Facebook Google+ Twitter

"W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka" M.Hoddera. Londyn eugeników

Londyn 1861. Wielka Brytania w epoce maszyn parowych. Po niebie latają rotofotele, a na ulicach widać dym welocypedów. Chociaż to czas geniuszu inżynierów i eugeników, brud, slumsy i wszelakie zło ma się całkiem dobrze. Wilkołaki porywają pomocników kominiarzy, a młode kobiety są nękane przez istotę rodem z piekieł - Skaczącego Jacka. Nic nie jest jednak, takie jak się wydaje.

 / Fot. Fabryka Słów (C)Świat Marka Hoddera w "W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka"
jest wspaniały. Historia nauki, a więc i rozwój Londynu, poszły w zupełnie innym kierunku niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Miastem rządzą technologie parowe i eugeniczne. Wszelakie dziwy poruszają się po drogach i na niebie - rotofotele, welocypedy i inne maszyny parowe, przypominające retro-cudy z innej planety. Z kolei eugenicy wyhodowali i "poprawili" genetycznie zwierzęta, aby służyły jak najlepiej ludziom. Megakonie, robiące często i gęsto pod siebie, czy żarłoczne harty to tylko niektóre z ich... osiągnięć. Na domiar złego po mieście grasują tajemnicze wilkołaki, które porywają pomocników kominiarzy. Jeśli dodać do tego niecodzienne pomysły hulaków, przebiegłego i nieuznającego półśrodków Laurenca Oliphanta oraz tajemniczą, upiorną istotę, nazywaną Skaczącym Jackiem, można łatwo domyśleć się, że Londynowi, a może i całemu imperium, grozi wielkie niebezpieczeństwo. Receptą na to ma być sir Richard Burton.

Badacz, lingwista i słynny podróżnik o nadszarpniętej reputacji zostaje zatrudniony jako królewski agent. Na świeżo po samobójczej śmierci byłego towarzysza podróży musi otrząsnąć się i rozwiązać sprawę Skaczącego Jacka, który coraz częściej pojawia się w Londynie, atakując młode kobiety. Jack jest nieuchwytny i rozpływa się w powietrzu niczym duch. Czy to przybysz z innej planety, czasu czy wymiaru? A może istota z piekła? W pokręconym Londynie nic nie może już zdziwić.

Królewski agent musi również jak najszybciej wyjaśnić sprawę porwań pomocników kominiarzy przez wilkołaków. Sir Burtonowi zechce pomóc w śledztwie Charles Swinburne, pijak jakich mało, hulaka i natchniony poeta, po prawdzie na razie bez większych sukcesów zawodowych. Wyznawca tez Markiza de Sade, może być niezwykle przydatny, o ile nie jest pijany do cna. Obaj dżentelmeni, jak nietrudno się domyślić, będą mieszanką wybuchową. Czy będzie to klucz do sukcesu? – tego do końca nie wiadomo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.