Facebook Google+ Twitter

"W dolinie smutku rozpostrzyj skrzydła"

David Rieff to amerykański dziennikarz i komentator polityczny, który w 2004 roku stracił chorą na raka matkę - Susan Sontag, wspaniałą eseistkę, pisarkę, krytyczkę społeczną i aktywistkę praw człowieka. Książka "W morzu śmierci. Wspomnienie syna" to osobista próba pogodzenia się z odejściem ukochanej osoby.

"W morzu śmierci. Wspomnienie syna" / Fot. materiały prasoweTen prywatny dziennik zabiera nas do "krainy raka". Pozwala choć po części zrozumieć stan emocjonalny osób cierpiących na nieuleczalne choroby i ich najbliższych, którzy co dnia starają się im pomóc. David Rieff, jak sam zapisuje na kartach swego pamiętnika, miał "specyficzne relacje z matką". W ostatniej dekadzie jej życia ich stosunki były często napięte i bardzo trudne. Mimo tego śmierć, a w szczególności patrzenie jak bliska osoba odchodzi, naznacza w jego duszy piętno.

W jego zapisanych myślach pojawia się wiele sprzeczności: "(...) nie wiem, czy postępowałem dobrze, czy źle, a przede wszystkim czy zdołałem jej pomóc". Susan Sontag z chorobą walczyła bardzo długo. W 1975 roku stwierdzono u niej zaawansowanego raka piersi, od tego momentu "żyła z wiszącym nad głową mieczem Damoklesa, z nieustanną groźbą nawrotu". Nigdy nie odzyskała w pełni zdrowia, wciąż borykała się z nowotworami, które w końcu ją zabiły. Tym ostatnim była białaczka. Susan Sontag była niezwykle silną kobietą starającą się kurczowo trzymać życia; chciała "oglądać, jak ten świat głupieje".

Jak opisuje jej syn "chodziło jej wyłącznie o przeżycie, i trwała przy tym od czasu postawienia diagnozy po niemal ostatnią godzinę". Nie chciała się poddać, a bliskie jej osoby nie odbierały nadziei na przeżycie. "(...) niemal do ostatniej chwili rozmawialiśmy o tym, że przeżyje, o walce z rakiem, nigdy o umieraniu. Nie byłem gotów dotykać tej sprawy, skoro ona nie chciała o niej mówić. To była jej śmierć, nie moja. A ona nie poruszała tej kwestii. Samo napomknięcie o śmierci oznaczało przyzwolenie na tę ewentualność, a matka za wszelką cenę chciała żyć. Żyć dalej: być może był to jej sposób na umieranie".

W jednym ze swych esejów "Choroba jako metafora" Susan Sontag opisuje podróż ze świata zdrowych do królestwa chorych i przyjęcie "drugiego paszportu". Po postawionej diagnozie białaczki szpikowej, matka Davida powoli przenosiła się ze świata chorych do królestwa śmierci.

"W morzu śmierci. Wspomnienie syna" odnajdujemy wiele pytań postawionych przez autora. Trudno jednak uzyskać na nie jednoznaczne odpowiedzi. Czy dawać fałszywy obraz nadziei na poprawę zdrowia, na wygrane życie? W jaki sposób pomagać umierającemu? Czy wystarczy być obok? Co zrobić, gdy już nic nie można zrobić? W książce znajdziemy wiele bólu, prawdziwego bólu przeszywającego każdą część duszy i ciała. Czytając dziennik przez pryzmat własnych doświadczeń możemy inaczej potraktować świat. Patrząc na śmierć Susan Sontag potrafimy docenić życie. Śmierć zawsze jest trudna, a człowiek w jej obliczu czuje się zagubiony. "I choć wraz z matką i jej lekarzami unosiłem się w morzu śmierci, to oni, w odróżnieniu ode mnie, wiedzieli przynajmniej, dokąd zmierzają".

Z czasem rany na sercu robią się mniejsze. I choć nadal odczuwamy brak ukochanej osoby, godzimy się z zastanym losem. Żyjemy dalej. Nigdy jednak nie zapomnimy o naszych bliskich, a dzięki takim publikacjom jak "W morzu śmierci. Wspomnienie syna", o naszych ukochanych nie zapomną inni. Ten niesamowity hołd dla Susan Sontag ukazuje brutalne zderzenie ze śmiercią. "Kiedy umierała, pływaliśmy wraz z nią w morzu śmierci. Patrzyliśmy na nią, i wtedy nadszedł koniec. Jeśli o mnie chodzi, wciąż wydaje mi się, że się z tego morza nie wynurzyłem".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

hehe, jaki piękny rym ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.11.2009 23:28

Judko, ja czytam "szkiełkiem i okiem", nie tylko dlatego, że jestem w tym zawodzie stary - mam węch literacki oraz okulary.... :-)) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku przez Ciebie tonę w cukrze :P

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.11.2009 16:24

Judko, ty połykasz nie tylko długopisy, a nawet i książki!..... Piękna zapowiedź interesującej lektury - napisana bezbłędną polszczyzną przez wybitnie uzdolnioną Czytelniczkę! Czy można oczekiwać czegoś więcej??? 5* :-)) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wcale nie tak łatwo pisać o kimś, kto jest nam tak bardzo bliski. Jednak autorowi jak widać się udało. Pomimo sporych emocji, napisał dziennik i o jego matce mogą teraz usłyszeć inni. Zapewne nie przeczytam tej książki (za bardzo przeżywam tego typu historie), ale z pewnością polecę ją innym. /5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.