Facebook Google+ Twitter

W domach przed telewizorami siedzą analfabeci

  • Źródło: Głos Wielkopolski
  • Data dodania: 2006-09-09 20:01

Bibliotekarze biją na alarm. W Polsce dramatycznie spada czytelnictwo. Co dziesiąty polski nastolatek jest funkcjonalnym analfabetą i nie rozumie najprostszych informacji...

– Czasami po przeczytaniu fragmentu książki zamykam oczy i wyobrażam sobie dalszy ciąg opowieści. To wspaniała zabawa. Smoki spotykają się z krasnalami. A kiedy napotykam na trudne słowa, to biegnę do mamy po pomoc, albo je opuszczam i czytam dalej, żeby zrozumieć, co znaczyły – opowiada Madzia Piątkowska, uczennica klasy IV Szkoły Podstawowej nr 34 w Poznaniu, która uwielbia książki.

Nie czytają, jeśli czytają to nie rozumieją

fot. Tomasz Kowalski- W Polsce pogłębia się nie tylko analfabetyzm realny, związany z zaprzestaniem czytania czegokolwiek, ale także analfabetyzm funkcjonalny, co oznacza, że coraz większa grupa Polaków, także tych czytających, nie rozumie komunikatów, z którymi ma do czynienia i nie potrafi wykorzystać ich w praktyce – mówi Hanka Łobza, bibliotekarka i doradca metodyczny do spraw czytelnictwa w Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Poznaniu.

W piątek 8 września obchodzono Międzynarodowy Dzień Piśmiennictwa oraz Dzień Walki z Analfabetyzmem. Oficjalnie w Polsce nie ma analfabetów od 1953 r. Wtedy władze ogłosiły, że został on zlikwidowany. To miało oznaczać, że wszyscy Polacy potrafią czytać i pisać. Jednak badania przeprowadzone przez Instytut Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej w 2004 roku pokazują, że kontakt ze słowem pisanym zadeklarowało 58 procent społeczeństwa (przeczytali rocznie przynajmniej 1 książkę). Resztę zaliczyć można do wtórnych analfabetów, czyli osób, które nie rozumieją, co się do nich mówi i pisze. Oni w ciągu roku nie mieli w ręce ani jednej książki.

E-maile z błędami

 

W drugiej połowie XX wieku nastąpił znaczny rozwój techniki, z którym wiązała się zmiana modelu kulturowego. Z kultury opartej na słowie pisanym, na kulturę, w której dominuje aspekt obrazkowy, wizualny. To sprawiło, iż pod koniec tegoż stulecia człowiek znacznie bardziej wolał oglądać telewizję niż czytać książki. Odbiór przekazu wizualnego wymagał bowiem mniejszego wysiłku. Niektórzy w owym czasie wróżyli już rychły koniec piśmiennictwa, literatury, gazet. Po co ludzie mieliby cokolwiek czytać, skoro wszystko z mniejszym wysiłkiem można obejrzeć sobie w telewizji. Po co pisać listy, skoro łatwiej i szybciej można się porozumieć przez telefon.

Nagle nastąpił niespodziewany przełom i pismo wróciło do łask. Stało się to poprzez powstanie i rozwój Internetu, poczty elektronicznej, sms-ów. I wówczas okazało się, iż młode pokolenie, wychowane przed telewizorem, z trudem radzi sobie z pisaniem i rozumieniem tekstów pisanych.

– Widać to chociażby po lakonicznych wypowiedziach na forach internetowych, pełnych podstawowych błędów ortograficznych, świadczących o tym, iż młodzi ludzie nie opanowali zasad piśmiennictwa. Widać to także w pracy z młodzieżą, zwłaszcza na studiach zaocznych, gdzie na jednym roku studiów spotykają się ludzie z młodego i starszego pokolenia – mówi dr Joanna Smól, językoznawca i wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Język ludzi oczytanych jest znacznie bogatszy, obfitujący w synonimy i barwne określenia. Chętnie się takich ludzi słucha oraz czyta ich teksty. To oni lepiej wypadają w kontaktach z innymi osobami, na rozmowach kwalifikacyjnych, gdy starają się o pracę i w codziennych relacjach towarzyskich. Należy pamiętać, że podstawowe błędy językowe często dyskwalifikują daną osobę w oczach przyszłego pracodawcy bądź kogokolwiek, z kim w danej chwili ma ona kontakt.

Czytelników coraz mniej

 

– Dziś trudno o skupionego, naprawdę zaangażowanego czytelnika – przyznaje Hanka Łobza. – W domach, na wygodnych kanapach siedzą analfabeci, którzy w ręce trzymają pilota i ani przez myśl im nie przejdzie, że można by go zamienić na książkę. Niektórzy nawet przestali kupować gazety. To oznacza, że zerwali jakikolwiek kontakt ze słowem pisanym.

Z najnowszych danych wynika, że wśród krajów europejskich Polska (w dziedzinie czytania prasy) jest na jednym z ostatnich miejsc obok Grecji, Włoch i Portugalii, gdzie po codzienną prasę sięga około 58 procent osób. Tymczasem w Niemczech, Czechach czy Danii aż 90 procent dorosłych ludzi rozpoczyna dzień od lektury gazety.

Uczeń też nie rozumie

 

Z roku na rok pogarszają się wyniki sprawdzianu polskich szóstoklasistów oraz egzaminu gimnazjalistów. A sprawdzają one nie tylko wiedzę, ale również rozumienie tekstu. Tegoroczne, słabe wyniki egzaminów maturalnych również są dowodem na to, że polska młodzież nie rozumie tego, co czyta. W porównaniu z rówieśnikami z innych krajów uczniowie znad Wisły także nie mają się czym chwalić.

Piętnastolatkowie objęci w 2000 roku Programem Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (gdzie bada się rozumienie tekstu, umiejętności myślenia matematycznego oraz kompetencje w zakresie myślenia naukowego) znaleźli się poniżej średniej – uzyskali zaledwie 479 punktów (średnia wynosiła 499). Wyniki jasno wskazują, że co dziesiąty nastolatek jest funkcjonalnym analfabetą i nie rozumie najprostszych informacji.

– Trzeba czytać – mówi pytana o sposób na rozwiązanie tego problemu H. Łobza. – To zadanie dla rodziców, którzy powinni zaszczepić w dziecku nawyk czytania. Zanim wezmą do ręki pilota i włączą dziecku bajkę powinni pomyśleć, czy nie lepiej przeczytać ją w książce. W ubiegłym roku w naszej szkole zorganizowaliśmy wspólne czytanie dzieci i rodziców. Po odczytaniu fragmentu odbywały się warsztaty, które miały na celu pokazanie, w jaki sposób książka może zainspirować dziecko do myślenia, wspólnej zabawy, twórczości plastycznej, literackiej, teatralnej czy nawet kulinarnej. Przez dwa miesiące spotkaliśmy się prawie z 300 osobami. Liczę na to, że jakaś część z nich zaraziła się książką.
Magdalena Baranowska-Szczepańska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Analfabetyzm staje się ostatnio nową "modą" wśród młodzieży. Wystarczy popatrzeć na to, jak młodzi rozmawiają między sobą na czatach czy forach internetowych. Nowy język internetu to seria skrótów, uproszczeń i dziwnych przekształceń słów. Zazwyczaj występuje on u młodszych (13-15 lat) użytkowników. To faktycznie wina stylu życia, ale może i szkoły? Przecież gdyby wybierano dla dzieci lektury adekwatne do ich wieku, z pewnością chętniej by je czytały niż obecne, nudne, i często zbyt ciężkie w odbiorze. Oto i mamy postęp cywilizacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za dużo bodźców, za mało czasu - wolimy sobie obejrzeć dwugodzinny film niż przeczytać 400-stronicową książkę. A nawet jeśli czytamy, sądzę, że czasem jest problemem - co. Jak czytam Dostojewskiego, to widzę, jak na twarzach ludzi rodzi się pytanie: "to masz na swoich studiach lektury?", jak ktoś NIE czytał Dziennika (Dzienników?) Brigide (jak to się pisze...?) Jones, to wszystkich to szokuje. A co do for internetowych... Dobrze by było, gdyby niektórzy pozostali analfabetami...

Komentarz został ukrytyrozwiń

To wszystko, co się dzieje, to... "Wielka Pardubicka" w wykonaniu nas wszystkich. Zbyt dużo informacji, zbyt mało czasu na jej przetworzenie i zbyt wielki nacisk, aby się... pośpieszyć. Przy całym szacunku do naszego człowieczeństwa, nie damy rady, więc skracamy, aby przesłać tak przetworzone "informacje" dalej i szybciej. To kiedyś wyhamuje, ale wtedy ludzkość będzie musiała zaczynać wszystko od początku. Neverending story.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście, że analfabeci! Jeśli nie potrafią obronić tezy, że raczej *dizel* niźli *diesel* to analafabeci!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.