Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2131 miejsce

W pogoni za krążkiem. Bezzębne Orki w sezonie 2013-2014

Cykl podsumowań sezonu 2013-2014 w NHL zacznę od jednego z największych o ile nie największego rozczarowania jakim była w minionych rozgrywkach postawa Vancouver Canucks, czyli popularnych "Orek"

Logo NHL / Fot. Paweł KaleskiJak po każdej kampanii także i tym razem mamy do czynienia z drużynami, które zawiodły swoją postawą i osiągnięciami oczekiwania kibiców, właścicieli i ekspertów. A kiedy zawód ten jest wyjątkowo bolesny to najczęściej dochodzi do tzw. posezonowego wietrzenia szatni. Najbardziej winnym w mniej lub bardziej uzasadniony sposób staje się szkoleniowiec danego zespołu ( w myśl zasady, że sukces ma wielu ojców a porażka jest sierotą, ale jej konsekwencje ponosi trener). Z miejsca stołek trenerski staje się bardzo gorący i trudny do utrzymania przez jego dotychczasowego właściciela. Takim przypadkiem są tym razem Vancouver Canucks, i to o nich będzie tutaj mowa.

Torts zawalił


Wspomnianym we wstępie oczekiwaniom z całą pewnością nie sprostał John Tortorella i prowadzona przez niego ekipa popularnych „Orek”. W tym konkretnym przypadku, określenie nie sprostał jest wręcz eufemistyczne. Canucks pod wodzą Tortorelli po prostu położyli sezon 2013-2014. Ale po kolei.

Przed sezonem doszło do spektakularnej zamiany miejsc między trenerami Vancouver Canucks a New York Rangers. Do kanadyjskiego zespołu przyszedł wspomniany Tortorella, popularnie zwany Tortsem, zaś w odwrotną stronę powędrował wieloletni szkoleniowiec Vancouver Alain Vigneault. O ile odejście dotychczasowego trenera Canucks związane było z nie możnością przeskoczenia pewnego pułapu (dodajmy, że wysokiego, bowiem pod jego wodzą Vancover regularnie grali w play off i to przystępując do nich rozstawienie najczęściej z miejsc 1-3, i dopiero tam nie potrafili osiągnąć sukcesu), to w przypadku zespołu nowojorskiego rozstanie z dotychczasowym szkoleniowcem, podyktowane było słabymi wynikami drużyny i nie najlepszą atmosferą w szatni. Zatem Tortsa pożegnano w Rangersach bez większego żalu.
W nowym miejscu na Johna Tortorellę czekała poukładana drużyna, osiągająca stosunkowo dobre wyniki, z ciekawymi graczami, a nowy trener miał być brakującym ogniwem w drodze na szczyt. Zatem nie mogło dziwić, że cel postawiony przed przybyłym szkoleniowcem był jasny. Pewny, jak co roku awans do play off, tradycyjnie już z wysokiego miejsca po sezonie zasadniczym i wreszcie walka o Puchar Stanley’a na miarę możliwości i oczekiwań. Cel ten wydawał się być absolutnie w zasięgu. Na lodzie takie tuzy jak Ryan Kesler, bracia Henrik i Daniel Sedinowie, Kevin Bieksa, czy też strzegący bramki Roberto Luongo. Na ławce trenerskiej zaś mający spiąć to wszystko klamrą sukcesu John Tortorella, który przecież zdobył już Puchar Stanley’a z zespołem Tampa Bay Lightning w sezonie 2003-2004. „Orki” w tym roku nie zdobyły jednak wspomnianego trofeum. A nie zdobyły go, ponieważ …w ogóle nie zdołały awansować do fazy play off. Bilans sezonu zasadniczego? Proszę bardzo: 36 zwycięstw w 82 meczach, 83 punkty na koncie i bramki w stosunku 196-223. Dało to dopiero 12 miejsce na 14 zespołów w Konferencji Zachodniej. Dla fanów Canucks oznaczało to płacz i zgrzytanie zębów.

Rewolucyjny wynik. Rewolucyjne zmiany


Wstrząs wśród kibiców był nie mały, bo po tak rewolucyjnym wyniku po prostu nie mogło być inaczej. Jasnym się stało, że jaki wynik takie i kroki podjęte w związku z nim. Postawa zespołu na lodzie to jedno wielkie rozczarowanie i wstyd, ale jak się okazało także i wewnątrz ekipy nie było lepiej. Chyba nikt nie przypuszczał na starcie sezonu zasadniczego, że na początku lipca drużyna będzie wyglądała tak jak wygląda. Bo któż mógł przypuszczać, że John Tortorella raptem po jednym sezonie pracy z zespołem wyleci z hukiem z ławki trenerskiej, że funkcję generalnego menedżera i dyrektora sportowego straci Mike Gillis (ten wyleciał, jako pierwszy, bo wydaje się, że z racji pełnionych funkcji najbardziej odpowiadał za zaistniałą sytuację)? Kto mógł przypuszczać, że Roberto Luongo pod koniec sezonu będzie bronił bramki, ale Florida Panthers? A to jeszcze nie koniec perypetii „Orek”. W trakcie sezonu rozpoczęła się istna opera mydlana na temat transferu z klubu Ryana Keslera. Czy Kesler odejdzie, chciał odejść, nie odejdzie, to tylko plotki? Codzienne konferencje z udziałem włodarzy klubu, zawodnika i menedżera. I nieustające spekulacje na temat tego, kto chce tego sportowego rozwodu i z czyjej winy miał by on nastąpić. Ostatecznie napastnik Vancouver dograł sezon zasadniczy do końca, ale dzisiaj jest już w słonecznej Kalifornii i przymierza trykot Anaheim Ducks. I wreszcie last but not least osławieni bracia Sedinowie. Owszem, kiedy Daniel i Henrik są razem na lodzie i obaj są w wysokiej formie stanowią zabójczy duet dla każdego rywala, lecz kiedy tylko jednego zabraknie w składzie zespołu, albo obniży on swoją dyspozycję natychmiast okazuje się, że drugi brat staje się nomen omen jakby bezzębną orką. Owszem jest bardzo dobrym hokeistą, ale już nie tak wspaniałym i wybitnym jak przy boku znakomicie dysponowanego brata bliźniaka.

Spektakularne wyczyny


I jak by tego wszystkiego było mało, to na koncie drużyny z Vancouver w minionym sezonie są jeszcze tak „spektakularne” osiągnięcia jak chociażby wybryk trenera Johna Tortorelli w lutowym spotkaniu przeciwko Calgary Flames. W przerwie między pierwszą a drugą tercją meczu postanowił on udać się do szatni rywali z awanturą i próbami wyjaśnienia bójki pomiędzy całymi zespołami, która rozgorzała tuż po rozpoczęciu spotkania. Wszystko (czyli krzyki i szarpaninę z zawodnikami i trenerem ekipy z Calgary), zarejestrowały kamery i całe to wątpliwej jakości przedstawienie poszło w świat. Liga ukarała krewkiego szkoleniowca za ten eksces zawieszeniem na 15 dni.
Inne wydarzenie, które po tym sezonie zapadnie w annałach nie tylko organizacji z Vancouver, ale i całej NHL (dodajmy, że będą to niechlubne wspomnienia), to mecz z 10 marca przeciwko jednej z najsłabszych drużyn w lidze a mowa o New York Islanders. Po dwóch tercjach rozgrywanego przed własną publicznością meczu, Canucks prowadzili 3:0. Jednak to, czego dokonali w trzeciej odsłonie meczu było, czym iście wyjątkowym. Otóż w dwadzieścia minut „Orki” straciły 7 bramek i ostatecznie przegrały 4:7.

Gorzej już być nie może


Po takich atrakcjach fanom Vancouver Canucks nie pozostało nic innego jak z utęsknieniem czekać na koniec tegorocznych rozgrywek i z nadzieją czekać na nowy sezon i zmiany dokonane przed nim.
Na dzień dzisiejszy wydaje się, że widać światełko w tunelu. Właściciel zespołu Francesco Aquilini zatrudnił na stanowisku generalnego menedżera Jima Benninga, dyrektorem sportowym został legendarny gracz „Orek” Trevor Linden, zaś z ławki trenerskiej drużyną dowodził będzie w przyszłym sezonie Willi Desjardins. Na chwilę obecną nowymi graczami Canucks zostali: bramkarz Ryan Miller, napastnik Radim Vrbata, oraz Nick Bonino i Luca Sbisa.
Z punktu widzenia kibica Vancouver w przyszłym sezonie MUSI być lepiej, bo gorzej jak w tym już chyba nie może być.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.