Facebook Google+ Twitter

W imię Jakuba S, czyli jak straciłam w teatrze 300 złotych

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2014-05-18 16:59

Sztuka "W imię Jakuba S" autorstwa Pawła Demirskiego próbuje widzom pokazać inny punkt widzenia. Po pierwsze pokazać historię z pozycji chłopów pańszczyźnianych, którymi szlachta gardziła, po drugie z pozycji potomków tychże chłopów, czyli większości ludzi żyjących w Polsce obecnie.

 / Fot. fot. Materiały prasoweTytułowa postać - Jakub Szela jest Twoim pra pra pra (wiele razy "pra") dziadkiem! Biorąc pod uwagę fakt że 70 proc. społeczeństwa polskiego ma korzenie chłopskie, jest duża szansa, że Twoi przodkowie byli pańszczyźnianymi chłopami. Mimo to zapewne więcej wiesz na temat życia polskiej szlachty, ich dokonań niż na temat Jakuba Szeli. Jak by się nad tym zastanowić to jest to dziwna perspektywa. To trochę tak jak byśmy więcej wiedzieli na temat dziejów Niemiec niż Polski.

Sztuka "W imię Jakuba S" autorstwa Pawła Demirskiego próbuje widzom pokazać inny punkt widzenia. Po pierwsze pokazać historię z pozycji chłopów pańszczyźnianych, którymi szlachta gardziła, po drugie z pozycji potomków tychże chłopów, czyli większości ludzi żyjących w Polsce obecnie.

Obraz Demirskiego pokazuje Jakuba Szelę, w sposób wielowymiarowy. Z jednej strony, jako okrutnego mordercę z widłami, oraz rabusia szlacheckich dóbr. Z drugiej - jako buntownika. Jednocześnie jest on warchołem i pijakiem. Człowiekiem szorstkim, porywczym, momentami wulgarnym. Raczej trudno się z nim z dumą utożsamiać. Kiedy Jakub S zagrany świetnie przez Krzysztofa Dracza rozmawia ze szlachcicem widzimy człowieka bystrego, opanowanego, "mocnego w gębie". Rozumiemy jego postawę, ponieważ czujemy jak wiele ma racji kiedy mówi o krukach wyżerających wiśnie z sadu którego nie sadziły. Z drugiej strony czujemy odrazę, kiedy widzimy go, jak kroi kawał mięcha na schabowego w egipskim kurorcie zalany w trupa, odrażający i prostacki. Jest człowiekiem, który dał nam -społeczeństwu polskiemu- wolność, a którego się wstydzimy, tak jak często nowi mieszczanie wstydzą się swoich rodziców ze wsi. Ba, my się go brzydzimy, nie chcemy o nim słyszeć. Nie uznajemy go za bohatera narodowego. Niektórzy widzą w nim zdrajcę narodu, który uniemożliwił szlachcie powstanie. Postać Jakuba Szeli jest główną osią przedstawienia.

Po za tytułowym Jakubem mamy bogactwo innych postaci. Uosobienie stanu chłopskiego to Jakub S, oraz jego przygłupi syn. Jest także artysta nieskory do "obrony ojczyzny" zainteresowany malowaniem portretów biedoty głownie dla kasy. W aktualnej historii jego odpowiednikiem jest konformistyczny dyrektor marketingu. Zainteresowany głownie wygodnym życiem. Jako postać nie posiadająca głębszych przemyśleń, jest osobą relatywnie radosną. W tą rolę wcielił się Dobromir Dymecki. W pewnym momencie jako bezrobotny dyrektor marketingu próbuje pożyczać pieniądze. Także od publiczności siedzącej w pierwszych rzędach. Kiedy dostrzega czyjąś torbę leżącą na podłodze chwyta ją i zabiera na scenę... Na nieszczęście akurat jest to moja torba...( o ile to możliwe lubię siedzieć w 1 rzędzie jako osoba niska) Aktor zaczyna wyciągać rzeczy z mojej torby pytając, czy ktoś by nie kupił czegoś. Widownia ma ubaw chyba bardziej z jego rezolutności, niż z zawartości torebki. Pomimo ogólnej wesołości i dobrego nastroju z tyłu głowy kołacze mi się myśl, czy za chwilę coś kompromitującego wyłoni się z czeluści mojej torby? Co prawda nie noszę ze sobą wiertarki, pistoletu, gotowanych jajek na twardo ani innych kuriozów...ale z damskimi torebkami nigdy nic nie wiadomo...W końcu oczom publiki ukazuje się mój portfel. Aktor wyciąga z niego 300 zł ...bardzo go to cieszy (też bym się ucieszyła), dzieli się z koleżankami na scenie i w końcu torbę mi oddaje... lżejszą o rzeczone 300 zł. Muszę przyznać że bycie na scenie przez wystawienie zawartości torebki jest mocnym przeżyciem. Człowiek jest lekko oszołomiony i zaskoczony. Ciekawe doznanie, ale raczej dla ludzi o mocnych nerwach ewentualnie uporządkowanych torebkach.

Mimo tej przygody postaram się być obiektywna w dalszej ocenie przedstawienia. A co mi tam, stać mnie.

Zatem, idźmy dalej. Szlachciankę z siekierą w plecach zagrała Alona Szostak, zaś jej męża Sławomir Grzymkowski. Arystokracja brzydzi się oznakami chłopstwa. W wigilię je wymyślne potrawy, krzywi się z niesmakiem widząc swojską sałatkę. Szlachcic to mężczyzna butny i zarozumiały, gardzący przemocą i brzydzący się pańszczyzną. Jednocześnie uważa ją za podstawę gospodarki... Jednym słowem hipokryzja pełną gębą, choć elegancko opakowana.
Kolejna postać damska to dziewczyna ze wsi. W tej roli Klara Bielawka. Żyje bez ślubu, wozi słoiki ze wsi i nie odchodzi od partnera, który ją leje, bo przecież na wieś nie wróci. No i oczywiście ma mieszkanie na kredyt.
W tej całej plejadzie jest jeszcze postać Anna Kłos-Kleszczewska, irytująca kobieta ciągle na psychotropach, oderwana od rzeczywistości. Co postać to barwniejsza, a cały ten tort polany dużą ilością wódki. Do tego scenografia pełna syfu jaki widuje się na różnych wioskach "zabitych dechami". Stara lodówka ziejąca pustką w stronę publiczności, jakaś kanapa jakby wyciągnięta ze śmietnika. Wszytko "zapyziałe" jak w niektórych warszawskich "undergrandowych klubach..."

Spektakl jest dynamiczny i nielinearny. Mimo to dosyć łatwy w odbiorze i przejrzysty. W warstwie treściowej pokazuje niewygodne fakty o naszym społeczeństwie, fakty o których pamiętać nie zawsze chcemy. Bo jak tu uporać się z myślą że nasi przodkowie nie tylko heroicznie walczyli w powstaniach, ale też drogę do wolności torowali sobie za pomocą wideł? Nasza historia nie wygląda jak sielski obrazek wycięty z "Pana Tadeusza". Historia Polski jest najeżona dramatycznymi wydarzeniami.

Sztuka ta stawia wiele pytań: kim my, Polacy jesteśmy? Jak to możliwe że czerpiemy z kultury szlacheckiej, chociaż pochodzimy od chłopstwa? Dlaczego nie świętujemy zniesienia pańszczyzny? Jednocześnie spektakl nie ogranicza się tylko do pokazania historii. Przekłada te nieprzepracowane tematy na współczesność. Pokazuje jak łatwo klękamy by całować rękę panów, którzy teraz notabene są bankowcami, szefami, ludźmi którzy próbują wycisnąć z nas jak najwięcej. Zupełnie jak szlachcic z pańszczyźnianego chłopa.

Warto sięgnąć do korzeni, wybrać się do Teatru Dramatycznego i przerobić historię znaną z lekcji historii jeszcze raz...tym razem z innej strony...Nie ma co się obawiać utraty zawartości portfela, na koniec spektaklu "fanty" wracają do właściciela. Także zamieńmy walonki na lakierki i chodźmy do teatru...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.