Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36145 miejsce

W moim domu nie zabija się mniejszych braci

Jest jedna rzecz, której bardzo żałuję. Wiem, że prawdopodobnie moje sumienie powinno odzywać się, a nawet wrzeszczeć, częściej, z pewnością wiele rzeczy wrednych zwyczajnie zapomniałam, ale wspomnienie o... karasiach ...wraca bardzo często.

Wieś na Warmiii / Fot. A. WojewodaJako dziecko, wakacje spędzałam w małej wsi na Warmii. Było tam wszystko - pola, łąki, kury, świnie, krowy, konie, koty, psy, robaki, a nade wszystko niczym nieskrępowana swoboda. Mieszkali tam sami swoi, ludzie znający moją mamę od dziecka, jej przyjaciele, krewni, obie zatem czułyśmy się zupełnie bezpiecznie. Łaziłam gdzie chciałam, zaglądałam do domów, wchodziłam nieproszona, ale nawet wtedy częstowana smakołykami. Pełnia szczęścia, pełnia wolności. Niekiedy czułam tęsknotę za mamą, wtedy wystarczyło tylko zapytać: „Gdzie mama?”, a ktoś życzliwy od razu zaprowadził, gdzie trzeba. Bo i moja mama korzystała z wolności.
Jasne, że zdarzały się rzeczy nieco ryzykowne.Pola, łąki...wszystko, czego dziecku potrzeba:))) / Fot. A. Wojewoda

Raz pogłaskany przeze mnie koń o mało nie pozbawił mnie życia, na szczęście nie trafił w skroń, tylko w splot słoneczny. Szłam wtedy do mamy, co chwila się przewracając, bo nie mogłam oddychać. Potem z dumą obnosiłam siny ślad kopyta, bo wieści o moim wypadku rozniosły się po wsi od razu i każdy chciał zobaczyć ów Znak. Innym razem pogryzły mnie pszczoły i mama zabroniła mi spać, nie wiem do dziś dlaczego. Kąpane pod hydrantem koty boleśnie podrapały mi ramiona i twarz, żebym zrozumiała, że kotów się nie kąpie. A jeszcze kiedyś o mało co nie spłonęłam żywcem, przeprowadzając niewielkie eksperymenty pirotechniczne w drewutni. Jako dziecko logiczne i pragmatyczne, rozumiałam, że nie ma lepszego na to miejsca, niż tamto właśnie, pełne suchego opału i dające schronienie przed pozbawionymi niekiedy fantazji dorosłymi. Rzecz jasna, nie zapomniałam o BHP i obok ogniska ustawiłam wiaderko z wodą.
Te wydarzenia były jednak jak sól, by dodać smaku kanapce z ogórkiem moich wakacji. Bo do dziś specjał ten kojarzy mi się z tamtym czasem.

A teraz czas powrócić do karasi....nie pomogłam Im... / Fot. A. Wojewoda
Pewnego dnia ze stawu w pobliżu domu wyłowiono hodowane tam ryby. Umieszczono je w balii, bez wody, żeby…”usnęły”. Moja strwożona pamięć wymazała twarz zbrodniarza, który to uczynił, tym niemniej pamiętam, co robiłam, widząc ich mękę. Nie, czytelniku, na pewno nie to, co myślisz. Nie pobiegłam z balią do stawu, by zwrócić im wolność. Byłam dzieckiem zbyt grzecznym, zbyt ufnym, że to, co robią dorośli, jest słuszne. Przecież zawsze dotąd spotykało mnie z ich strony tylko dobro, jakże zatem teraz mogliby się mylić? Ale moi bracia Karasie wołali, głośno, rozpaczliwie. A ja… a ja… płonę teraz ze wstydu... nie pomogłam im.
Bezradnie biegałam w kółko po podwórku, zrozpaczona i szarpana skrajnymi emocjami…
Ta scena wraca do mnie bardzo często, osobliwie po wypiciu piwa (jednego). Staram się nie być marudna, tylko z pokrzywy wysnuć włókno, a z piołunu wydobyć lek. Innymi słowy, naprawić tamto zaniechanie teraźniejszym dobrem.

Zdarzyło mi się kiedyś spóźnić do pracy godzinę, bo wiozłam do weterynarza chorą kawkę, znalezioną na trawniku. Innym razem zbierałam z jezdni ślimaki, które po deszczu zasnęły w tak nieodpowiednim miejscu, zamiast pójść na trawę. Lawirowanie między dżdżownicami, tłumnie rojącymi się na chodniku w wilgotne dni, to u mnie norma.Mistrzowie pływania... / Fot. A. Wojewoda

Pewnego wieczora eskortowałam łabędzia, który, nie wiem jakim cudem, zaplątał się w krzakach, dość daleko od wody. One na lądzie są kompletnie bezradne, a park pełen psów, dlatego zdecydowałam się na funkcję bodyguarda. Jedną z ławek okupowali podchmieleni słupszczanie płci męskiej. Właśnie jeden w z nich był w połowie nieco wulgarnego kawału, gdy ujrzał widok do tego stopnia surrealistyczny, że zamilkł. Reszta grupy też, magiczna cisza przedłużała się, a wzniesione puszki Tatra Strong zastygły między ustami a brzegiem pucharu. Czując dreszcz niepokoju, co też Big Youth powiedzą, udawałam że spoczywam w kwiecie lotosu, idąc spokojnie i godnie, a łabędź majestatycznie szedł przodem, lekko przeze mnie ponaglany. I wówczas jeden z biesiadników zdołał wyrwać się odrętwienia, by wyartykułować „O k...a, wytresowała pani łabędzia?” ...na lądzie są kompletnie bezradni / Fot. A. Wojewoda

W moim domu się nie zabija. Srebrzyste rybiki, wpadające niekiedy z niezapowiedzianą wizytą, są wynoszone na balkon. To samo z pszczołami, osami, muchami i pająkami. Podczas inwazji czarnych mrówek, które nie wiadomo dlaczego zapragnęły któregoś lata skolonizować moje mieszkanie, użyłam pułapki semantycznej w postaci przekrojonego jabłka i worka foliowego. Mrówki lazły do jabłka, a ja potem całość wynosiłam. Zaledwie trzy dni pracy i około tysiąca Czarnych wróciło tam, gdzie ich miejsce.

Był czas, kiedy pozwalałam komarom pić krew, wychodząc z założenia, że jestem naturze coś winna. Ale gdy sama zostałam matką i zrozumiałam, że trudno byłoby mi znieść widok pęcherzy na delikatnej dziecięcej skórze, zaczęłam stosować repellenty.

Nie zabijaj... / Fot. A. WojewodaCzy jestem nawiedzonym ekologiem, używającym szarego mydła i chodzącym w łapciach z płótna własnego wyrobu w lecie, a w ohydnych kamaszkach z tzw. eko-skóry zimą?
Nie. Jestem po prostu kobietą i chronię życie tam, gdzie ono mnie o to poprosi. Tu i teraz, od razu, niezwłocznie. Sądzę, że kobieta jest od tego...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (35):

Sortuj komentarze:

jw.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@terrorite
I masz rację i jej nie masz. "gdy mnie o to poprosi" znaczy u koleżanki "gdy pojawi się taka sytuacja".
Np. nigdy nie wybierałam sie specjalnie do schroniska po zwierzaka. Zawsze się jakiś trafiał, a to kot, a to pies, któremu trzeba było pomóc. Stawał na drodze i już.
Aga nie powiedziała, czy je mięso.
Aga - plus za tekst. Super opowiadanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wzruszajace, doprawdy chlip siak i smark, ale tak na marginesie bo nie do konca zrozumialem, z tytulu wynika ze *W moim domu nie zabija się mniejszych braci* i co dalej z tego wynika? Nie zabije komara, ale chetnie zjem szynke na wielkanoc? I karpia na wigilie tylko zebym *omatkoboska* nie widziala jak sie go zabija? Gratuluje hipokryzji, jestem *pod wrazeniem* szczegolnie urzeklo mnie *A jeszcze kiedyś o mało co nie spłonęłam żywcem* potrzymac za raczke moze? albo sie uzalic? Prosisz moze zeby cie ochronic?

A tak na marginesie, jestes kobieta i chronisz zycie jak cie o to poprosi? Co to za bullshit jest? A jak cie nie poprosi to co? Pojdziesz dalej bo *noprzeciezmnietoniedotyczyboniktmnienieprosil?*, wiesz, swinia w ubojni nie potrafi jeszcze prosic zeby jej nie zabijac? I co z tym zrobisz moja ty matko tereso? ;> Poczekasz pare lat zeby swinie odpowienio zmodyfikowano genetycznie zeby potrafily kleknac i mowic: *plzzz dont kill me! im your obedient servant?* Bo teraz ofc nie ma zadnego problemu, ty *chronisz zycie* *komara* albo *rybika* noooooooo jestes allmighty ;>
bez powazania
terrorite

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • A B
  • 25.05.2008 21:27

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, bez zająknięcia , plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Moje łóżko, Jadwigo, póki co jest szczęśliwie puste:)
że tak frywolnie a publicznie ponformuję.

Stanisław i Julian twierdzą, że zalecany przez Ciebie środek na pchły skutecznie tępi także koszatniki, zdecydowali się więc na symbiozę, jakby co...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z pamiętnika Heleny:
PCHŁY w łóżku zginą gdy się skropi pościel sokiem z cytryny.
PCHŁY w mieszkaniu zginą kropiąc miejsca gdzie one przebywają naftą z miałką kamforą.

PCHŁY u psów wytępić można w ten sposób: zmięszać 10 części benzyny, 5 części szarego mydła i 8 części wody. Płynem tym natrzepywać gałgankiem w skórę u psów.

ŚRODEK przeciw MYSZOM . Jednym z najlepszych środków jest mięta pieprzowa, którą należy kłaść przy mysich norach. Dobrze jest również nasycić olejkiem miętowym kawałki waty, gałganów itp.by następnie rozrzucić je w pobliżu nor i tych miejsc które zwierzęta te odwiedzają stale. Myszy nie znoszą zapachu tak dalece, iż uciekając przed nim opuszczają swe nory.

MRÓWKI nie znoszą popiołu drzewnego. Gdy się tylko ukażą w spiżarni lub w pasiece należy nasypać suchego popiołu, natychmiast znikną.

To tak na wszelki wypadek, aby tych bardziej uciązliwych sie pozbyć. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znaczy się, dowalę tego więcej. Mam kolejnych 10:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.05.2008 11:13

Czytalem, niezle... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
Zachęcam do zapoznania się z moją poezją, Adamia Jacku (na forum)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.