Facebook Google+ Twitter

W Peru Dziadek Mróz zabija małe dzieci

Tegoroczna zima w Andach zabiła prawie pół tysiąca Peruwiańczyków. Połowa z nich nie miała pięciu lat.

Ico i Nena z Puno. Im udało się przeżyć zimę / Fot. Piotr Maciej Małachowski Każdego roku, gdy w Polsce trwa lato, w peruwiańskich Andach zaczyna się horror. Na rękach rodziców umierają małe dzieci. Z zimna. Bezpośrednią przyczyną ich śmierci są powikłania wywołane zapaleniem płuc. W tym roku mróz zabił już dwieście pięćdziesiąt maluchów poniżej piątego roku życia. To oficjalne dane Ministerstwa Zdrowia. Większość ofiar zmarła w swoich domach na wysokości ponad 3800 metrów nad poziomem morza.

W Tatrach można umrzeć przez nieuwagę lub głupotę. W Andach można umrzeć tylko dlatego, że się w nich jest. Mróz w tym drugim pod względem wielkości paśmie górskim na świecie nie daje człowiekowi prawie żadnych szans. Jest przede wszystkim podstępny. W ciągu dnia ustępuje miejsca słońcu i ciepłu. Wtedy temperatura sięga nawet kilkunastu stopni Celsjusza powyżej zera. Po zmroku, niemal w jednej chwili, spada do minus dwudziestu.

Doświadczyłem tego na własnej skórze omal nie zamarzając podczas nocnej podróży z Cusco, dawnej stolicy Inków, nad Jezioro Titicaca. Z odmrożonymi palcami rąk i nóg trafiłem jednak nad ranem do ciepłego hotelu, gdzie przez dwa tygodnie odchorowywałem swoje. Ludzie mieszkający w andyjskich wioskach takiej możliwości nie mają. Dlatego umierają.

Umierają przy kompletnej niemocy ludzi z nizin. Co prawda od maja do września, w czasie największych mrozów, w całym Peru organizowane są zbiórki ciepłej odzieży, lekarstw i żywności, do których w tym roku dołączył nawet UNICEF - Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci, ale nie zmniejsza to liczby umierających. Bezsilne są również władze, które w tym roku na szczepienia w zagrożonych regionach przeznaczyły rekordową kwotę 171 milionów dolarów. Nie przełożyło się to jednak na spadek liczby zgonów. Wiele samorządów lokalnych nie miało więc innego wyjścia i zabezpieczyło w swych budżetach środki na zakup trumienek.

Ludzie w Andach nie mogą uchronić się przed mrozem, bo nie mają ogrzewania. Wielu z nich nawet nie wie co to jest kaloryfer. W miarę możliwości palą ogniska z wysuszonych odchodów krów i lam, bo na wysokości, na której mieszkają, drzewa nie rosną. Wszelkie próby dostarczania do nich w sposób systematyczny węgla lub gazu zakończyły się fiaskiem. Ze względu na warunki terenowe jest to przedsięwzięcie niezwykle trudne logistycznie. Poza tym zagrożone wioski rozrzucone są na wielkim obszarze. Niemal równym powierzchni Polski.

Umieranie z zimna małych dzieci nie daje jednak spokoju wielu ludziom. Wśród nich są naukowcy z Universidad Nacional de Ingeniería w Limie, którzy przygotowali projekt budowy termicznych mieszkań. Zakłada on modernizację wiejskich chat w taki sposób, aby w nocy ściany, sufity i podłogi oddawały ciepło pochodzące z energii słonecznej zgromadzonej w ciągu dnia w kolektorach umieszczonych na dachach. Pomysł jest piękny, ale bardzo kosztowny. Na razie zakłada się, że ciepłe domy pojawią się tylko w jednej miejscowości w regionie Ancash.

Zima w Andach ustępuje wiośnie, ale niebezpieczeństwo nie minęło. Na obszarze między amazońską dżunglą a południową częścią peruwiańskich Andów tysiące dzieci nadal zagrożonych jest zapaleniem płuc. Niewykluczone, że umrze ich więcej, niż w zeszłym roku, w którym mróz zabił prawie 300 maluchów poniżej piątego roku życia.

Zobacz reportaż (po hiszpańsku) o tym jak mróz zabija w Andach:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Cejrowski pokazuje jedynie szczęśliwych Indian. Realia są takie jak wszędzie. Mamy swoją popegeerowską bidę powstałą z przyczyn politycznych. I w Peru nie ma idei by rozwiązać problem. Widocznie ci nieszczęśnicy są dla władz Peru problemem - i rozwiązują go na swój własny, latynowski sposób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szczerze mówiąc, spodziewałam się takiego wyjaśnienia.
Tak, przestrzeń życiową ograniczali im agresorzy, tak jak i innym ludom,
choćby wymienić Indian.
Oni sami nie są w stanie tego zrobić, ze względów jakie Pan podał.
Potrzebna byłaby pomoc rządowa lub organizacji międzynarodowych.
Może Pana sygnał będzie kamyczkiem, który uruchomi lawinę...? Oby!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Stefanio, pytanie nie jest naiwne. Zanim na nie odpowiem, zadam jeszcze jedno: skąd ci ludzie w ogóle się tam wzięli?

W wielkim skrócie - to potomkowie bardzo pokojowo nastawionych ludów. Tak pokojowo, że w przeszłości ustępowali ziemi bez walki innym. Gdy zabrakło dla nich miejsca w normalnych warunkach, przenieśli się w góry.

Czy muszą tam mieszkać teraz? Nie mają innego wyjścia. Wyprowadzka z Andów to nie zjazd wyciągiem z Kasprowego. Trzeba pokonać ogromne odległości. Poza tym nie ma gdzie się przeprowadzić. Peru, choć jest ponad cztery razy większe od Polski, praktycznie nie ma juz nowych terenów mieszkaniowych. A te, które są już zasiedlone, znajdują się na pustynnym wybrzeżu, w amazońskiej dżungli i właśnie w górach. Tak właśnie wygląda Peru.

Mówiąc wprost - nie ma dokąd się przeprowadzić. No i oczywiście za co. Prawdopodobnie większość tych ludzi nigdy nie trzymała w ręku więcej niż kilku soli (złotych), a są tacy, którzy pieniędzy w ogóle nie widzieli na oczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tragiczne statystyki! Każda strefa klimatyczna ma charakterystyczne dla siebie warunki; przyrody nie uda się zmienić.
Naiwnie spytam... czy muszą tam mieszkać?
U nas ludzie zasiedlają poldery i podczas powodzi spotyka ich ogrom nieszczęścia. Czy to nie kwestia świadomości..., że można życie układać sobie w bardziej sprzyjających, bezpiecznych terenach?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale przecież nie może tak być cały czas, nie może tak być, aby co roku umierało tyle dzieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Jak często nie mamy pojęcia o życiu innych ludzi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.