Facebook Google+ Twitter

W Iraku jeszcze długo nie będzie pokoju

Sytuacja w Iraku ciągle jest napięta. I choć wielu Irakijczyków cieszy się z obalenia reżimu Saddama Husajna, to interwencja amerykańska zaostrzyła konflikt między odłamami religijnymi. Dla sunnitów dyktator jest wzorem do naśladowania. Dla szyitów – dyktatorem.

Auta zniszczone w wybuchu samochodu-pułapki w dzielnicy Al-Amil w Bagdadzie.W wybuchu ucierpiały dwie osoby. Fot.PAP/EPA/Mohammed JalilNa temat przyczyn wojny w Iraku napisano wiele. Głównymi były ogólnoświatowe poczucie zagrożenia terroryzmem i przywrócenie demokracji w kraju zniewolonym przez Saddama Husajna, któremu Amerykanie zarzucali posiadanie broni masowego rażenia. Stwierdzony później jej brak podważył tę argumentację i oskarżono Stany Zjednoczone o pobudki kolonialne. Oskarżono je także o próbę utrzymania na świecie hegemonii i uzyskanie dostępu do nowych surowców (ropy naftowej i gazu ziemnego).

W 2004 r. sekretarz generalny NATO, Kofi Annan uznał interwencję w Iraku za bezprawną. Historia zna wiele przykładów i pokazuje, że za pomocą siły nie da się wprowadzić demokracji.

"Interwencja taka przemienia państwo zbójeckie w państwo upadłe. Państwo upadłe jest zapewne lepszym rozwiązaniem niż zbójeckie, zwłaszcza posiadające bron masowego rażenia. Ale jeżeli broni nie ma, bilans nie jest już tak oczywisty. Państwo upadłe jest bowiem siedliskiem wielu patologii o wymiarze miedzynarodowym, takich jak terroryzm, przestępczość zorganizowana, handel narkotykami czy nielegalna migracja. Częściowo może im zapobiec trwała obecność międzynarodowa" - napisał w swej książce "Integracja Europejska. Implikacje dla Polski" dr Jacek Czaputowicz.

Sytuacja w Iraku jest coraz gorsza. Panuje anarchia. Niebezpieczeństwo i śmierć czyhają na każdym kroku, dlatego wielu młodych Irakijczykow opuściło swój kraj w poszukiwaniu lepszego życia. Najchętniej wybieranymi krajami są Francja, Niemcy, coraz częściej też Wielka Brytania. W tych krajach zdobywają doświadczenie, uczęszczają na kursy językowe, pracują i zakładają rodziny. Nie myślą o powrocie do Iraku, w Europie czują się bezpieczniej i zaczynają nowe życie.

- Jestem w Niemczech od siedmiu lat - mówi Degla, 23-letnia Irakijka. - Nie wrócę do kraju. Chyba, że się zmieni prawo. Ciężko mi czasem, bo mam tam całą rodzinę, ale ja nie chciałam tak żyć. Wybrałam inne życie i jak tylko nadarzyła sie okazja, po prostu wyjechałam. Tam jeszcze długo nie będzie pokoju, bo różne odłamy islamu rywalizują ze sobą i walczą o władzę. Od zawsze tak było i to się szybko nie zmieni. Długo tam jeszcze nie będzie bezpiecznie - dodaje nerwowo zapalając papierosa.

Irakijczyk ogląda zniszczenia na zewnątrz sklepu, w pobliżu którego wybuchła bomba, w bagdadzkiej dzielnicy Karada. Fot.PAP/EPA/Ali AbbasW marcu 2003 roku armie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Polski przeprowadziły inwazję na Irak. Po niespełna miesiącu opanowały większość kraju, obaliły rząd utworzony przez socjalistyczną partię Baas, Saddama Husajna i rozpoczęły okupację terytorium, która miała trwać teoretycznie do 2005 r. Do okupantów przyłączyli się Kurdowie, w liczbie ok. 50 tys. partyzantów. Po wojnie nastąpił proces tzw. normalizacji, ale w rzeczywistości sytuacja dalej była niespokojna, panowało bezprawie i chaos. Interwencję w Iraku potępiło wiele krajów europejskich. Natomiast zdania samych Irakijczyków są podzielone. - W Iraku nie będzie pokoju, bo kraj do demokracji nie jest przygotowany. Od wieków były rządy religijne i tego się nie zmieni, a działania Ameryki tylko mogą pogorszyć sytuację - mówi Degla.

Horas, inny Irakijczyk, kelner w jednej z niemieckich restauracji, dodaje: - Nie wiem, co jest gorsze. Rządy Husajna czy okupacja. Wielu Irakijczyków ucieszyło się ze śmierci dyktatora. Husajn nie przestrzegał praw człowieka i siał postrach, ale Amerykanie zaostrzyli konflikt między szyitami a sunnitami. I choć ci drudzy są mniejszością (szyici stanowią ok. 55 proc. społeczeństwa), to są groźni i bardzo radykalni. Nie chcą demokracji, bo obawiają sie rządów szyitow. Czczą Husajna i zaostrzają konflikty.

Ze śmierci dyktatora na pewno cieszą się Kurdowie, w których ponownie obudziła się nadzieja na uzyskanie niepodległości. George W. Bush wprawdzie zdał sobie sprawę z popełnionych błędów, ale nie zamierza wycofać wojsk z Iraku. Mało tego, chce zwiększyć kontyngent, gdyż uważa, iż tylko w ten sposób można uspokoić sytuację w tym kraju i zabezpieczyć granice z Syrią i Iranem. I choć amerykański prezydent jest krytykowany nie tylko w Europie, ale także w swoim kraju, opracowuje nowe strategie i plany działania, do których Amerykanie podchodzą coraz bardziej sceptycznie.

Kate Otter, 22-letnia studentka germanistyki ze Stanów Zjednoczonych od dwóch lat przebywa w Niemczech. Jak twierdzi, jej zdanie na temat Iraku podziela większość amerykańskich żaków. - Polityka Busha działa mi na nerwy. Nie dość, że na tę wojnę poszło dużo pieniędzy, które można było przeznaczyć na inne cele, to jeszcze nie wiadomo, jak długo nasze wojska pozostaną w Iraku – mówi. – Rozumiem, że po 11 września wszyscy byliśmy podenerwowani, szukaliśmy winnych i dalej powinniśmy szukać. Ale skoro oskarżenia wobec Iraku okazały się bezpodstawne, to po co mamy to wszystko ciągnąć w nieskończoność? - zastanawia się Kate.

Nie tylko studenci są zmęczeni wojną. Listopadowe wybory w połowie kadencji w 2006 r. pokazały, iż Partia Demokratyczna będzie mieć większość głosów w parlamencie w obu izbach kongresu, a demokraci są przeciwnikami Busha. - Jednak nastroje Amerykanów szybko ulegają zmianom. Kto wie, jak dalej potoczy się historia - podsumowuje David Parkins, student marketingu z Oregonu, zwolennik Republikanów.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.