Facebook Google+ Twitter

W politycznym matriksie

  • Marcin Q
  • Data dodania: 2006-10-26 20:06

Odnoszę nieodparte wrażenie, że polscy politycy całkiem stracili kontakt z rzeczywistością, zamknęli się w politycznym „Matriksie” bez kontaktu z normalnym światem.

Po siedemnastu latach demokracji przepaść pomiędzy narodem a jego przedstawicielami w parlamencie, rządzie i władzach innych szczebli, wydaje się być większa niż Wielki Kanion Kolorado i głębsza niż Rów Mariański.

Obywatele walczą z problemami dnia codziennego, niezreformowana służba zdrowia staje się coraz mniej wydolna; na zabiegi i operacje trzeba czekać nierzadko wiele miesięcy, a nawet lat. Przedsiębiorcy nadal muszą walczyć z fiskusem, wysokimi obciążeniami podatkowymi i para podatkowymi. Bezrobotni nie mogąc doczekać się rozwiązania przez polityków problemu bezrobocia, postanowili sami się nim zająć i wyjeżdżają za granicę, obniżając jego stopę.

Tymczasem dla polityków, te ważne dla obywateli problemy, są drugorzędne. W ich świecie bezrobocie, upadek służby zdrowia, czy bariery w rozwoju przedsiębiorstw i kraju to niepoważne drobnostki. W sztucznym świecie polityki, politycy zainfekowani niezidentyfikowanym bakcylem amnezji i głupoty, zapominają o sprawach, które w normalnym (przedwyborczym) świecie były dla nich priorytetowe. Skupiają całą swoją energię na sprawach, od których w ich mniemaniu zależy przyszłość Polski i dostatek obywateli. A więc na: dinozaurach i obaleniu teorii ewolucji, zdemaskowaniu agentów tajnych służb, rejestracji par żyjących bez ślubu, odzyskaniu MSZ-u, aborcji, mszy za deszcz … i to twórczym realizacji hasła: Balcerowicz musi odejść.

Spójrzmy jak sobie poczynają nasi kochani politycy z dala od rzeczywistości.

Donald Tusk już dawno zapomniał o „3x15”, wielkiej reformie w służbie zdrowia, likwidacji Senatu i zmniejszeniu liczby posłów. W matriksie ważniejsze od tych spraw są pojedynki z Kaczyńskimi.

Lewica zupełnie przepadła w otchłani politycznego matriksa. Czasem tylko wychyli swój łeb z matriksowej topieli i krzyknie coś oburzona. Jedno jest pewne – pobyt w matriksie wywołał u niej amnezję. Obiecuje lewica, że nie będzie już „żadnych popisów”. Należy mieć nadzieję, że obietnica zostanie spełniona, w końcu jej politycy już dość popisów dali nam w poprzedniej kadencji.

Andrzeja Leppera nie zaskakują przeczące zdrowemu rozsądkowi sztuczki bohaterów filmu „Matrix”, skoro w matriksie politycznym sam z kolegami z koalicji robi dużo bardziej zadziwiające triki - z wicepremiera przedzierzga się w warchoła i na powrót w wicepremiera. Równocześnie wyciąga z rękawa różowego króliczka w postaci wysokiego, niemal dożywotniego zasiłku dla bezrobotnych.

Bracia Kaczyńscy najprawdopodobniej znajdują się w części martiksa sąsiadującej z baśniową Narnią. Co prawda z filmowego hitu „Opowieści z Narni – lew, czarownica i stara szafa”, na razie objawiła się braciom tylko stara szafa (Lesiaka), ale być może baśniowym lwem jest Lew Rywin.
A i czarownica się znajdzie…. Tak, czy owak, najwyższe władze w osobach obu braci, zamknęły się w szafie, co spowodowało, że nie widzą ważniejszych niż agenci UB, SB, WSI oraz innych tajnych i jeszcze niezidentyfikowanych służb.

Maciej Giertych natomiast za swoją część matriksa obrał tę sąsiadującą z Parkiem Jurajskim, dlatego ogłosił, że teoria Darwina to brednie, a dinozaury i neandertalczycy są wśród nas (ciekawe, których spośród polityków zalicza do tych gatunków).

Matriks powoduje, że politycy widzą co innego niż naród. System operacyjny matriksa wyczarowuje przed nimi świat ulepszony i doskonalszy. To ta matriksowa iluzja była pewnie powodem wsparcia przez posła Edgara z rodu Gosiewskich budowy peronu dla pociągów InterCity we Włoszczowie. Dla nas, szarych obywateli, Włoszczowa to mała spokojna mieścinka, ale widzącemu przetworzone przez matriks obrazy Przemysławowi Edgarowi obojga imion Gosiewskiemu miasto jawi się, jako metropolia, w której tylko wskutek zmowy lumpenliberałów, łże-elit i wykształciuchów dotychczas nie zatrzymywały się dotąd pociągi InterCity.

I tak żyją sobie w wielkim matriksowym kokonie nasi „wybrańcy”, samozwańczy zbawcy narodu, spóźnieni rewolucjoniści i niedouczeni reformatorzy. Oni tam, my tu. Szkoda tylko, że nasz świat jest uzależniony od ich świata i że jak tam ktoś puści gazy, u nas śmierdzi.

Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu ktoś lub coś naszych polityków obudzi. Tylko co lub kto? Może ktoś wie, gdzie jest Nemo… pardon… Neo? 

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.