Widać, że zbliża się sezon grypowy i przeziębień. Aby uchronić się przed drastycznym spadkiem frekwencji, dyrektorzy apelują do rodziców, aby nie wysyłali chorych dzieci na lekcje, bo rozprzestrzeniające się infekcje dziesiątkują uczniów.
W szkołach i przedszkolach widać, że zbliża się sezon grypowy i przeziębień. Aby uchronić się przed drastycznym spadkiem frekwencji, dyrektorzy apelują do rodziców, aby nie wysyłali chorych dzieci na lekcje, bo rozprzestrzeniające się infekcje dziesiątkują uczniów.
W Szkole Podstawowej nr 40 przy ul. Praussa na razie nie ma wielu chorych dzieci. Jednak nauczyciele nie kryją obaw. – Zapracowani rodzice nie mają z kim zostawiać dzieci, więc posyłają je do szkoły, nie biorąc pod uwagę, że za chwilę będzie chorowało pół klasy - mówi Elżbieta Czajka, dyrektor szkoły. – Sytuacja jest bez wyjścia, bo przecież nie wystawimy zakatarzonego malucha przed budynek.
Zdarza się jednak, że nauczyciele dzwonią do rodziców i proszą, żeby zabrali swoje dziecko od domu. – Gdy sytuacja jest poważna, rodzice muszą zapewnić dziecku opiekę - dodaje Elżbieta Czajka. – W szkole nie mamy przecież możliwości, aby pomóc gorączkującemu siedmiolatkowi, który powinien leżeć w łóżku.
Dyrektorzy niektórych przeszkoli proszą rodziców, aby po dłuższej chorobie podopiecznego, pokazywali zaświadczenia od lekarza o dopuszczeniu do zajęć. – Rodzice nie muszą przynosić takich zaświadczeń. Prosimy o nie jedynie, gdy dziecku wyraźnie coś dolega, a rodzice mimo wszystko przyprowadzają je na zajęcia - zaznacza Elżbieta Przybysz, dyrektor Przedszkola nr 71 przy ul. Rewolucji.
Maria Skowrońska, dyrektor Przedszkola nr 8 przy ul. Zielonej podkreśla, że rodzice są odpowiedzialni i coraz bardziej świadomi zagrożeń. Chore dzieci bardzo rzadko są przyprowadzane do przedszkola, a po chorobie rodzice sami dbają, by dziecko zostało powtórnie skontrolowane przez lekarza.
(mg)
PT