
Wszystkie przedszkola są w pełnej gotowości. Przedstawienia, teatrzyki, rewie tańca i piosenki – tak najmłodsi będą świętować Dzień Babci i Dziadka.
– Gotowe są też laurki oraz portrety babć i dziadków. Jedne ładniejsze, inne trochę mniej, ale wszystkie są dziełami sztuki. W końcu każdy to unikat! – śmieje się Maria Portalska, wychowawczyni III grupy w przedszkolu Zielona Dolinka przy ul. Zielińskiego we Wrocławiu.
Przytuli i pomoże
Wszystkie maluchy zgodnie podkreślają, że to najbardziej ukochane osoby na świecie. Z Olą Ziają babcia czyta „Jezioro Łabędzie” i szyje jej wytworne kreacje na karnawałowe bale. Jej koleżankę, też Olę, babcia Helenka odprowadza do przedszkola.
– A w kieszeni zawsze ma cukierka. I nawet jak rodzice nie pozwalają, to babcia da coś słodkiego – zdradza nam dziewczynka.
Babcie są niezwykle potrzebne. A czasem nawet... użyteczne.
– Bo pomagają! – krzyczą pięciolatki z Zielonej Dolinki. – Mówią, jak zasadzić marchewkę na grządce i zamiatają z nami kuchnię!
Z dziadkiem w krainie piratów
Chłopcy nie zapominają o swoich dziadkach. Ten Jarka Dudzica w kiosku zawsze kupuje ulubiony komiks dla wnuka.
– I razem go sobie czytamy. A ja dziadkowi tłumaczę, kto jest kim i dlaczego oni walczą ze sobą – opowiada sześciolatek z wypiekami na twarzy.
Dziadkowie są też mistrzami w robieniu łuków i proc. No i w strzelaniu do tarczy!
– Bo ja z Marcinem, moim bratem, przebieramy się za piratów. I dziadek zrobił nam takie opaski na oko. I potem atakujemy inne statki, ale zanim zaatakujemy, to ćwiczymy się w strzelaniu. Bo dziadek zrobił taką okrągłą tarczę i trafiamy do niej strzałami z prawdziwych łuków – wyrzuca z siebie jednym tchem sześcioletni Piotrek Stokłosa.
Dziadkowie w pamięci zostaną na zawsze. I lekcje przez nich dawane. Obiadów z książkami pod pachami nie zapomni prof. Alicja Chybicka, szefowa wrocławskiej kliniki onkologii i hematologii dziecięcej.
– Babcia miała prawdziwie przedwojenne maniery, więc za wszelką cenę chciała mnie nauczyć kulturalnie jeść sztućcami. Z łokciami przy sobie! Właśnie po to były te książki – opowiada lekarka. – Oj, surowe były te jej lekcje etykiety – by chodzić jak dama albo się nie garbić. Była wymagająca, ale bardzo kochana. Szyła mi wspaniałe sukienki i robiła wyborne ruskie pierogi.
Babciu, babciu – rentę daj
Dolnośląski wojewoda, Krzysztof Grzelczyk, był ulubionym spośród trójki wnucząt babci.
– Dlatego co miesiąc babcia pamiętała o tym, by wesprzeć mnie finansowo. A jak wypadło jej to z głowy, to sam się przypominałem i przychodziłem po tę comiesięczną rentę – śmieje się wojewoda. I potwierdza to, że nawet najsurowszy rodzic łagodnieje, gdy pojawia się na świecie wnuk.
– Mama zawsze mówiła, że babcia krótko ją trzymała. Nie był to wojskowy dryl, ale dyscyplina musiała być. A dla nas, wnuków, była łagodna jak baranek – podkreśla Grzelczyk. Bo przecież dziadkowie właśnie od tego są. Od rozpieszczania wnuków. •
Anna Waszkiewicz
-
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska