Facebook Google+ Twitter

W Kenii spokojniej. Jak długo?

Przez ponad tydzień trwały krwawe zamieszki na ulicach największych miast Kenii. Według najnowszych doniesień sytuacja zaczęła się uspokajać, miejmy nadzieję, że ta sytuacja się już nie zmieni.

Mężczyzna stojący obok plakatu Raila Odinga lidera opozycyjnego Pomarańczowego Ruchu Demokratycznego. / Fot. PAPWedług oficjalnych wyników wyborów, urzędujący prezydent Mwai Kibaki otrzymał 4,58 mln głosów poparcia uprawionych, zaś jego główny rywal Raila Odinga zgromadził ich 4,35 mln. Różnica niespełna 300 tys. stała się kością niezgody między politykami. Odinga oskarżył rząd Kibakiego o sfałszowanie wyborów, gdyż wszystkie sondaże przedwyborcze, jego wskazywały jako przyszłego zwycięzcę.

W dniu ogłoszenia wyników na ulice wyszli niezadowoleni zwolennicy przegranego kandydata. W slumsach Nairobi, dokładniej w Kiberze - zawrzało, za broń chwycili członkowie plemienia Luo, z którego wywodzi się Odinga. Polała się krew, zdemolowano i splądrowano sklepy, zniszczono pobliskie domy. Pierwszego dnia mówiono o piętnastu ofiarach śmiertelnych.

Zamieszki szybko rozprzestrzeniły się na pozostałe dzielnice slumsów Nairobi Mathare, Kangemi i Kawangware. Watahy młodych Luo, zaczęły dochodzić sprawiedliwości po swojemu, przede wszystkim mordując i grabiąc członków plemienia Kikujo, z którego wywodzi się Kibaki. Części pozwolono uciec, pozostali zostali zabici. Kraj pogrążał się w chaosie, jedyną reakcją policji było zamknięcie dróg wyjazdowych ze slumsów Nairobi. Główni zainteresowani reagowali z pewną dozą opieszałości. Odinga wezwał prezydenta do uznania swojej porażki oraz nawoływał do poskromienia krwawych zapędów rodaków: - Nie chcemy, żeby kraj pogrążył się w chaosie.

Mwami Kibaki odniósł się do sytuacji w kraju, dopiero 3 stycznia, zgłaszając chęć podjęcia rozmów ze swoimi przeciwnikami politycznymi, zastrzegając jednak, że dopiero wtedy, gdy zamieszki w kraju ustaną.
Do tego jednak czasu fala masowych morderstw rozlała się po innych miastach Kenii. Zapłonęło Kisumu, największa aglomeracja plemienia Luo. W Eldoret bojówkarze spalili kościół, w którym schronili się mieszkańcy okolicy. Szacuje się, że mogło tam zginąć nawet ok. 50 osób w tym kobiety i dzieci. Ofiary zaczęto liczyć w setkach.

Jak do tego doszło


Napięcia po wyborach w Kenii stają się powoli tradycją państwową. Od kiedy zaczęto je przeprowadzać, zaznaczając, że nie zawsze były one demokratyczne, za każdym razem na ulicę wychodzili zwolennicy przegranego w wyborach. Mordowano, grabiono demolowano pod byle pretekstem. Dochodziło do czystek etnicznych, walk plemiennych. Tak było w 1992, 1997, 2002 i obecnie z końcem 2007 roku. Chociaż nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw.

Po kilku latach stagnacji, gospodarka Kenii ruszyła z miejsca notując wzrost w granicach 5 proc. Turystyka kwitnie. Rząd siedemdziesięciosześcioletniego Kibakiego rozpoczął walkę z wszechobecną korupcją, o której mówi, że zaczęła przynosić pozytywne rezultaty. Sam prezydent jest osobą szanowaną i poważaną na salonach, zarówno afrykańskich jak i światowych. Dba o dobry wizerunek Kenii i to z powodzeniem.

Polityka zdrowotna tego 36 milionowego kraju przynosi pozytywne rezultaty, gdyż liczba zachorowań na AIDS, w ciągu ostatnich trzech lat, spadła z 6,1 proc. (2004) do 5,9 proc. Oczekuje się, że do 2010 r. spadnie do 5,5 proc. Wyglądało na to, że wszystko idzie ku lepszemu - kwitła demokracja, gospodarka parła do przodu, zaczęła rodzić się nadzieja.

Po czwartkowych wyborach prezydenckich i parlamentarnych 27 grudnia 2007 roku, a dokładniej po ogłoszeniu ich wyników (niedziela 30 grudnia) nastał koniec spokoju. Okazało się, że wszystkie sondaże zdawały się pokazywać nieprawdę. Dotychczasowy prezydent Mwami Kibaki pokonał Railę Odingę różnicą 300 tys. głosów. W godzinę po ogłoszeniu wyników został mianowany, po raz kolejny, prezydentem Kenii.

Z każdą chwilą spływały jednak doniesienia z poszczególnych obwodowych komisji wyborczych. Najbardziej jaskrawymi przykładami, mówiącymi o wynikach głosowania posłużył się przewodniczący komisji Samuel Kivuitu. Powiedział m.in., że w jednym okręgu frekwencja wyniosła 115 proc., zaś w innym pewien kandydat uciekł z kartami do głosowania. Nie tylko takie nadużycia miały miejsce, dlatego nie dziwi fakt oburzenia Odingi i jego partii - Pomarańczowego Ruchu Demokratycznego. Aleksander Graff Lambsdorff, szef misji Unii Europejskiej, tak odniósł się do zaistniałej sytuacji: - Kenijskiej Komisji Wyborczej nie udało się ustanowić, ku zadowoleniu wszystkich partii i kandydatów wiarygodności procesu wyborczego - dodając - wybory odbiegały od standardów międzynarodowych.

Po tych słowach, przywódcy największych państw światowych wycofali się ze swoich gratulacji dla nowego prezydenta, wyrażając tym samym niepokój w reakcji na doniesienia z Nairobi. Podjęto środki mające dopomóc miejscowym władzom w uporządkowaniu napiętej sytuacji. Amerykanie wyznaczyli mediatora Jendaya Frazera, pomoc również zadeklarował prezydent Ghany, John Kufuor, który równocześnie jest przewodniczącym Unii Afrykańskiej. Przepychanki słowne trwały kilka dni. Najpierw Kibaki zadeklarował gotowość do rozmów. W końcu odniósł się do sytuacji w kraju: - Rząd zintensyfikował środki bezpieczeństwa, by bronić obywateli i położyć kres przemocy.

Polegały one m.in. na rozproszeniu przez policję demonstracji zwolenników Odingi, którzy ubrani w białe szaty i z zieloną gałązką w dłoniach wyszli na ulice. Nie pozwolono na ich wejście na plac Uhuru (Wolności), do tej pory ten zakaz się utrzymuje, a funkcjonariusze ściśle przestrzegają tego rozkazu. Odinga jednak nie daje za wygraną i zapowiada marsz „miliona ludzi” na jutrzejszy wtorek. Jednak zgodził się zasiąść do stołu rokowań.

Rokowania na przyszłość


Według najnowszych doniesień agencyjnych rząd zwołał posiedzenie parlamentu na piętnastego stycznia. Do rozmów zasiądą skłóceni politycy oraz mediatorzy. Odinga zapowiedział zwieszenie wszelkich protestów. Obie strony obmyślają strategie walki o władzę. Pojawiają się głosy o złożeniu wniosków do sądu przez obie strony. Sytuację ma rozpatrzyć Trybunał Konstytucyjny. Z perspektywy pozycja Odingi zdaje się pewniejsza i mocniejsza w rokowaniach, gdyż w jednocześnie przeprowadzonych wyborach parlamentarnych, opozycja zgromadziła blisko sto mandatów, w 122 osobowym parlamencie. Pytanie tylko czy nawet jeśli zapadną jakieś prawomocne wyroki, przegrana strona pokornie złoży oręż i podda się woli instytucji wykonawczej? Zdrowy rozsądek zdaje się podpowiadać odpowiedź twierdzącą. Historia uczy jednak czegoś zupełnie odwrotnego. Kenia stanęła na progu wojny plemiennej, która może przybrać kształt tej z 1994 roku w Ruandzie, gdzie zginęło od 800 tys. do miliona ludzi. Według ostatnich szacunków, mówi się o ponad 600 ofiarach.

Obecnie sytuacja w największych ośrodkach miejskich kraju zaczyna się stabilizować. Po ulicach nie grasują już grupy uzbrojonych bojówkarzy. Otwarto sklepy i urzędy, wraca ruch na ulicach. Patrole wojskowe czuwają nad bezpieczeństwem mieszkańców. Wszystko wraca do normy. Nawet biura turystyczne działają i zapraszają klientów do podziwiania bogactw przyrodniczych. Tylko swąd spalonych domostw i ciał ciągle niepokoi. Jak długo potrwa spokój? Pewnie przekonamy się po 15 stycznia i oby to była szczęśliwa data w historii Kenii.

Źródła i cytaty zaczerpnięte z: gazeta.pl, wrost24.pl, reuters.com

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dobry tekst, aktualny temat, przystępny język. Mam nadzieję, że Afryka stanie się twoim konik'iem. Czekam niecierpliwie na następne artykuły!

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) zauważyć należy, że głosy oddane na Odinge, to nie akt zbiorowego szaleństwa lecz zdecydowany bunt przeciwko elitom, które zmonopolizowały Kenijską polityke.

Polecam lekture świetnej korespondencji Wojtka Jagielskiego w jednym z tygodników.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za ważny temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

bieżące :P eh... czasami nie warto się spieszyć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Afryka, tak mało wiemy na jej temat i tak rzadko mamy sposobność ku temu, aby coś na jej temat przeczytać szczególnie jeśli chodzi o sprawy bierzące.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Historia zna przerażające i niewyobrażalne wręcz skutki tzw. "niepokojów" w Afryce. Niestety, Europejczykom wciąż bardzo rzadko dane jest usłyszeć w szkole, czy w mediach, o prawdziwych masakrach, do których dochodziło w wielu rejonach Czarnego Lądu.

Mam gorącą nadzieję na ustabilizowanie się sytuacji w Kenii. Ewo, wyrazy szacunku i podziwu dla syna!

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Dawidzie, przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, bo od dwóch miesięcy jest w Kenii mój syn wolontariusz. Mówił mi zresztą, że jeszcze przed wyborami wisiało w powietrzu napięcie. Po dwutygodniowej, niemal przypadkowej przerwie na wyjazd do Tanzanii, jutro wraca do Nairobii:( Oby data 15 stycznia była rzeczywiście szczęśliwa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry tekst na ważny i aktualny temat.

A co do tego spokoju, to mam nadzieję, że nie jest to cisza przed burzą...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.