Facebook Google+ Twitter

"W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole" czyli uczta wszystkich zmysłów! [Recenzja]

Wydaje się, że z ponad 430 stron tej książki unoszą się zapachy ziół, duszonych mięs i bukietów warzyw. W tym patetycznym anturażu sekretów długowieczności Lawson wyjaśnia też, dlaczego włoski chlebek wziął swoją nazwę od... pośladków.

 / Fot. Okładka książkiDobra książka kulinarna to taka, dzięki której czytelnik nie tylko wie, jak zrobić dobrą potrawę, ale także dlaczego dobiera się takie, a nie inne składniki.

Książka Tracey Lawson "W miasteczku długowieczności. Rok przy włoskim stole" nie jest typową książką kucharską, choć zawiera mnóstwo pomysłowych przepisów kuchni włoskiej. Ta książka oferuje znacznie więcej. Mówi o czymś, co można by nazwać duszą lub magią miasteczka, smakowicie okraszoną mozzarellą ludzkich zdarzeń. Mówi o miejscu między Rzymem a Neapolem, oddalonym od turystycznego zgiełku i tłoku. O nieco zapomnianym już lub na opak - jeszcze nieodkrytym skraju nieopodal gór Aurunci. O miejscu, które istnieje być może już tylko we wspomnieniach lub na wyblakniętych fotografiach w skrzyniach na strychu. Wreszcie mówi o ludziach, którzy słuchając tętniącej natury, dożywają sędziwego wieku, powtarzając niemal do znudzenia, że "ogni casa ha il suo momento" (wszystko ma swój czas).

Włochy to kraj odbywających się niemal co roku festiwali jedzenia. I trudno się temu dziwić. Opowieści mieszkańców Campodimele są bowiem tak sugestywne, że potrafią doszczętnie zawładnąć czytelnikiem i od razu czytanie tej książki staję się kulinarnym świętem. Co więcej, książka brytyjskiej dziennikarki wyjaśnia dokładnie, dlaczego karczochy powinniśmy obierać w rękawiczkach, a cebuli nie łączyć z czosnkiem. Wyjawia sekrety włoskiej pizzy i wybornego makaronu oraz zadziwiającego chlebka (culo del pane), którego nazwa pochodzi od włoskiego kolokwialnego określenia... pośladków (culo).

Choć dla żądnego przygód i porywającej fabuły czytelnika, książka może okazać się nieco nudna, traktuje ona o poważnych, życiowych sytuacjach, zgodnie z włoskim "sappiamo vivere" (wiemy, jak żyć). Autorka przyznaje, że żyjąc w wielkim mieście zatraca się to, co w życiu najważniejsze - prawdziwą radość z otaczającego nas świata. Wszak trudno w Londynie o widok 95-letniego starca, pędzącego kozy na wzgórze, ubranego w krótkie szorty i nieco nonszalancki kapelusz po pradziadku, czy o nowoczesne mieszkanie, którego centralną częścią kuchni jest... ogromny pradawny piec do wypieku najlepszego ciasta na pizzę: "tłoczą się tam narzędzia o długich na metr, może dwa trzonkach: zupełnie płaska łopata, miotła z krótkim, poszarpanym włosiem; druga trawa z suchej trawy pobrudzona zmiataną mąką".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.