Spadek liczby ludności uznaje się za poważne zagrożenie. Istotnie, nie jest to sytuacja łatwa, ale problem ten nie występuje w próżni, wiąże się z innymi kwestiami i być może można spojrzeć na niego w inny sposób.
Tymczasem odpowiedź ciągle brzmi: utrzymywać liczbę ludności lub ją podnosić. Tylko tyle. Całe zagadnienie sprowadza się do rosnącego braku zrównoważenia liczby ludzi w wieku produkcyjnym względem tych w wieku poprodukcyjnym. Przynajmniej z tego powodu oficjalnie uruchamia się ten alarm. Innymi słowy, chodzi o system emerytalny i o to, kto będzie sprawował opiekę nad starszymi ludźmi.
Ludwik Stomma stwierdził, że zmiany historyczne mogą, jak to bywało już wielokrotnie, zniwelować całkowicie problem w takiej perspektywie czasowej, na który dziś się nastawiamy z taką pewnością.
Warto sobie powiedzieć, jaki problem, poza emerytalnym, może wywoływać spadek liczby ludności? Można też pomyśleć, jakie inne problemy wynikną z podtrzymywania status quo.
System emerytalny w takiej postaci, w jakiej istnieje, jest bardzo problematyczny. Jeszcze nie zaczęliśmy się kurczyć, tymczasem system ten już ma poważne problemy. Być może wymagałby on znacznego przyrostu naturalnego, przekraczającego półtorej lub dwie osoby urodzone na jedną zmarłą. I tak aż do momentu, kiedy zabraknie miejsca na ziemi. Ale raczej prędzej koszty utrzymania dużej liczby ludności staną się nadmierne i ekonomika zacznie się walić z jeszcze innej strony. Jaki jest sens dopasowywania społeczeństwa do słabego systemu?
Można mówić o spadku wpływów dla państwa z powodu spadku liczby pracujących obywateli, ale taki spadek to też zawsze mniej wyraźne, ale zyski: mniejsze nakłady na infrastrukturę, mniejsze zanieczyszczenie środowiska. Istotnie wskaźniki gospodarcze mogą zacząć spadać w obliczu spadku liczby ludności, ale szacunki te wydają się dosyć ograniczone i zawsze opierają się na jakimś modelu ekonomicznym, a te szczególnie ostatnio okazały się mocno zawodne w ocenie rzeczywistości.