Facebook Google+ Twitter

W krainie podsłuchów

Stawiając sprawę krótko i dosadnie powiem, że nawet ludzie podli i mali, a także kanalie, jeśli nie zostały im odebrane prawa obywatelskie, nie mogą być narażeni na utratę jednej z podstawowych wartości demokratycznego społeczeństwa – prawa do prywatności.

Józef Oleksy. Fot. PAP/Tomasz GzellOdnoszę wrażenie, że opinia publiczna zajęta rewelacjami, które zostały ujawnione w nagranej rozmowie Gudzowatego z Oleksym, zupełnie nie zauważa społecznych konsekwencji tego typu działań. A jeśli niektórzy politycy lub dziennikarze dostrzegają zło, które się za nimi kryje, to je bagatelizują, oceniając wartość tych nagrań w kontekście dobra, jakie przynoszą one demokracji. A ma być ona przezroczysta i jawna. Tym samym, wartości wspólnotowe po raz kolejny mają być ważniejsze od praw jednostki. Nie zgadzam się z takim rozumowaniem.

Przypomina mi ono czasy socjalizmu realnego, w którym mówiąc oględnie jednostka była niczym, a wspólnota wszystkim. Podobnie niebezpieczne akcenty często odnajduję zresztą w wypowiedziach polskich polityków, najczęściej u wicepremiera Romana Giertycha.

Stawiając sprawę krótko i dosadnie powiem, że nawet ludzie podli i mali, a także kanalie, jeśli nie zostały im odebrane prawa obywatelskie, nie mogą być narażeni na utratę jednej z podstawowych wartości demokratycznego społeczeństwa – prawa do prywatności.

Nagrana rozmowa była obrzydliwa, co do tego panuje całkowita zgodność komentatorów i opinii publicznej. Ale, o czym właściwie nikt nie mówi, była rozmową prywatną. Przynajmniej tak ją traktował Józef Oleksy, który przyszedł na towarzyskie spotkanie z dobrym znajomym.

Został oszukany, a nagranie w cudowny sposób dostało się do rąk dziennikarzy. Na marginesie dopowiem, że dostaję ataków histerycznego śmiechu, kiedy czytam w „Dzienniku” lub tygodniku „Wprost” ( a także w wielu innych gazetach i tygodnikach), że dziennikarze tych redakcji dotarli do jakiś materiałów. Zajmowałem się kiedyś teorią dziennikarstwa śledczego i trochę wiem, na czym polega owo bohaterskie docieranie do tajnych wiadomości. Są to najczęściej, nie mówię, że zawsze, kontrolowane „przecieki”z instytucji, którym zależy na rozpowszechnianiu ważnych politycznie informacji. Nie twierdzę, że tak było i w tym szczególnym przypadku, ale podejrzenia pozostają.

Nie znoszę Józefa Oleksego jako polityka, a nie chciałbym oceniać jego człowieczeństwa na podstawie tej jednej ohydnej nagrania. Miał jednak rację, kiedy w rozmowie telewizyjnej z Moniką Olejnik dramatycznie pytał, czy nie widzi ona naganności zastosowanej metody. Wydaje mi się, że sławna dziennikarka, podobnie jak wielu jej kolegów zaczyna uznawać taki sposób postępowania za zupełnie normalny i przynoszący demokracji wiele korzyści. W końcu chodzi o ustanowienie nowych i słusznych standardów demokratycznego społeczeństwa, w którym politycy powinni być moralnie nieskazitelni, a wszystkie ich zachowania poddane publicznej kontroli.

To piękna i pociągająca utopia, ale nie można jej budować stosując metody państwa policyjnego. Tworząc świat podsłuchów niszczy się społeczny fundament, którym jest wzajemne zaufanie ludzi do siebie. Podział na sferę publiczną i prywatną jest czymś zupełnie oczywistym w ludzkim doświadczeniu, co innego mówimy w kontaktach prywatnych, a co innego w publicznych. I nie jest to hipokryzja, gdyż na tym właśnie polega struktura społecznego świata.

Ciekaw jestem, dlaczego politycy tak zgodnie, i zapewne słusznie, potępiający Oleksego za zbyt długi język, na którym sam się powiesił, jak powiedział jeden z jego partyjnych kolegów, nie potępiają równie zgodnie zastosowanej przez Gudzowatego metody. Czyżby uznali sposoby zdobywania informacji, typowe dla działań służb specjalnych, za mieszczące się w standardach demokracji?

W tej chwili zupełnie inaczej, będąc już częścią ustanowionej przez powszechną zgodę krainy podsłuchu, patrzę na dokonania Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego z taśmami Renaty Beger. Uważam, że wtedy właśnie zostało zasiane społeczne zło, które teraz zaczyna się żywiołowo plenić. Uzyskało ono, niestety, bardzo szybko legitymizację. I już sobie z nim nie poradzimy, albowiem uznaliśmy podsłuch z narzędzie przydatne do budowania demokratycznego systemu..

Feliks Dzierżyński z rozczuleniem uśmiecha się w grobie, a pułkownik Lesiak, do niedawna dysponent najsławniejszej polskiej szafy, też ma chwilę cichej satysfakcji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 20.09.2007 00:53

Drogi Jankocie,
chciałbym zwrócić uwagę Twą na 2 sprawy. Po pierwsze, nie uzależniam oceny ukrytego nagrywania rozmówców od osoby, jeno od motywacji oraz od tego komu ten czyn służy, innymi słowy "cui bono". I dlatego w tej sytuacji skłonny byłbym usprawiedliwić Michnika, bo nagrał propozycję przestępczą i w ten sposób umożliwił działania prokuraturze w celu schwytania kryminalisty. Gdyby po prostu odrzucił propozycję Rywina, nie byłoby sprawy. I nie wnikam w tym miejscu jakież to inne jeszcze motywacje nim kierowały. A summa summarum największą właśnie korzyść z tego odnieśli bracia Kaczyńscy. Wierz mi, że gdyby to Michnik nagrał pijackie bełkotanie jakiegoś swojego znajomego nadającego na innych znajomych (albo np. Morozowski pijacką gadkę Sekielskiego) też uważałbym to za świństwo; a jakby dzięki podsłuchom Gudzowatego wykryto i osądzono jakies przestępstwo, to zmieniłbym ocenę słuszności jego działań. A co do Orwella. No cóż, wydaje mi się że taśmy Gudzowatego zostały nagrane i wykorzystane do jakiejś polityczno - operacyjnej robótki właśnie przez człowieka służb specjalnych, aktualnie będącego na żołdzie tegoż biznesmena, a następnie udostępnione mediom i przekazane prokuraturze w jakichś celach niejasnych, a przynajmniej mnie nie znanych - sprawa ucichła i o żadnych aktach oskarżenia wobec np. Oleksego, czy Michnika, który również został nagrany, nie słychać. Ale generalnie myślę, że faktycznie - chociaż nadal uważam prawo do prywatności za kluczowy fundament demokracji - w dzisiejszych czasach nawet w demokratycznym kraju jesteśmy inwigilowani w skali znacznie większej niż Orwell by sobie mógł to wyobrazić, i to zgodnie z prawem, a nawet w imieniu prawa i dla dobra państwa/społeczeństwa. I nie uważam, by kamery na 40 piętrze Marriotta były zagrożeniem dla demokracji czy praw jednostki, chociaż paru osobom utrudniły życie. Pozdro

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Wojtaszu!
Dziekuję za słowa uznania dla mojej nieortodoksyjnej ortografii. Zawsze budzi mój niekłamany zachwyt siła tak niepodważalnej argumentacji.
Nie wiem czy Orwell byłby Ci równie wdzieczny, nie jestem bowiem pewny czy właściwie rozumiesz jego przekaz. Spróbuję to wyjaśnić obrazowo: Jeżeli sąsiad podgląda sąsiada przez firankę z powodu swojej chorej ale zupełnie prywatnej ciekawości – to jest to problem obyczjowy i nie ma powodu, żeby demokrację w to mieszać. Jeżeli ten sam sąsiad podglada sąsiada przez firankę na zlecenie państwa – wtedy dopiero jest to totalitaryzm. Tajni wspołpracownicy SB, inwigilacja opozycji zarządzona przez Suchocka – są to przykłady elementów totalnej rzeczywistości jaką opisał Orwell.
Orwell miałby jeszcze jeden powód do niezadowolenia. Dokonujesz oceny tego samego czynu w zależnosci od tego kto go popełnił: Jak guziczek Record przycisnął Michnik – to jest szlachetna postawa obywatelska, jak panowie Sekielski i Morozowski - to jest to już tylko „usprawiedliwione” ale jak Gudzowaty „to normalne, regularne świństwo”. Towarzysze równi i równiejsi? Przed takimi obrońcami demokracji strzeż nas Panie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.08.2007 01:17

Doprawdy, krytyka stylu pisarskiego AR, ogłoszona przy użyciu tak nieortodoksyjnej ortografii robi piorunujące wrażenie. Podobnie zresztą jak wytropiona przez autora niespójność. W pierwszym cytowanym zdaniu AR pisze, iż są osoby ("niektórzy") oceniające taśmy Oleksego jako wartościowe i dobre dla demokracji. Natomiast w drugim zdaniu autor ujawnia swój osobisty pogląd, iż wedle niego "nawet kanalie" mają prawo do prywatności, które to prawo jest, wedle AR, fundamentalnym składnikiem praworządnego ładu demokratycznego. Co zresztą nie jest rzadkim poglądem, ba, przynajmniej od czasu pewnej słynnej powieści Orwella i innych, nie tylko literackich, ale równiez faktograficznych dzieł opisujących rzeczywistość totalitarną; jest wręcz jednym z podstawowych wyznaczników. Cóż, jak pisał inkryminowany już pisarz, ignorancja to siła. Przed złymi obrońcami dobrego stylu i logiki wywodu strzeż nas Panie.
A co do meritum, to wydaje mi się, że absolutnie nieporównywalne są trzy wymieniane sytuacje nagrywania rozmówców. Michnik nagrał przestępcę, przychodzącego z korupcyjną propozycją. Gdyby tego nie zrobił, nie byłoby dowodu przestępstwa. Chociaż można oczywiście moralizować, że lepiej by się stało gdyby wygrała w nim natura obywatela, a nie dziennikarza, i nagrywaniem Rywina zajęła się policja. Akcja Sekielskiego i Morozowskiego wydaje mi się jeszcze usprawiedliwioną, ale już wątpliwą akcją dziennikarską, ze względu na zbyt bliską współpracę, by nie rzec spisek, ludzi mediów z ludźmi polityki. No a nagranie Gudzowatego to normalne, regularne świństwo, które konkretny znajomy zrobił Oleksemu. Tyle, że przy okazji okazało się, że sam Oleksy to świnia jakich mało i summa summarum zasłużenie przejdzie do lamusa polskiej polityki. Chociaż kto wie? Po taśmach Begerowej raczej nie uwierzyłbym w ponowny sojusz Samoobrony i PiS. A oburzenie Andrzeja Rostockiego na zachowanie mediów w tej sprawie jest dla mnie zrozumiałe, chociaż zachowanie mediów mnie też nie dziwi. Taka natura, jak w znanym dowcipie o skorpionie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawdę mówiąc Kraina Podsuchów budzi we mnie taki sam wstręt jak Kraina Kolesiów, Kraina Złodziei czy Kraina Donosicieli. Biblioteka socjologiczna pełna jest opracowań wskazujących, że Krainy te zawsze występują razem, że są od siebie zależne i że z siebie wynikają. Dlatego jakże naiwną jest próba rewolucji w Krainie Podsłuchów bez jednoczesnej interwencji w zaprzyjaźnionej Kraine Kolesiów lub Kraine Złodziei....ale nie chce mi się dyskutować juz przedyskutowanego dlatego ograniczę się tylko do małej niby-rencenzji samego tekstu „W krainie podsuchów”. Pan Rostocki przyłączyl do, modnego dzić, ruchu obronców demokracji a dla faceta, miłującego demokracje tak jak ja, nie jest obojętne w jakim stylu i przed czym się ją broni.

Na przykład czy zauważyliście wzajemne wykluczanie się tych dwuch zdań:
1. „A jeśli niektórzy...dostrzegają zło, .. to je bagatelizują, oceniając wartość tych nagrań w kontekście dobra, jakie przynoszą one demokracji”
2. „kanalie... nie mogą być narażeni na utratę jednej z podstawowych wartości demokratycznego społeczeństwa – prawa do prywatności.”
W pierwszym zdaniu nagrania (rozmowy Oleksy/Guzowaty) „przynoszą demokracji” dobro a w drugim „utratę jednej z podstawowych wartości”?! Poza tą oczywistą sprzecznością do logicznej niespójności zaliczam też samo urzycie w tym kontekście słowa „demokracja”. Czy jakieś tam nagrania mogą cokolwiek przynieść demokracji i czy prawo do prywatności jest jej „podstawową wartością”? Ktoryś z nas, albo ja albo autor, jest na bakier z definicją pojęcia władza-ludu. Moze chodzi o praworządność? Praworządność, i owszem, jest jedną z podstawowych wartści demokracji ale w tym konkretnym przypadku, a przede wszystkim w tej konkretnej sprawie (!), nie wydaje mi się stosowne urzywanie tych pojęć zamiennie, to jakby strzelać z armaty do wróbli – to śmiesznie i nieskutecznie!
Mam wrarzenie, że Andrzej Rostocki z duża przyjemnościa urzywa (zbyt)wielkich słów, zupełnie jak egzaltowana pensjonarka. „Nie znoszę...” , „Nagrana rozmowa była obrzydliwa...” „ohydnej nagrania”, „...nie chciałbym oceniać jego człowieczeństwa”, „ludzie podli i mali, a także kanalie” (cytaty z Michnika są chyba trochę pasé?), „..uśmiecha się w grobie…” itp, itd, i bla-bla-bla-bla.
Ten patos kulminuje w zdaniu:
„W tej chwili zupełnie inaczej, będąc już częścią ustanowionej przez powszechną zgodę krainy podsłuchu, patrzę na dokonania Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego z taśmami Renaty Beger.” – Uffff! Czy miał pan na mysli: „W tej chwili, będąc już częścią ustanowionej przez powszechną zgodę krainy podsłuchu, zupełnie inaczej patrzę na dokonania Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego z taśmami Renaty Beger”?
Na zakończenie pozwolę sobie wskazać jeszcze na jedno błędne przytoczenie faktów. Autor uważa, że z „taśmami Renaty Beger….. zostało zasiane społeczne zło, które teraz zaczyna się żywiołowo plenić.” Faktem jest że przed taśmami Renaty Beger były już taśmy Michnika, wiec logicznie jest wnioskowac, że zło zasiało się w gabinecie naczelnego Gazety Wyborczej. Pragne też pana Andrzeja Rostockiego pocieszyć. To nieprawda, że „… już sobie z nim nie poradzimy”. Poradzimy sobie, poradzimy! Jak? Otóż w stwierdzeniu, że „uznaliśmy podsłuch za narzędzie przydatne do budowania demokratycznego systemu” autor jest zupełnie sam i nie powinien urzywać liczby mnogiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.03.2007 22:25

Słuszny tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

prawo do prywatności, prawa obywatelskie nawet dla kanalii, i co jeszcze? Może taki np rogacz, który chce mieć dowody dla sądu,że to on jest poszkodowany w związku ze zdradą żony też powinien zaapelować do jej uczuć wyższych, a ona oczywiście i natychmiast powinna oświadczyć małżonkowi swą zdradę za każdym razem. Bajeczki, bajeczki, a życie jednak wygląda inaczej i taki rogacz musi we właśnie taki sposób zdobywać dowody, bo inaczej jego już kochająca inaczej ,ale jeszcze żona gotowa jest oskubać go ze wszystkiego byle było na nowe gniazdko. Tak ten świat jest poukładany,że czasem trzeba sięgać po "obrzydliwe" metody i nie dotyczy to tylko zdradzanych małżonków, ale również nielojalnych pracowników, złodziejskich urzędników, kradnących prezesów itp.Inaczej się nie da, bo ludzie ci dawno olali zasady honorowego i odpowiedzialnego współżycia w społeczności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko w rękę ale :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Robercie, spokojnie... Nie dziennikarze dotarli do taśm, tylko taśmy dotarły do dziennikarzy. Posłańcem był Kossek a wysyłajacym Gudzowaty.

Absolitna zgoda z Autorem co do tego że duet dziennikarza i polityka Sekielski/Morozowski to wątpliwi moralnie prekursorzy tej nowej, niecnej, świeckiej tradycji...

Ale tak w ogóle... "Nie czas żałować róż gdy płoną lasy."

Komentarz został ukrytyrozwiń

,"....... w którym politycy powinni być moralnie nieskazitelni "......."ale nie można jej budować stosując metody państwa policyjnego"".

No cóż, tam ,gdzie zawodzą metody starsze i podobno uniwersalne, lansowane demonstracją osobistej, nadzwyczajnej pobożności każdego z osobna i wszystkich razem - gdzie zasady moralności katolickiej nijak sie mają do praktyki - tam jest miejsce na policję.
I chyba o to chodzi naszym hunwejbinom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.