Facebook Google+ Twitter

W Polsce w ochronie zdrowia bez zmian

Parafraza tytułu znanej powieści Ericha Marii Remarkque`a błysnęła mi w głowie po przeczytanej dzisiaj informacji, że Szpitalny Oddział Centrum Medycyny Ratunkowej i Katastrof nie będzie przyjmował osób, którym trzeba usunąć kleszcza.

By André Karwath aka Aka (Own work) [CC-BY-SA-2.5 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5)], via Wikimedia Commons / Fot. By André Karwath aka AkaW dzisiejszym numerze "Metra" (darmowa prasa lokalna) przeczytałem krótką notatkę pod intrygującym tytułem "Lekarz zapłaci za kleszcza", że pracownicy SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy) w Krakowie wywiesili przy wejściu kartkę, że nie będą przyjmować osób, którym należy usunąć kleszcza. Dalej w tej notatce prasowej jej autor napisał, że i tak, jak do tej pory pracownicy SOR będą przyjmować wszystkich, bo nigdy nie wiadomo, czy błaha sprawa nie stanowi zagrożenia zdrowia czy życia. Przytaczając dalsze słowa swojego rozmówcy Andrzeja Kuliga, dyrektora Szpitala Uniwersyteckiego, autor tekstu wyjaśnia, że szpital będzie przesyłał rachunki POZ-om (podstawowa opieka zdrowotna) za "bezpodstawne" skierowania.

I tu pies jest pogrzebany. Co zrobić z tą przytoczoną zasadą, że "nigdy nie wiadomo"? A właśnie zgodnie z tą zasadą funkcjonuje nasz system ochrony zdrowia. Przynajmniej w zakresie odpowiedzialności... Gorzej jest, gdy chodzi o możliwości diagnostyczne na danym etapie leczenia pacjenta. W tej kwestii na razie tylko mówi się o poszerzeniu diagnostycznych możliwości POZ, ale jak dotąd nic się nie dzieje. Tak naprawdę, byłby to powrót do dawnych zasad działania systemu! Jeżeli już mamy przykład z kleszczem, to wyjaśniam, że w tej chwili, lekarz POZ nie może nawet zrobić prostych badań w kierunku boreliozy, która może wystąpić po ukąszeniu kleszcza. By Hannah GarrisonJongarrison at en.wikipedia [CC-BY-SA-2.5 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5)], from Wikimedia Commons / Fot. By Hannah GarrisonJongarrison

Wydawałoby się, że rację mają pracownicy SOR i nawet w pierwszej chwili, po pozyskaniu takiej informacji rodzi się chyba w każdym z nas odruch oburzenia. No właśnie, tylko jakiego oburzenia? Część z nas powie, że medycyna ratunkowa i katastrof nie jest od wyciągania kleszczy. I słusznie. Niestety, ale ta komórka organizacyjna jest tak usytuowana w naszym systemie ochrony zdrowia, że spełnia rolę "zapchajdziury". Jest dosłownie od wszystkiego. Władze też to wiedzą, że SOR-y wspomagają niewydolny (z wielu powodów) system udzielania szybkiej pomocy.

Najgłówniejszym powodem tej niewydolności jest chyba ten, że pacjent nie może uzyskać pomocy specjalistycznej w przyzwoitym terminie. Długotrwałe kolejki, o których nie muszę pisać szerzej, denerwują wszystkich. Dzisiaj wyedukowany pacjent żąda usługi fachowej i nie chce sam "wydłubywać sobie kleszcza", więc naciska na "niefachowca", aby ten dal mu skierowanie do chirurga. I tu zaczynają się schody, gdyż kolejki jeszcze bardziej się wydłużają.

Obecny system finansowania usług medycznych jest bardzo zawiły, a miał być prosty - pieniądz miał iść za pacjentem. A skoro jest zawiły, to generuje dziesiątki sytuacji, w których rodzi się patologia. Do dzisiaj nie możemy uporać się z ustaleniem koszyka świadczeń gwarantowanych czy z regulacją płatności na pograniczu sektora prywatnego z publicznym. Skołowani pacjenci nigdy nie wiedzą, czy dana usługa należy im się w całości bezpłatnie, czy muszą dołożyć jakieś swoje środki do prawidłowego leczenia. Teoretycznie przecież przysługuje nam leczenie całkowicie bezpłatne, ale wszyscy wiedzą, że to zwyczajne kłamstwo... I tak... reformujemy tę ochronę zdrowia już od 25 lat. Skutki tych wysiłków każdy doświadcza na własnej skórze.

Placówki ochrony zdrowia próbują "wyszarpywać" sobie wzajemnie fundusze, w rozmaity sposób. Chociażby na przykład poprzez odsyłanie pacjentów w celu wykonania badań do innej placówki lub przekierowanie pacjenta do innego podmiotu świadczącego usługi medyczne.

Podstawowa opieka zdrowotna w tym systemie funkcjonuje tak, jak gdyby została ustawiona w opozycji do poradni specjalistycznych czy szpitali. Zdarzają się nierzadko sytuacje, że po skierowanie do innej poradni specjalistycznej, specjaliści odsyłają pacjentów do POZ-ów, co jeszcze bardziej wydłuża wędrówki pacjentów w poszukiwaniu właściwej pomocy.

Patologiczną praktyką w systemie dostępu do pomocy specjalistycznej jest również przebywanie na zwolnieniach lekarskich tych pacjentów, którzy nie mogą dostać się do specjalistów w przyzwoitym terminie, a nie są zdolni do pracy. A w dodatku powody tych kolejek mogą być niekiedy prozaiczne, choćby na przykład z powodu choroby lub urlopu specjalisty, który nie może przyjąć pacjenta po półrocznym jego oczekiwaniu na wizytę do tegoż specjalisty...

Kiedy będzie lepiej? Pytanie zostawiam do przemyślenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Muszę z przykrością sprostować tę informację o jednym druku... Nie doceniłem radosnej twórczości urzędników. Zmieniła się tylko szata graficzna tych formularzy...


A zatem, "Na Zachodzie bez zmian" - pozostaje aktualne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jednak trzeba przyznać, że coś się dzieje w tej ochronie zdrowia...

Po wielu latach obowiązywania dwóch odrębnych druków na zaopatrzenie w wyroby medyczne będzie od 1 lipca obowiązywał jeden! Słownie: "jeden". Trzeba było kilka lat, aby znalazł się ktoś w ministerstwie, kto wrzasnął: eureka! Można na jednym.

W ten sposób pracę mają w ministerstwie do emerytury. Zajęcia im nie zabraknie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Karetka przywozi pacjenta z rozległym zawałem lub po wypadku a lekarz SOR -u mówi ...przepraszam nie mam czasu bo wyciągam kleszcza ?
Czy lekarz POZ -tu nie potrafi wyjąć kleszcza i odsyła pacjenta do chirurga ?
Wyciąganie kleszcza na SOR -e porównam do położenia na IOM chorego z raną ciętą palca .

Komentarz został ukrytyrozwiń

I pomyśleć, że ta "ochrona zdrowia" jest nie tylko "darmowa", ale i obowiązkowa.
No raj na ziemi ! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Panie Marku, bardzo niewielu zgłębia ten problem jak Pan.
Właśnie dlatego, że każdy wierzy w to, w co chce wierzyć, więc krzewią się "obiecanki cacanki, a głupiemu radość". Na nic ostrzeżenia!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakoś cicho również się zrobiło o "szybkiej ścieżce onkologicznej"... Jak to łatwo coś obiecać, zwłaszcza gdy w rzeczywistości nikt za to nie rozlicza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przypomina to praktyki prokuratury, która odmawia przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie, uzależniając rozpoznanie jakiejś zaognionej sytuacji od złożenia stosownego wniosku w formie pisemnej. Bywa że jest za późno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.