Facebook Google+ Twitter

W polityce poligon nierówny poligonowi

- Chciałem rządzić już wtedy, gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu. Chcę być premierem. Proszą mnie o to ludzie (J. Kaczyński).

 / Fot. Autor: Paweł Sutkowski, WikipediaKażdy polityk marzy, aby być wielkim, sławnym i podziwianym w kraju i na świecie. I słusznie. Lepiej za życia być sławnym i podziwianym, niż po śmierci jednego dnia głośnym, drugiego zapomnianym. Jarosław Kaczyński już teraz jest w grupie pierwszej; podziwiany przez Polaków, przynajmniej przez część, a nawet przez Amerykanów. Ci zza oceanu oceniają go wysoko, określając przebiegłym strategiem, człowiekiem kontrolowanej taktyki, dążącym ponownie do władzy.

Nic nowego, że taki jestem – rzekłby zainteresowany prezes swojej partii, mówiąc sam o sobie i komentując swoją osobowość, w obliczu ocen przebiegłych Jankesów. Po wielokroć powtarzał to przy różnych okazjach publicznych wystąpień przed kamerami i mikrofonami: Musimy zwyciężyć! I zwyciężymy! Zwyciężymy! Chcę być premierem. Proszą mnie o to ludzie, skandują – Jarosław wróć! Jarosław! Jarosław!

To nic dziwnego, że człowiek chce wracać tam, gdzie już raz był. Widocznie dobrze mu było, więc chce żeby znowu dobrze mu było. Czy można komuś tego bronić? Sześć lat temu, prezes Jarosław Kaczyński, w wywiadzie dla tygodnika "Wprost", szczerze wyznał: Chciałem rządzić już wtedy, gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu. Źródło: wywiad dla "Wprost", 15 stycznia 2007 (Wikicytaty).

Prestiżowy dziennik amerykański "New York Times" pisał niedawno: Kaczyński, jako przebiegły strateg, kontroluje i tonuje swoje wypowiedzi w ramach taktyki, która ma przyciągnąć wyborców środka i zapewnić mu powrót do władzy. - Ponowne dojście byłego premiera do władzy, wpisuje się w powrót populizmu w kraju – cytuje gazeta.pl.

Populizm, populista – czy to coś nowego u polityków? Każdy polityk dużo obiecuje, w dodatku to, czego ludzie oczekują. To sposób i cel uzyskania poparcia i zdobycia władzy. Uczy nas tego amerykańska demokracja, zwłaszcza w wyborach prezydenta.

Popularność stratega Kaczyńskiego w Ameryce i szeroko komentowane jego osiągnięcia polityczne, głównie w ostatnim czasie, mają zapewnić sięgnięcie po najwyższe zaszczyty władzy w kraju. Toteż, zdaniem "New York Times’a", jako "przebiegły strateg, od pewnego czasu kontroluje i tonuje swoje wypowiedzi w ramach taktyki, która ma przyciągnąć jemu wyborców środka i zapewnić mu powrót do władzy". To właśnie te cechy - uważa gazeta - zwłaszcza obrana strategia, wydaje się być skuteczna, patrząc na przegrane przez kandydatkę PO, wybory prezydenta Elbląga.

Zobacz zdjęcie - Jarosław Kaczyński podczas wizyty w Elblągu 05.07.2013 r. (Fot. Renata Dąbrowska/AG) – New York Times.

I tak – chcąc nie chcąc – nieznany wcześniej szerzej w kraju Elbląg, stał się za sprawą wyborów prezydenta, gdy wkroczył w ich przebieg taktyczny strateg i ruszyła wyborczej machiny polityczna gra, szeroko znany nie tylko w kraju, ale i w USA. Czy, kiedyś lud Elbląga będzie prezesowi PiS składać za to wielkie pokłony i wdzięki, że wywlókł miasto za morza i oceany nie tylko przez przekop Mierzei, lecz i przez daleki kraj brata bliźniaka, ukochany? A, czy to zasłużone wielce w historii miasto, stanie się – jak chciał i obiecał strateg – poligonem szczęścia w wielkim marszu PiS po władzę w kraju?

Najpierw Rybnik, potem Elbląg, wkrótce Warszawa, a po stolicy ruszą wojownicy po Polskę - zniewoloną, zniszczoną, zapadniętą niczym stara chabeta, czy usychająca w wąwozie brzózka, za sprawą "nic nie mogą" premiera chytruska, Tuska. W kolorowych snach o bliskiej władzy, mieszają się nam czasem w ciemnościach nocy, straszne mary z uczuciem zła, potępienia, poniżenia, ciężkości w klatce piersiowej. Na jawie chcemy ten przykry ładunek wyrzucić z siebie i zrobić miejsce dla czegoś miłego, dobrego, przyjemnego. I ładujemy ostrością języka w przeciwnika, uderzamy w tych co nie kochamy…

Podstępne działania luzackie stratega z uśmiechem, rozegrane w Elblągu przez Jarosława Kaczyńskiego, sprawdziły się niemal w pełni. PiS zdobyło nawet więcej tego czego chciało. Rozbiło w mieście "stary układ", pokonało Platformę, wykiwało skutecznie Ruch Palikota, który od początku firmował referendum miejskie, wywalczyło w wyborach pozycje 10 radnych (na 25 mandatów) i mandat prezydenta miasta. A Ruch Palikota nie ma nic – żadnego radnego. Tylko żeby rządzić miastem samodzielnie PiS nie ma szans. Nie ma chętnych do współpracy z radnymi PiS. Co zrobi dla miasta samotna grupa radnych PiS?

Na domiar złego wszystkie poczynania rządzących radnych PiS i jej prezydenta miasta, są pod ścisłą kontrolą szefa Rady Miasta, Janusza Nowaka - szefa miejskiej SLD, który – jak zapowiedział po zaprzysiężeniu, nie ma i nie będzie formalnej koalicji SLD z PiS. Co może w tej sytuacji zdziałać przebiegły strateg, szef PiS krajowego? Może jedynie wysyłać, co jakiś czas do prezydenta Wilka na rozmowy podtrzymujące ducha, rzecznika Hofmana, który jednak, jako człek dobrego serca – nie potrafi trzymać na wodzy swojego ducha i woli; choć ma pistoletową mowę, wieczorami chodzi ulicami zygzakami, bo taką ma ciężką głowę.

A prezydent miasta, Jerzy Wilk – człowiek honoru i szlachetnych obietnic ludowi Elbląga – chce być w porządku, więc od początku zaczyna rządzić od porządków w urzędzie. Koszty utrzymania "ratusza" miały być niższe, bo miasto tonie w długach. Niby nie miał istnieć Departament Promocji Miasta, bo ponoć najliczniejszy, upartyjniony i w utrzymaniu najdroższy. Po kalkulacjach - prezydent zdecydował: departament pozostanie, lecz ze swoimi ludźmi. Tych, co byli – rozczłonkował po innych departamentach, lub zwolnił. Miał być ponoć tylko jeden zastępca prezydenta, ale będzie dwóch, w tym jeden swój.

W ramach oszczędności w utrzymaniu urzędników i urzędu prezydenta, prezydent Wilk będzie brał każdego miesiąca pensję 12.030 złotych, przy średniej zarobków przeciętnego mieszkańca miasta, 1200 zł miesięcznie. To oszczędność, w porównaniu z poprzednikiem, o 300 zł. Prezydent Wilk znalazł jeszcze jeden możliwy punkt oszczędności: zamiast jak za poprzednich władz, trzech zastępców - postanowił mieć dwóch, a w miejsce trzeciego – powołał stanowisko sekretarza urzędu, którego poprzednio nie było. Sekretarz otrzymał pobory w wysokości zastępcy prezydenta.

Do uszczęśliwiającego po wsze czasy Elbląg i elblążan, przekopu Mierzei Wiślanej - daleko, bo zresztą to sprawa marzeń, pieniędzy, a możliwości decyzyjne w tej sprawie, leżą nie na miejscu, lecz w Warszawie. Do sztandarowych zapowiedzi kandydata na prezydenta Jerzego Wilka, o obniżeniu cen biletów komunikacji miejskiej, a przede wszystkim czynszów mieszkaniowych – prezydent zapowiada wrócić po nowym, 2014 roku. Przewodniczący Rady Miasta, w tej sytuacji powiada: poczekamy, przyjrzymy się propozycjom zmian, zapytamy skąd będą pieniądze, czyli gdzie urwane, na zapowiedziane obniżki.

Jak dotąd, od czerwcowego zwycięstwa w przyspieszonych wyborach samorządowych, miasto nie ma żadnych innych rewelacyjnych decyzji, korzystnych i koniecznych dla ludzi, czy Elbląga. Jeżeli poligon elbląski ma być wzorcem dla rozstrzygnięć PiS w Warszawie to po ewentualnym odwołaniu w referendum prezydent Hanny Gronkiewicz-Wltz, trudno sobie wyobrazić jakiś cudowny sen Jarosława Kaczyńskiego, o niezwykłych wprost rozwiązaniach inwestycyjnych, komunikacyjnych czy socjalnych mieszkańców stolicy. A o horror typu politycznego nie trudno. Już widać na horyzoncie zjawy idące do walki z układem i korupcją.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.