Facebook Google+ Twitter

W kinie wraca stare

Rocky Balboa, John Rambo, Indiana Jones – te postacie pojawią się w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy na kinowych ekranach. Powrócą po latach.

W kilku przypadkach o powstaniu filmów z bohaterami znanymi z wcześniejszych obrazów mówiło się od dawna i to wielokrotnie. Pojawiały się jednak problemy. A to aktor nie chciał się zgodzić na odświeżanie starej roli, a to producentom nie odpowiadał scenariusz, albo brakowało pieniędzy. Jednak nowe filmy o starych bohaterach, a nawet kolejne z innymi znanymi postaciami, w końcu się powstały lub właśnie są realizowane.

Na pierwszy ogień Rocky Balboa

Sylvester Stallone jako Rocky Balboa. Fot. AKPABardzo aktywny jest na tym polu Sylvester Stallone. Na pierwszy ogień wśród filmowych kontynuacji poszedł „Rocky Balboa”, czyli zamknięcie cyklu o filadelfijskim bokserze. Po trzydziestu latach od pierwszej części serii, znany aktor jeszcze raz podjął się napisania scenariusza i stanął za kamerą. Film ma być podsumowaniem życia Rocky’ego, jego rozliczeniem ze światem. Obraz już można oglądać za oceanem, gdzie został całkiem nieźle przyjęty. Mimo że sam nie mam przekonania do takich „ostatecznych” obrazów, referujących wcześniejsze części cyklu, to chętnie obejrzę, co tym razem wymyślił Stallone. Chociaż mam świadomość, że wymyślił raczej niewiele, bo z zapowiedzi jego dzieła wynika powrót do sprawdzonego schematu „jedynki”, czyli znów świat przeciw bohaterowi i znów pojawienie się niepowtarzalnej szansy na sukces, tym razem ostatecznie potwierdzającej wcześniejsze bokserskie i życiowe wygrane. Polska premiera „Rocky’ego Balboy” już 9 marca.

Rambo IV w Birmie

Niedługo po amerykańskiej premierze filmu, a więc prawdopodobnie już wkrótce, mają się rozpocząć zdjęcia do czwartej części historii o wietnamskim weteranie Johnie Rambo. Zdjęcia do obrazu zatytułowanego „Rambo IV: The Serpent’s Eye” będą kręcone w Tajlandii. Aktor zagra oczywiście główną rolę, a także wyreżyseruje i wyprodukuje obraz. Tym razem bohater musi uratować grupę chrześcijańskich misjonarzy, wziętych do niewoli w Birmie. Nawet przybliżonej daty premiery jeszcze nie podano.

Porucznik John McClane przeciw cybernetycznym terrorystom

Natomiast pod koniec czerwca na ekranach kin zobaczymy czwartą część „Szklanej Pułapki”, oczywiście z Brucem Willisem w roli głównej. Z planu zdjęciowego docierały sprzeczne informacje na temat fabuły. Mówiło się, że porucznik John McClane ma być jeszcze zabawniejszy niż w poprzednich odsłonach, ale sam film określano jako bardziej poważny. Podobno będzie zawierał ostrą krytykę establishmentu. Bohater ma bowiem walczyć z cybernetycznymi terrorystami, a obecne będą nawet odniesienia do wszechobecnego  Wielkiego Brata. Poza Willisem nie pojawią się żadne postaci znane z wcześniejszych obrazów. Również reżyser się zmienił, bo twórcę „trójki” – Johna McTiernana zastąpił Len Wiseman, co niestety zachęty nie stanowi. W Internecie można już oglądać trailery nowej „Szklanej Pułapki” i w opiniach na forach raczej przeważa poczucie zawodu. No ale zawsze lepiej nie sugerować się filmowymi zapowiedziami, tylko poczekać na premierę obrazu.

Harrison Ford i Sean Connery

Tytułem, który w ostatnich latach najczęściej powtarzał się w medialnych informacjach o filmowych powrotach, jest „Indiana Jones”. Plotek i spekulacji było co niemiara. A to Harrison Ford się wahał, a to pojawiały się zarzuty, że jest za stary, a to ktoś sugerował, że w nowej części ma zagrać życiowa partnerka Forda, Calista Flockhart. Dyskusja toczyła się na bardzo abstrakcyjnym podłożu, bo o oficjalnym rozpoczęciu produkcji nikt nie informował, aż do końca ubiegłego roku, kiedy to George Lucas (współautor scenariusza) zdradził, że początek zdjęć zaplanowano na 2007r. Fanów kina powinna zadowolić ekipa, ktora ma pracować przy powstaniu filmu. Harrison Ford w końcu wyraził zgodę na udział w przedsięwzięciu, a obok niego pojawi się sam Sean Connery jako jego ojciec. Za reżyserię ponownie zabierze się Steven Spielberg, za muzykę – John Williams, a za zdjęcia nasz rodak i częsty współpracownik Spielberga – Janusz Kamiński. Niestety twórcy nie zdradzają szczegółów na temat fabuły, więc póki co nie wiadomo, czego się spodziewać. Szkoda tylko, że film pojawi się tak późno (ostatnią część nakręcono w 1989). Dlatego nie dziwią pojawiające się w internecie komentarze i docinki na temat wieku Forda (choć ja nie ze wszystkimi się zgadzam). Na efekty pracy przy nowym „Indianie Jonesie” trzeba będzie poczekać do połowy 2008 roku.

Wydaje się, że kontynuacje filmów, które powstały przed laty, rzadko przewyższają oryginały i poziomem, i w efekcie popularnością. Bo zaskoczyć dziś widza można w takich wypadkach albo świetnym pomysłem i niebanalnymi rozwiązaniami, albo efektami specjalnymi. O to pierwsze zawsze jest niezwykle trudno, a wizualna warstwa filmu często przesłania lub zastępuje twórcom pierwotny zamysł scenariusza, co kończy się tylko dobrym efektem specjalnym, a głupią fabułą. Jednak w wymienionych przypadkach część twórców i aktorów – panów już po albo tuż przed pięćdziesiątką (a nawet po sześćdziesiątce w wypadku Harrisona Forda) wraca z filmami, dzięki którym osiągali największe sukcesy. I chyba robią to albo po to, by odcinać kupony od tamtych dokonań i dorobić trochę grosza po latach posuchy (głównie artystycznej, ale też po części finansowej), albo mają rzeczywiście dobre i przekonujące scenariusze na naprawdę świetne obrazy. Która z opcji okaże się bliższa prawdy, przekonamy się już niebawem. W Polsce tymczasem będziemy oglądać powrót "Misia", czyli nowy film Stanisława Tyma pt."Ryś".


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.