Facebook Google+ Twitter

W hebanowym świecie

Właśnie skończyłem czytać "Heban" Ryszarda Kapuścińskiego. Afryka,o której trochę już wiedziałem, odsłoniła swoje kolejne oblicze. Afryka Kapuścińskiego to historia konfliktów i beznadziejnego ogromu nadziei oraz pogody ducha.

Okładka książki "Heban", wydanie 2007 / Fot. Gustaw Fit"[..]Natomiast lubiłem jeździć przygodnymi ciężarówkami, wędrować z koczownikami po pustyni, być gościem chłopów z tropikalnej sawanny. Ich życie jest mozołem, jest udręką, którą znoszą jednak ze zdumiewającą wytrwałością i pogodą[..]" Tak mistrz reportażu rozpoczyna swoją kolejną książkę. Zaraz też przykuwa naszą uwagę tekstami o cieple, o naszym niedostosowaniu do afrykańskich warunków klimatycznych, o potęgującym te niedostosowanie tempie podróży. Inicjacja czytelnika zaczyna się od spowolnienia tempa i pokory wobec własnych ambicji. "[..] bo przecież w życiu i tak nie da się wszystkiego osiągnąć, bo cóż by pozostało dla innych?" krótki tekst wprowadza nas w kulturowy schemat hebanowych ludzi.

Podoba mi się ten tekst. Pozostaje mi w pamięci. Zaglądam do niego wielokrotnie zwłaszcza w ciągu Wielkiego Wyłączenia Prądu w moim rodzinnym Szczecinie. Pojawia się pewna retrospekcja, która wywołuje kilka ukłuć w żołądku. To my dążymy do osiągnięcia wszystkiego i nadal nam mało. Afryka nie ma prawie nic. Strony książki płyną, aż do Salima. Do rozebranego silnika i przygodnej przejażdżki ciężarówką. Ciężarówką, która jest pojazdem prawie królewskim w Afryce. Może wjechać wszędzie, bezpieczny, nowoczesny statek pustyni. Tutaj uderza mnie znowu spokój i opanowanie kierowcy, który nie mając zapasu wody nawet na dwa dni, rozbiera doszczętnie silnik na środku pustyni. W lejącym się z nieba, może nawet więcej niż pięćdziesięciostopniowym żarze. Nie jest mechanikiem. Wątpliwości dopadają tylko białego Kapuścińskiego. Kierowca wydaje się niewzruszony, pewny swego. Ma rację. W końcu pomoc nadchodzi.

Rozpoczyna się okres afrykańskich dyktatur. Jest krwawo, głodno i niebezpiecznie. Tutsi zabijani przez Hutu, Hutu zabijani przez Tutsi. Dziecięce armie i warlordowie. Dreszcz przechodzi mnie po plecach. Jest to dla mnie niewyobrażalne. Strasznie inne. "Te zbrojne potyczki dzieciarni są szczególnie zażarte i krwawe, bo dziecko nie ma w sobie instynktu samozachowawczego, nie czuje i nie rozumie grozy śmierci, nie zna lęku, który dopiero przyniesie dojrzałość". Przypomina mi się zabawa "w wojnę" z dzieciństwa. Szał ganiania po klatkach starych, zdezelowanych kamienic szczecińskiej dzielnicy Stołczyn. Czasami obrzucaliśmy się węglem lub koksem, zamieniając główną ulicę - Kościelną w czarną ziemię. Byliśmy terrorem i postrachem szukających spokoju w wieczornym spacerze starszych osób. Czy jeślibyśmy mieli prawdziwą broń, to również otworzylibyśmy ogień, ciesząc się na widok padającego "wroga"?

Świat czarów. "[...] biały człowiek, ustaliwszy, że przyczyną wypadku i śmierci Sebui były złe hamulce, sporządza o tym protokół i zamyka sprawę. Zamyka! Kiedy ona w tym momencie powinna się właśnie zacząć! Bo Sebuya zginął, gdyż ktoś na niego rzucił czary." Jakież to proste. Można to z drugiej strony nazwać zabobonem, niedouczeniem, ograniczeniem. Jednakże wprowadza to do życia element magii. Pamiętam jak dziś wiele spraw z dzieciństwa, które były mi wytłumaczone jako magiczne. Ano, że lokomotywa jedzie, bo tak na prawdę maszynista jest zaklinaczem diabła, że zęby zamienia na cukierki wróżka, że prezenty przynosi Mikołaj... Dzisiaj wszystko jest wytłumaczalne, takie dokładnie wytłumaczalne. O wszystkim wiadomo jak działa, poprzez co coraz mniej rzeczy jest rzeczywiście interesujących. Nad czym mam kontrolę, do tego nie czuję szacunku, co w pełni rozumiem przestaje być interesujące. Fajnie byłoby móc tłumaczyć chociaż jeden wypadek w roku urokiem i mieć od tego np. zwolnienie do sądu. Ależ moglibyśmy mieć uciechy. Nie przesadzając oczywiście.

"W ciszy wszyscy rozeszli się do lepianek, a chłopcy pogasili na stołach światło. Byłą jeszcze noc, ale zbliżała się najbardziej olśniewająca chwila w Afryce - moment świtu". Każdego dnia wstaje nowy dzień. W Afryce można liczyć na uśmiech i zainteresowanie swoimi problemami bardziej niż w Europie. I to za całkiem przystępną cenę. Za cenę poznania drugiego człowieka, jego historii oraz jego problemów. Ludzie w Afryce żyją razem, żyją raźniej, śmieją się często, pomimo setek zmartwień, pomimo braku ekstra samochodów. Również dzisiaj, co wiem z opowiadań Mariusza Kurca. Podróżnika, który dopiero co wrócił z kolejnej wyprawy autostopem po bezdrożach Afryki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

"W Afryce można liczyć na uśmiech i zainteresowanie swoimi problemami bardziej niż w Europie. I to za całkiem przystępną cenę. Za cenę poznania drugiego człowieka, jego historii oraz jego problemów. Ludzie w Afryce żyją razem, żyją raźniej, śmieją się często, pomimo setek zmartwień, pomimo braku ekstra samochodów."
A pamiętasz tych dwoje Szkotów, których Kapuściński spotkał w pociągu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Heban" znać trzeba! Dobrze, że przypominasz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obok "Cesarza" to najlepsza książka Mistrza. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.