Pozycja materiału w rankingach:
Kilka dni temu, w Trzech Groszach, pojawił się tekst Szymona Niemca, stawiający pytanie, czego tak naprawdę chce gej. Przeczytałem uważnie artykuł oraz toczącą się pod nim dyskusję czytelników. Trudno mi się jednak zgodzić z tezami autora.
Zobacz także:
Artykuły
(35)
Galerie
(6)
Średnia ocen
(4.39)
Wiek: 35 | Miejscowość: Pszczyna | Kraj: Polska
O mnie: Rodowity katowiczanin, czynny nauczyciel, krytyk literacki, mieszka w najpiękniejszym mieście Górnego Śląska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Dominik Konarowski 11.10.2009 21:10
Nie wiem co mowia "organizacje pedofilow" - o ile takie w ogole istnieja.
Ale jest wiele roznic miedzy pedofilami a homoseksualistami. Jedna z nich polega na tym, ze zachowania homoseksualne sa podejmowane dobrowolnie przez 2 swiadome osoby ktore wiedza co robia. Kntakt taki nie wplywa negatywnie na zadna ze stron.
Natomiast co do pedofilow - tu nauka (ta sama, ktora zwiazki homo uwaza za normalne - psychologia, psychiatria i inne) wykazuje dobitnie, ze zachowania pedofilne sa szkodliwe dla psychiki dziecka, nawet wtedy, gdy odbywaja sie za zgoda dziecka.
Zadne ubieranie w ladne slowka nie zmieni tu prawdy o szkodliwosci seksu dorosly-dziecko
Marcin Rzeczkowski 26.03.2007 22:27
Nie mam pretensji o to, że Pana zdanie nie jest takie samo jak moje. "Mam pretensje" o to, że próbuje Pan uzasadnić słuszność swojego jak najbardziej subiektywnego zdania, powołując się w zasadzie wyłącznie na wybiórczo traktowany argument "mój słownik", zamiast otwarcie przyznać, że są i inne powody i że - jak przypuszczam - część z nich jest bardziej emocjonalna niż logiczna.
Owszem, gdyby Pańscy rodzice nie chcieli mieć dzieci, logicznie rzecz ujmując, *prawdopodobnie* Pana by nie było. A gdyby rodzice ludzi, do których Pan się zwraca, myśleli inaczej, *prawdopodobnie* nie miałby się Pan do kogo zwracać. Błędem logicznym jest zapominanie o innych czynnikach, które mogłyby mieć wpływ.
No i kto w tej sytuacji mógłby się *nie* cieszyć? Tylko ten, kto w ogóle nie zostałby poczęty, czyli - nikt istniejący.
Nikt Panu niczego nie może zagwarantować. Ale przecież przeprowadzenie ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich nie oznacza automatycznie prawa do aborcji (a dalej: zalegalizowania pedofilii, zoofilii, nekrofilii, uznania prawa do zgwałcenia każdego, zamordowania każdego, paru innych nowości i w konsekwencji wszystkiego - końca świata). Wbrew takim efektownym w dyskusjach pesymistycznym obawom o przyszłość, zawsze można powiedzieć "nie, to ostateczna granica".
Tomasz Zygmunt 25.03.2007 13:31
Większość tekstów w "Trzech Groszach" jest subiektywna, zatem proszę nie mieć do mnie pretensji, że mam inne zdanie w tym temacie od Pana. Pan może napisać swój tekst i przedstawić swoje poglądy. Nie wiem, gdzie jest błąd logiczny w zdaniu "powinni się cieszyć...". Gdyby moi rodzice nie chcieli mieć dzieci, logicznie ujmując, mnie by nie było. Oczywiście Pan może rodzinę traktować inaczej. Proszę jednak nie zmuszać mnie do patrzenia na świat tak jak Pan. A co do decydowania o innych. Nie mnie to robić. Nikt mi nie zagwarantuje, że jeżeli homoseksualiści otrzymają zgodę na rejestrowanie związków (tego chce p. Niemiec), to jakiś czas potem nie zacznie się powolna droga w stronę otrzymania następnych możliwości, np. adopcji dzieci. A w demokratycznym państwie mam chyba prawo do obaw.
Marcin Rzeczkowski 25.03.2007 00:41
Nie chce mi się wymieniać wszystkich argumentów po kolei. Zauważenie ich w poprzednich wypowiedziach nie jest trudne.
Definicja słownikowa nie wnika w takie szczegóły jak "małżeństwo, które nie może mieć dzieci" i "małżeństwo, które nie chce mieć dzieci". Definicja słownikowa stwierdza wprost, że rodzina to małżeństwo-i-dzieci, kropka. Cała reszta, zwłaszcza wprowadzanie różnicy między "nie może" a "nie chce", jako żywo niedostrzegalnej w cytowanej przez Pana definicji, to dostosowywanie hasła do własnych przekonań, które nie obowiązują każdego człowieka. (Zdanie "Powinni się cieszyć..." to kolejny sofizmat).
Odrzucił pan Bachtina, więc pozostaje Panu wyłącznie bardzo ścisłe trzymanie się tego, co jest w słowniku - bez wprowadzania własnych ideologicznych poprawek. Odrzucił Pan słownik, z którego korzystał Przemysław Walczak - cóż... Przemysław Walczak ma rację, twierdząc, że zgodnie z tą okrojoną wersją definicji rodziny, małżonkowie bezdzietni rodziną nie są.
Słownik Pana nie stwierdza natomiast, że dzieci muszą mieć za biologicznych rodziców małżonków. Nie było tam bowiem słowa "biologicznych", a samo "ich" można odczytywać różnorako. Czyli może to być dziecko wyłącznie jednej osoby, przysposobione przez drugą - zatem anatomia nie ma tu już nic do rzeczy.
Swoją drogą, nie polecam Panu upierania się przy tym, że niemożność posiadania wspólnego dziecka pozwala nazwać bezdzietne małżeństwo rodziną... Albowiem znam trochę par, które z przyczyn anatomicznych wspólnego dziecka mieć nie mogą i dla nich jest to wielkie nieszczęście.
Wracając do meritum - jeden z kilku obecnie dostępnych słowników nie stanowi żadnej wyroczni - nawet dla Pana (gdyby stanowił, musiałby Pan zgodzić się z uwagą o bezdzietnych małżeństwach). Skoro Pana zdaniem największą różnicą między związkiem heteroseksualnym a homoseksualnym jest to, jak się one mają do Pańskiego rozumienia słowa "rodzina" (bo to jest Pańskie rozumienie, patrz: własna interpretacja statusu bezdzietnych małżeństw)... Cóż, po prostu ma Pan o homoseksualistach swoje subiektywne zdanie. Odmawia im Pan praw nie dlatego, że słownik coś tam twierdzi o rodzinie (bo co z bezdzietnymi małżeństwami heteroseksualnymi, czy należy je rozliczać z nie mogą - nie chcą - jeszcze nie mają dzieci?), tylko dlatego, że ma Pan takie a nie inne poglądy.
Nie rozumiem tylko wciąż, zwłaszcza w świetle Pańskiego artykułu, dlaczego zamierza Pan decydować o cudzym życiu. Jak już pisałem, wprowadzenie praw, których chcą Szymon Niemiec i inni homoseksualiści, w niczym Panu nie zaszkodzi - ale uczyni znacznie lżejszym życie wielu ludzi.
Proponuję Panu przeczytać tekst Szymona Niemca jeszcze raz i za każdym razem pomyśleć "jak ja czułbym się na jego miejscu". Szczególnie wiele uwagi radziłbym Panu poświęcić tematowi "ukochana osoba jest w szpitalu".
Wycieczką osobistą jest dla mnie wszystko, co jest uwagą pod moim adresem uchodzącą za argument w dyskusji albo wykręt mający usprawiedliwić brak argumentów. Zarzut braku odwagi też sam sobie przyjemny nie jest. Jak mówiłem, mam swoje powody. Cudzego zdjęcia nie podam, bo zdecydowanie wolę zdjęcia nie mieć - ale teoretycznie mógłbym to zrobić, jak każda osoba z W24, a Pan by o tym nie wiedział, chyba że znałby Pan osobiście autora notek lub osobę ze zdjęcia.
Tomasz Zygmunt 24.03.2007 10:37
Nie bardzo wiem, na jakie argumenty nie odpowiedziałem. Ale żeby było jasne. Trzymam się definicji słownikowej. Póki co związki k+k względnie m+m to jeszcze w Polsce nie rodzina. Wg słownika rodzina to związek kobiety i mężczyzny i ich dzieci. Ze związku k+k lub m+m dzieci nigdy nie będzie, bo nie pozwala na to anatomia człowieka.
Generalnie rodzinę zakłada się po to, żeby mieć dzieci. Znam rodziny, które z przyczyn - może lepsze słowo - medycznych lub zdrowotnych nie mogą mieć dzieci - i jest to dla nich wielkie nieszczęście. TO że mamy rodziny, które nie chcą dzieci, to przejaw ich egozimu. Powinni się cieszczyć, że ich rodzice nie myśleli podobnie.
Nie uprawiam wycieczek osobistych. Chyba, że jest Pan trochę przewrażliwiony na swoim punkcie. Nie wnikam w powody nie zamieszczanie zdjęcia. Pragnę dodać, że od początku W24 prosiło o zamieszczanie zdjęc, właśnie po to, żeby serwis nie był anonimowy. Użytkownicy serwisu ustalili też, że w dyskusjach nie jesteśmy anonimowi. Pan akurat jest. Podanie cudzego zdjęcia (pomijając kwestię etyczną) naruszy godność osobistą tej osoby, której wizerunek Pan użyje. Przepisy naruszania godności osobistej reguluje Kodeks Cywilny.
Marcin Rzeczkowski 23.03.2007 22:39
Kolejna wycieczka osobista. Czyli następny sofizmat zamiast rzeczowego argumentu.
Wbrew temu, co wynika z treści zdań, obstawiam nie "c", lecz "b": niewiedzę, co odpisać.
W dyskusji internetowej wcale nie jest ważne to, czy widzi się twarz rozmówcy. Mam swoje powody, by nie zamieszczać zdjęć - Panu nic do tego. Jeśli jedyne, co Pan umie, to wytknąć mi brak załadowanego pliku (który tak naprawdę wcale nie zwiększyłby mojej wiarygodności, bo co za problem dać cudze zdjęcie), dyskutowanie z Panem nie ma żadnego sensu - bo zawsze znajdzie Pan coś, co będzie mógł Pan napisać zamiast poważnego argumentu.
Tomasz Zygmunt 23.03.2007 08:45
Trudno dyskutować z kimś, kto nie ma odwagi pokazać swego wizerunku. Nadal będę się trzymał definicji słownikowej - Pan może sobie rozumieć po swojemu. Napisałem tekst, który zawierał mój pogląd. Pan ma prawo do swojego. Pozdrawiam.
Marcin Rzeczkowski 23.03.2007 01:21
zx - błąd merytoryczny. Określenie "gay", wymyślone przez heteroseksualistów, miało na początku inny, bardziej drwiący wydźwięk. Było oswajane przez homoseksualistów podobnie jak "queer".
Ponadto to, że pedofile wykorzystują argumenty homoseksualistów, nie jest dowodem przeciwko homoseksualistom.
t.zygmunt - oczywiście, że mi się przydarzyła, i to nie raz. Ale generalnie staram się sprawdzać notki przed publikacją: pod kątem zarówno literówek, jak i tego, czy aby na pewno powiedziałem wszystko, co zamierzałem.
Mam też zwyczaj uznawania, że jeśli ktoś nie odpowiada na moje argumenty, to:
a) zgadza się ze mną,
b) nie zgadza się, ale nie wie, co odpisać,
c) nie zgadza się i nie szanuje mnie jako współdyskutanta, więc nie zamierza tracić czasu na dyskusje ze mną.
Obronienie prawa do zrobienia literówki było takim samym banałem, jak moje się jej czepnięcie. Tyle że ja dodałem do tego jakieś argumenty. Pan dodał jedynie błędną uwagę pod moim adresem. Nie naczytałem się Bachtina i nie chcę nim zarażać społeczeństwa, tym bardziej na siłę; a nawet gdyby miał Pan w tym rację, wciąż powinien Pan uzasadnić, dlaczego nie zgadza się Pan z tą teorią, tudzież, oczywiście, ustosunkować się do reszty mojej wypowiedzi.
Tomasz Zygmunt 22.03.2007 13:41
Dla BiałegoKruka - chylę czoła, że Panu nigdy nie przytrafiła się literówka. Naczytał Pan się Bachtina i na siłę chcę Pan nim zarazić społeczeństwo.
A dla Pana Walczaka: To może nowszy słownik: Współczesnego języka polskiego pod red. Dunaja - rok wyd. 2000. Rodzina - wspólnota składająca się z małżonków i ich dzieci. Nie bardzo wiem, gdzie te androny. Rodzinę z założenia zakłada się po to, by mieć dzieci. Jeżeli Pan ma zamiar ich nie mieć - pana wybór.
Autor usunął profil 22.03.2007 11:43
Słownik języka polskiego PWN: rodzina «małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem». Gdyby autor sięgnął do innego słownika (niż Szymczaka), to by takich andronów nie plótł. Zgodnie z definicją autora małżonkowie, którzy nie mają dzieci, rodziną nie są!