Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6047 miejsce

"W małym kinie nikt już nie gra na pianinie"

Kiedyś oblegane, dziś powoli małe kina umierają. "W małym kinie" - śpiewał kiedyś Mieczysław Fogg - ten utwór powoli traci swój urok i mało kto go rozumie, bo takich magicznych miejsc jest już coraz mniej.

Fot. Adrian Sajko"Obraz mi się nasuwa sprzed lat nieomal stu, małym kinie moja babunia, a przy niej dziadek mój. "

Problem polskich kin, od kilku lat robi się coraz większy i przygnębiający. Jakby ktoś zapomniał - bo do kina w ostatnich latach raczej rzadko się chodzi - kino to w wielkim skrócie: białe prześcieradło plus maszynka do wyświetlania ruchomych obrazków.

Tak jest do dzisiaj i w tej kwestii nic się nie zmieniło, tyle że tych maszynek było kiedyś znacznie więcej. Po wojnie w samym tylko Wrocławiu co najmniej 40. Obecnie pozostało ich 6: "Warszawa", "Lwów", "Lalka", "Atom" oraz dwa multipleksy "Helios" i "Cinema City". W roku 2003 zamknięto "Ognisko" i "Pałacyk", a swą działalność bezterminowo wstrzymał "Oskar". W 2002 (to był straszny rok dla kin) z kinowej mapy Wrocławia zniknęły "Polonia", "Studio", "Mozaika" i " Śląsk". Średnio każdego roku kończą działalność przynajmniej dwa kina! O co zatem tyle hałasu?

Sprawa jest prosta: żyjemy w czasach, w których działają prawa rynku. Jeśli towar jest dobrze reklamowany i nie brakuje klientów gotowych go kupić to sam zdoła się wybronić. Kinom się ta sztuka nie udała. Trudno. Po prostu upadła kolejna firma. W czym więc problem? W tym, że wolny rynek opiera się także na wolności wyboru towaru i sprzedawcy. A jaki będziemy mieli wybór, gdy zostaną nam same multipleksy?

Osobiście nie mam nic przeciwko multipleksom, pod warunkiem, że nie „wygryzają” zwykłych kin. Więc multipleksy tak i owszem, ale żyjące w zgodzie i symbiozie z innymi kinami. Niestety dzieje się inaczej, czego dowodem sam Wrocław.

Co takiego oferują nam ogromne, kilku salowe kina? Po pierwsze: lepszy dźwięk, po drugie wygodniejsze fotele, po trzecie gigantyczne ekrany. W końcu lepszy repertuar. Mogą grać po kilkanaście filmów o tej samej godzinie i każdy w innej sali. Tego nie da się zrobić w kinach jednosalowych. Dystrybutorzy licząc na większe zyski chętniej pokazują premiery w multipleksach, gdzie na filmie można po prostu lepiej zarobić.

"MegaKino - w studniach gardeł tony chipsów giną, miąższ parówek miesza się ze śliną, po łapczywych ustach ścieka sok"

Czy ludzie widzą multikina w samych superlatywach? Nie! I do tych ludzi należą zwykle zwolennicy kin tradycyjnych, w tym także ja. Czego zatem nie mają multipleksy, a mają te małe, nieco już zapomniane kina? Po pierwsze brakuje im klimatu. Postaram się to wyjaśnić na przykładzie kina "Cinema City ". Z jednej strony znajduje się hipermarket, obok restauracja i klub muzyczny - kino w środku. W holu hałas, ludzie z zakupami, jedzeniem. Wejdźmy do jednej z dziewięciu sal. Wokół unosi się zapach popcornu. Znacznie gorzej jest, kiedy obok mnie zajmuje miejsce facet z całym kubłem prażonej kukurydzy, dwulitrową colą, i jeszcze kilkoma kanapkami z kinowego barku. Myślę sobie: czy ów jegomość przyszedł tu jeść, czy obejrzeć film? Po zgaszeniu świateł z sali dochodzą odgłosy niczym z zakładowej stołówki.

No i w końcu: do multipleksu trudno się wybrać zarówno do kina jak i na film. Nigdy nie zabrałbym w takie miejsce dziewczynę na randkę. Stare kina tworzą mimo wszystko bardziej odpowiedni nastrój do romantycznych spotkań.

"MegaKino, tak kolejny gastroseans minął , do toalet tłumek już odpłynął , dojedzony gaśnie smutno film. "  

 


Ceny. Nie do wiary jakie ceny biletów dyktują multipleksy! Bilet kosztuje prawie dwa razy więcej niż w małym kinie. To dziwne, bo wyświetlając blisko 40 seansów dziennie, kino powinno mieć tak duże zyski, że spokojnie mogłoby obniżyć cenę pojedynczych biletów. Co dopiero mają powiedzieć właściciele małych kin, którym z biletów (o połowę tańszych) nie starcza nawet na opał. Dochodzą do tego jeszcze rozliczenie z dystrybutorem, opłaty za czynsz, prąd itd.  

Co jeszcze poza niskimi cenami biletów i nastrojem oferują małe kina? Często proponują filmy, które do multipleksów raczej nigdy nie trafią. Organizują rozmaite przeglądy i festiwale. Kiedyś robiło się to dla widza, dzisiaj głównie dla pieniędzy.

Czy to oznacza, że w zwykłych kinach repertuar ograniczy się do filmów erotycznych (jak w kinie "Dworcowe") lub kina niezależnego? Zamknięte 5 lat temu kino "Polonia" ratowało się organizując piątkowe "Maratony Konesera", gdzie można było obejrzeć dwa filmy, płacąc tylko 12 zł. Początkowo były tłumy do czasu, aż obok powstał multipleks "Cinema City". Frekwencja spadła i w końcu pewnego listopadowego wieczoru w 2002 roku w świetle zniczy odbył się pożegnalny seans.

"W małym kinie nikt od dawna nie gra na pianinie, nie ma już seansów w małym kinie, gdzieś się rozwiał naszych dziadków świat. "  

Wszystko to jest bardzo smutne. Wrocław, jedno z najjaśniejszych miejsc na kulturalnej mapie Polski, oddaje tereny pod budowę kolejnych hipermarketów. Z multikinami oczywiście W najbliższym czasie otwarte zostaną dwa następne.
Każde z tych małych kin ma swoją historię. Teraz ich budynki stoją, niszczeją, bądź są adoptowane na inne cele. Często przejeżdżając koło nich zastanawiam się jak to było kiedyś? Kiedy ten pordzewiały neon na dachu lśnił swoim blaskiem? Kiedy przed wejściem stał "konik", bo w kasie od dawna brakowało biletów? Kiedy sala pękała w szwach, a ludzie wychodzili z domu i szli do kina średnio raz na tydzień?

Boję się, że za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał jak "smakował" film oglądany na dużym ekranie, gdzie seans rozpoczynał się charakterystycznym gongiem, gdzie czuło się atmosferę i klimat, a zza tylnej ściany dobiegał odgłos projektora.

"Jakże żal mi tamtych małych kin... "

W tekście wykorzystałem fragmenty utworów:

"W małym kinie" - Mieczysław Fogg

"W megakinie" - Grupa Rafała Kmity

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

No minęły czasy jak razem w podstawówce śmigaliśmy do kina Polonia co miesiąc. Bło fajnie. Dobrze, że Atom się trzyma.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niektóre małe kina sobie radzą, ale to rzadkość. Metody są różne i można je mieszać. Organizowanie festiwali kina niezależnego, świadome wykorzystanie romantycznego klimatu (a propos - ile takich kin wpadło na pomysł, żeby się zareklamować w tym świetle przed walentynkami?) i pokazywanie tego, co ze zwykłych kin znika szybko, albo wcale do nich nie trafia. Przy okazji - ostatnio przejeżdżałam niedaleko księgarni. Pustej. Dawniej człowiek jechał do księgarni, teraz kupuje książki w Empiku przy okazji wizyty w centrum handlowym... Świat się zmienia...
Chociaż oczywiście można małe kino utrzymać, tylko że teraz to już wymaga znacznie więcej pomysłowości niż dawniej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, i nie ma "Śląska".
Świetny tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.