Facebook Google+ Twitter

"W głowie się nie mieści", czyli nowy wspaniały Pixar (recenzja)

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, co siedzi w głowach innych? Teraz już nie musisz. Twórcy "W głowie się nie mieści" znają odpowiedź i zapoznają nas z emocjami, które nami rządzą.

 / Fot. DisneyDwadzieścia lat temu w swoim pierwszym hicie, legendarnym „Toy story”, Pixar pytał „Co, gdyby zabawki miały uczucia?”, później zastanawiając się nad tym samym w stosunku do ryb („Gdzie jest Nemo?”), szczurów („Ratatuj”), czy robotów („Wall-E”). W swoim najnowszym projekcie Amerykanie poszli jeszcze dalej, bo „co by było, gdyby uczucia miały uczucia?”.

Wyczekiwana premiera „W głowie się nie mieści” miała miejsce na tegorocznym festiwalu w Cannes. Film, uznany już wtedy przez wielu recenzentów za jedną z najlepszych animacji ostatnich lat, pokazywany był na Lazurowym Wybrzeżu poza konkursem, czego powodem miał być jego "komercyjny" charakter. Decyzja ta spotkała się z licznymi głosami krytyki i raczej trudno się temu dziwić – obraz w reżyserii Pete'a Doctera to bowiem prawdziwe dzieło sztuki, które może zachwycić widza w każdym wieku.

Życie jedenastoletniej Reily, jak w przypadku większości nastolatków, jest prawdziwym rollercoasterem emocji. Kiedy jej tata dostaje nową pracę, rodzice dziewczynki decydują się na przeprowadzkę do nowego miasta. Reily nie przyjmuje dobrze tej zmiany, a w jej głowie nieustannie krąży pięć uczuć – Smutek, Strach, Odraza, Gniew i Radość.

Koncepcja małych ludzików mieszkających w naszych ciałach i mających wpływ na nasze zachowanie znana jest od dawna, choćby z kultowego francuskiego serialu „Było sobie życie”, odsłaniającego przed dziećmi w przystępny, ale podparty naukową wiedzą sposób tajniki funkcjonowania ludzkiego organizmu. „W głowie się nie mieści” nie jest więc filmem najbardziej odkrywczym w swoim zamyśle, ale bez wątpienia ma wiele zalet. Po pierwsze, angażuje emocjonalnie widza niemal od pierwszej sceny, przynosząc niesamowitą mieszankę ciepłego humoru i prawdziwych wzruszeń. Po drugie, każdy kto chociaż raz widział „Potwory i spółkę” albo „Auta” wie, że propozycje ze stajni Pixara to prawdziwe majstersztyki animacji, zachwycające pięknymi kreskami i pomysłowym wykorzystaniem kolorów. Po trzecie, warto wybrać się do kina dla genialnego, jak zwykle w polskich wersjach językowych kreskówek, dubbingu. Plejada gwiazd z Mają Ostaszewską, Kingą Preiss i Małgorzatą Sochą na czele tworzy świetne, pełnokrwiste postaci, a Cezary Pazura jako Strach przypomina, że jest jednym z najlepszych aktorów komediowych w kraju.

Czytaj także: Czy Michael Fassbender sprawdzi się w roli Steve'a Jobsa? Zobacz zwiastun biografii twórcy Apple


Przygotowując scenariusz filmu, ekipa korzystała ponoć z pomocy specjalistów zajmujących się procesami myślowymi i działaniem mózgu. Oglądając nowy film Pixara odniosłem jednak wrażenie, że poza wiedzą naukową, Amerykanie posiedli też tajemnicę poruszania i zarazem bawienia widzów do głębi. To mądry i rozrywkowy film, który na długo po seansie zostaje w sercu. Bo w głowie się nie mieści.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.