Facebook Google+ Twitter

W Peru łatwe pieniądze kuszą młodych. Ale nie Nell

W Peru nauka i praca idą w parze. Wielu uczniów salezjańskiej szkoły, w której pracuję, podejmuje dorywcze zajęcia, żeby zarobić na podstawowe potrzeby. Po zakończonym tygodniu w szkole, udają się pobliskich zakładów. Tam jako spawacze, tokarze, stolarze reperują swój budżet.

Szkoła, w której uczy się Nell - CEO Don Bosco w Arequipa. / Fot. Hosey SotoŻeby się uczyć, trzeba też pracować - wie o tym większość studentów na polskich uczelniach. W weekendy praca kelnera, po zajęciach pisanie tekstów, czy wakacyjne wyjazdy za granicę - opcji jest wiele. Mniej lub więcej, rzadziej czy częściej - robić trzeba. Podobne standardy realizowane są w Ameryce Południowej, Peru nie stanowi tu wyjątku.

W CEO Don Bosco w Arequipie (Salezjańskiej Szkole Technicznej) uczy się około 500 osób. Część z nich spotykamy podczas prowadzonych zajęć. W jednej z grup poznaliśmy Nell Paole. Roześmiana, pełna życia dziewczyna, wyraźnie pociągająca do działania swoich rówieśników. Lepiej niż inni znała język angielski, Justyna przygotowywała specjalnie dla niej osobne materiały. Mechanika produkcji nie jest specjalnie okupowana przez kobiety, jednak Nell odnalazła się tam znakomicie. W zajęciach na warsztatach radziła sobie sprawniej niż większość chłopaków. Tokarki, prasy, gilotyny, szast prast i zrobione. Dodatkową "zagwozdką" w jej wizerunku była nietuzinkowa uroda. Wysoka, pewna postura, szeroki uśmiech, ciemne włosy, lekko przy brązowiona cera.
Pełna wiary w siebie realizowała swoje marzenia. Gdy przechodziła przez warsztat, chłopcy płynnie podążali za nią wzrokiem do momentu, gdy na barku poczuli ucisk własnej brody, nieważne ile stali mieli w rękach.

Część uczniów Salezjańskiej Szkoły Technicznej to młodzież w trudnej sytuacji materialnej. Wielu mieszka w domach, podobnych do tego, w którym pracujemy. Oni najczęściej podejmują dorywcze zajęcia, żeby zarobić na podstawowe potrzeby. Po zakończonym tygodniu w szkole, udają się pobliskich zakładów. Tam jako spawacze, tokarze, stolarze reperują swój budżet. W jednym z warsztatów często pojawiała się w weekendy młoda dziewczyna z działu mechaniki produkcji. Na brak pracy nie narzekała, była po prostu dobra.Warsztat CEO Don Bosco w Arequipa. / Fot. Ernan Escalante

Tej soboty Nell pracowała przy obróbce stalowych rur. Nie było to trudne zadanie, zatoczyć pod odpowiednim kontem końcówkę materiału i oszlifować. Toczy się przy użyciu noża tokarskiego umocowanego na solidnej podstawie. Z rurami trzeba powoli, bo lubią się zgnieść w uchwycie. Szlifować... najprostsza sprawa to kawałek papieru ściernego przyłożyć do szybko obracającej się rury. Tak też zrobiła Nell. Okulary i rękawice dodatkowo dały jej pewność siebie przy pracy. Tym razem jednak to co zawsze chroniło jej ręce stało się przyczyną tragedii. Już w szpitalnym łóżku Nell opowiada:

"Pamiętam, że stałam przy tokarce, zaraz później byłam już ziemi. Najgorszy był widok białych kości wystających z dłoni i palce wiszące na kawałkach skóry. Miałam to przed oczami przez całą noc, nie dałam rady zasnąć."
Kolejne relacje kolegów z pracy uzupełniały przebieg wypadku. Wirująca krawędź zaczepiła rękawicę i nie zamierzała się zatrzymać. W jednej chwili palce, dłoń i ramię Paoli wykonały kilka obrotów, po czym całe ciało z siłą uderzyło o ziemię. Gdy odzyskała przytomność inni pracownicy byli już przy niej i próbowali udzielić pierwszej pomocy. Płynąca z dłoni krew zalewała coraz większą część podłogi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Jestem pod wrażeniem. Wszystkiego dobrego dla Nell. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Interesująca historia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powodzenia dla Nell ! Trzymam kciuki!
No i dla młodych z Peru również:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.