zdaje się ono leżeć poza granicami naszego kraju.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Niezły artykuł, choć "wszechczasów" to dwa słowa, no i powinno być "reaktywuje", a nie "reaktywuję". :-)
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jeszcze ktoś to ogląda!? :) Prawda jest taka, że Eurowizja jest nic nie znaczącym festiwalem. Po prostu jego poziom dawno sięgnął dna, już lepiej posłuchać jakiegoś Sopotu czy Opola, chociaż tam też nuda. I to dziwi, że nasi "twórcy", mimo że beznadziejni, nie są aż tak źli, żeby na Eurowizji odnosić sukcesy ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.