Facebook Google+ Twitter

W poszukiwaniu sensu

Powoli rzekomo nadchodzi wiosna. Na ulicach pojawiają się potulni mężczyźni, wyprowadzający z dumą na ulice swoje misie w białych kozaczkach, a na wystawach ukazują się pisanki. No i te łagodne upomnienia magazynów: „Schudnij na wiosnę".

Niby-wiosna. Budzę się i… cisza. Nie mogę zrozumieć, o co chodzi. Ano tak, przecież pada śnieg. Pewnie tylko z tej okazji nie budzi mnie o 7 rano remont pod oknem („Czy panowie muszą tak… od rana?”). Mróz mnie oszczędzi. Ale z dumą dodam, że po każdej przeprowadzce zostawiam za sobą nowiuteńki chodnik. Niech Mokotów będzie spokojny, nowe chodniki w drodze! Poranna wędrówka na autobus przebiega w okolicach parkingu. Idę, idę (raczej brnę) i mimo totalnego zakapturzenia słyszę:

- Zapodaj mi strzałę - mówi łysy bez czapki. W moich oczach urasta do rangi herosa, dziś jest jakiś milion stopni na minusie. - Amora - dodaje po krótkim namyśle i rechocze pod nosem, zadowolony z żarciku. Dowcip stulecia. A może mi zamarzło nawet poczucie humoru? Bo jak tu cokolwiek jeszcze czuć.

Choć z drugiej strony najgorsze już mamy za sobą. Teraz tylko czasem mieszkamy na pojezierzu. Wychodząc z klatki nerwowo rozglądam się w poszukiwaniu arki, która zechce podrzucić mnie na uczelnię. Przechodząc nieopodal jakiegokolwiek dachu, biorę udział w nowej dyscyplinie sportowej - bieg pod wodospadem. Nawet mamy przeszkody - chodniki otoczone taśmą, na której wywieszono informację - „uwaga, nawisy śnieżne”. W tej sytuacji włączam się do ruchu drogowego, całe szczęście, że mam prawo jazdy. Szkoda, że w Vancouver o nas nie słyszeli.

Zanim dojdę na przystanek, mijam imponujących rozmiarów kiosk, pod nim siedzi trzech pijaczków, rodem z „Rancza”. - Może się pani z nami napije? - mówi jeden z nich, uprzejmie wyciągając w moją stronę butelkę z bliżej niezidentyfikowanym trunkiem. Jego paznokcie wołają o pomstę do nieba. Uśmiecha się do mnie zachęcająco, a mi przed oczami stają wszelkie dziecięce koszmary z Gargamelem w roli głównej. Polska gościnność! Mówicie sobie, co chcecie, na brak kultury narzekać nie możemy.

W tej chwili drugi pijaczek podchodzi do parkującego kierowcy i obwieszcza w całej swej łaskawości: panie! za 2 złocisze popilnujemy - kierowca nie musiał być wyposażony w rentgen, żeby domyślać się, co się czai w kieszeniach dobroczyńcy. Ale żadna praca nie hańbi. To ja już jednak wolę mój nadjeżdżający autobus.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Liryczny obrazek rodzajowy, czyli droga do pracy człowieka zmęczonego zimą, nie bardzo dobudzonego i omijającego w codziennym pędzie wielkomiejskie przeszkody...:) 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ból to bardzo silny czynnik decyzyjny. Ludzie kupują dużo szybciej i są skłonni zapłacić dużo więcej ,gdy odczuwają dyskomfort z powodu braku czegoś, czego pragną, lub posiadania czegoś czego nie chcą mieć. Już ty dobrze wiesz co cie boli i czego tobie tak naprawdę brakuje a czego chciałabyś się pozbyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.