Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Opinie > W przypadku ofiar opinia publiczna rezygnuje z krytyki

Dział: Opinie

Ocena: 16pkt

Oceń:

W przypadku ofiar opinia publiczna rezygnuje z krytyki


Ofiary nigdy nie muszą się usprawiedliwiać, zawsze mają rację i działają bezinteresownie. Chyba, że są to kobiety, które padły ofiarą przemocy seksualnej ze strony mężczyzn.

Wydarzenia ostatniego tygodnia skłaniają do zastanowienia się nad rolą, jaką pełni w naszym społeczeństwie ofiara. A poszkodowanych było ostatnio dużo: górnicy z Halemby i policjanci z Siedlec, którzy wykorzystywani jako kierowcy przez swoich zwierzchników, wjechali do rowu i zginęli. Pojawiło się też kilka kobiet twierdzących, że padły ofiarami szantażu posłów Samoobrony, którzy żądali od nich usług seksualnych za miejsca pracy.

W absolutnej większości przypadków opinia publiczna w Europie stoi po stronie ofiar do tego stopnia, że nie podaje w wątpliwość słuszność ich postępowania nawet wtedy, kiedy okoliczności nasunęłyby się same, gdyby dana osoba nie miała statusu ofiary. Gdyby górnicy z Halemby zauważyli naruszenie przepisów bezpieczeństwa i odmówiły wjazdu pod ziemię, ich koledzy, zwierzchnicy a może nawet rodziny rozważaliby, czy słusznie postąpili. Gdyby policjanci z Siedlec wrócili żywi i zdrowi z wyjazdu (albo gdyby odmówili szefowi zawiezienia urzędnika MSWiA), musieliby się usprawiedliwić. Tylko status ofiary zwalnia z takiej konieczności. Ponieważ policjanci zginęli, nikt nie odważy się zapytać, czy nie powinni byli odmówić swemu zwierzchnikowi, albo nawet donieść na niego za złamanie przepisów.

Ofiara zawsze ma rację

Ale w przypadku ofiar, opinia publiczna rezygnuje z krytyki. Ofiara zawsze ma rację. Ofiar się nie krytykuje, obojętnie, czy chodzi o ofiary Powstania Warszawskiego, ofiary wypadku lotniczego czy dziecko, które dostało się pod samochód. A tam, gdzie jest ofiara, musi być sprawca i jego trzeba znaleźć i ukarać. Jest to konsekwencja zarówno kultu racjonalności w naszym społeczeństwie, który zakłada, że nie ma przypadku i każde wydarzenie musi mieć swoją przyczynę, jest to też następstwo indywidualizacji, które każe nam znaleźć pojedynczego winowajcę, nawet jeśli dana decyzja była decyzją zbiorową. Dawniej, kiedy nasze społeczeństwo było jeszcze bardziej religijne i mniej racjonalistyczne, winę rzucano na Bogów, na los, na przeznaczenie. Ale dziś jest coraz mniej niekwestionowanych autorytetów, przed którymi trzeba się najpierw ukłonić, zanim można ich krytykować. Ich rolę przejmują teraz ofiary. Im należą się ukłony, zapewnienia, współczucia i solidarności, wobec nich zakłada się, że działają wyłącznie ze szlachetnych pobudek i nie mają własnych interesów. Ofiar nie wolno krytykować, im się należy szacunek podobny do tego, który kiedyś okazywano bohaterom i władcom. W dyskursie publicznym ofiara jest zawsze niewinna, właśnie dlatego, że jest ofiarą. Z powodu tego swoistego kultu ofiar, który w Europie stał się absolutnie ponadnarodowy, samookreślenie się jako ofiara jest bardzo korzystne. Dawniej ludzie wychodzący z jakiegoś kataklizmu byli dumni, że udało im się z tego wyjść, dziś tacy ludzie podkreślają swoją bezradność, biedę i brak siły, bo to zapewnia lepszy dostęp do odszkodowań, rekompensat, do uznania publicznego i rozgłosu niż „kreowanie się na bohatera.” Stąd mamy dziś częściej do czynienia z wyścigiem ofiar niż z wyścigiem o to, kto jest większym bohaterem. Lepiej jeszcze niż być sprawcą czegoś dobrego jest być ofiarą czegoś złego.

To kobieta musi się usprawiedliwiać, a nie jej oprawca

Od tej reguły jest jeden wyjątek: jeśli kobieta pada ofiarą przemocy seksualnej, wówczas to ona musi się usprawiedliwić a nie jej oprawca. Sprawcy, znając ten mechanizm, natychmiast atakują ofiary. Jeśli ktoś napada na bank i utrzymuje potem przed sądem, że to bogactwo banku sprowokowało go do napadu, to działa to raczej na jego korzyść. Jeśli sprawca gwałtu twierdzi przed sądem, że ofiara „sprowokowała go” swoim wyglądem, zachowaniem lub ubiorem, to ma dobre szanse na obniżenie kary. Wtedy bowiem i sąd i społeczeństwo robią coś, czego unikają jak ognia w przypadku innych ofiar: podają w wątpliwość słuszność postępowania ofiary. Kult ofiary, jak przemożny by nie był dziś, nie obejmuje kobiet, które padły ofiarą przemocy seksualnej. W tym tygodniu można było to obserwować w całej jaskrawości: posłowie Samoobrony natychmiast przeszli do ataku na Anetę K., przypisując jej lekkie obyczaje, chęć odgrywania się za przegrane wybory – jakby szantaż seksualny („praca za seks”) byłby mniej odrażający wobec kobiety rozwiązłej niż wobec kobiety powściągliwej. Gdyby poseł Łyżwiński został obwiniany o to, że potrącił Anetę K. samochodem na pasach dla pieszych, nigdy by się nie odważył atakować swoją ofiarę a media nie zajmowałyby się pytaniem, czy potrącona kobieta sama ponosi część winy za wypadek (choć takie pytanie może być całkiem uzasadnione). W przypadku ofiary przemocy seksualnej wszystko nagle stoi na głowie, kult ofiar przestaje funkcjonować, sprawca staje się oskarżycielem a ofiara musi się usprawiedliwić. Dopóki tak jest, dopóty trudno uznać, że kobiety cieszą się takimi samymi prawami obywatelskimi co mężczyźni.



Zobacz także:

Klaus Bachmann OFFline profil autora

Autor: Klaus Bachmann

Napisz do autora

Artykuły (42) Galerie (0) Średnia ocen (4.49)

Wiek: 3 | Miejscowość: Wroclaw | Kraj: Polska

O mnie: Niemiecki politolog i historyk, dawny korespondent mediów niemieckich, austriackich i szwajcarskich w Warszawie, Wilnie, Mińsku, Kijowie i w Brukseli. Obecnie jest profesorem politologii na Uniwersytecie Wrocławskim i na Szkole Wyższej Psychologii... więcej

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 13

Sortuj komentarze:

Kuba Wandachowicz 08.12.2006 11:41

Ocena: Ocena pozytywna 8 Ocena negatywna 9

sorry zjadłem końcówkę zdania :)
"Inna sprawa, że przeświadczenie o tym, że kobieta nic w tym kraju nie osiągnie, jeśli nie pójdzie z kimś do łożka, jest bardzo popularne"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kuba Wandachowicz 08.12.2006 11:39

Ocena: Ocena pozytywna 10 Ocena negatywna 8

Kobieta jest w stanie zrobić wiele. Szczególnie jeśli ma dwójkę dzieci do wykarmienia i żadnych perspektyw na pracę. Ocena nie jest w tym wypadku tak łatwa i prosta. O wiele łatwiej przychodzi oceniać tego typu sytuacje jako hipotetyczne, papierowe - wtedy przeświadczenie, że "mogła odrzucić" wydaje się niemalże oczywiste, zdroworozsądkowe. Cały pic w tym, że gdy człowiek jest w trudnym położeniu, to bardzo trudno jest mu traktować swoje życie na chłodno, ze zdroworozsądkowym dystansem. Inna sprawa, że przeświadczenie o tym, że kobieta nic w tym kraju nie osiągnie, jeśli nie pójdzie z kimś do łożka. Takie "życiowe mądrości" funkcjonują i należałoby się zastanowić jaka jest ich geneza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 08.12.2006 07:53

Ocena: Ocena pozytywna 9 Ocena negatywna 6

Zgadzając się z tym co piszesz, chciałbym zwrócić uwagę na dosyć jednoznaczną rolę pani Anety w sprawie jaka bulkwersuje od kilku dni Polskę. Aneta K. jest jednocześnie ofiarą i sprawczynią swojej tragedii. Dokonała ona wyraźnego wyboru: za korzyści materialne seks. Molestowanie seksualne jest przejawem zbydlęcenia - to oczywiste. Rzecz w tym, że propozycję seksu za pracę (czytaj pieniądze) można odrzucić! Aneta K. jej nie odrzuciła, a wprost przeciwnie - przyjęła, godząc się na seks - jak sama opowiada - z wieloma partnerami. Mianem niewinnej stokrotki nie określiłbym jej w żadnym wypadku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.