
Kto jeszcze nie był na takim meczu, niech żałuje. O tym, czym naprawdę
jest futbol wiesz dopiero wtedy, gdy stoisz na trybunie wśród tysięcy osób, klaszczących w rytm bębna i skandujących "Poolskaaa! Białoczerwoni!"
I nieważne, że ci, co siedzą przed telewizorami mówią potem, że donośniej krzyczeli Niemcy. Jacy Niemcy? Ich dopingu nie słyszy się, gdy człowiek drze się razem ze wszystkimi wokół "Gramy u siebie", "Róg! róg! gol! gol!", łapie się za serce, gdy Bosacki znów w ostatniej chwili wyłuskał piłkę spod nóg Podolskiego, gwiżdże na palcach na sędziego, co wlepił żółtą kartkę Borucowi a czerwoną Sobolewskiemu, buczy, gdy Frings zbyt długo nie wstaje z trawy po faulu. Zresztą jakim faulu?! Udaje! Polacy są fantastyczni. Naprawdę.
Z trybuny inaczej też widać. Lepiej, i to znacznie. Telewizyjny obraz wydaje się potem taki sztuczny, gdy trzeba na wszystko patrzeć okiem kamerzystów i być skazanym na decyzję człowieka przełączającego kolejne obrazki. Gigantyczny Wesfalenstadion jest doskonale zbudowany. Kolejne rzędy składanych krzeseł pną się w gorę niemal w pionie. Dlatego nawet na koronie jest się wystarczająco blisko, aby dostrzec każdy ruch piłki.
Przed tym "meczem o wszystko" niemieccy dziennikarze obawiali się polskich chuliganów. Okazało się jednak, że bardziej powinni się bać swoich. Policja w Dortmundzie zatrzymała 300 niemieckich rozrabiaków. Polskich - sześćdziesięciu. To ledwie ułamek wszystkich, bo liczbę Polaków, którzy w środę zjechali do Westfalii szacuje się tutaj na 20 tysięcy.
Część mieszka pwenie w Niemczech, ale najliczniejsi byli ci, którzy przyjeżdżając tutaj samochodami i autokarami pokonali ponad tysiąc kilometrów w jedną stronę. Tylko nieliczni zapomnieli o przywdzianiu narodowych barw.
W drodze na stadion nie widziałem żadnych scysji między Polakami a równie strojnymi Niemcami. Jechaliśmy tymi samymi autobusami, szliśmy obok siebie chodnikiem. W sektorach na Wesfalenstadion, który tego wieczoru pomieścił 65 tysięcy osób, nierzadko wśród morza bało-czerwonych koszulek, kapeluszy, flag, szalików, chust i chorągiewek widać było trójkolorowe barwy niemieckich kibiców. I nikt złego słowa nie powiedział, gdy zdzierali gardła dopingując swoich. Do samego końca.
Pomeczowe opinie kibiców:
- Gwizdali na Janasa, a okazało się, że wszystko dobrze poustawiał. To zawodnicy
dali ciała.
- Jakby chociaż połowa naszych grała tak, jak Bartosz Bosacki, to wygralibyśmy nie tylko z Niemcami. To Bosacki był bohaterem tego meczu.
- Mieliśmy dużo szczęścia - w pierwszej połowie Niemcy dwa razy spudłowali w stuprocentowych sytuacjach, potem jeszcze dwa razy ratowała nas poprzeczka...
- Nieźle grali. I jedni i drudzy.

-