Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1523 miejsce

W Rosji blisko Czelabińska spadł meteoryt, może uderzyć drugi

W piątek rano mieszkańcy Czelabińska w Rosji zobaczyli na niebie białą łunę i ognistą kolę kulę, a potem usłyszeli silną eksplozję. To płonący w atmosferze meteor rozleciał się na kawałki.

 / Fot. EPA/VYACHESLAV NIKULINPoczątkowo ludzie byli pewni, że eksplodował płonący samolot. Wkrótce okazało się, że to meteor eksplodował na wysokości około 10 km nad Czelabińskiem. Naukowcy i władze ostrzegają, że to nie koniec "deszczu". Dziś przed północą czasu moskiewskiego zjawisko to może się powtórzyć. Niewykluczone jest też w kolejnych dniach.

Najpierw media podały, że z niewiadomych powodów, rosyjskie służby monitorujące kosmiczną aktywność, nie uprzedziły mieszkańców Syberii o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Teraz wiadomo, że 4 mln ludzi zamieszkałych na Uralu, uprzedzono SMS-em o nadlatującym w ten rejon meteorycie.

W momencie wybuchu meteorytu, fala uderzeniowa była tak silna, że w Czelabińsku z okien bloków ponad 3 tysięcy domów, wyleciały szyby. Uszkodzonych jest 4,5 tysiąca domów mieszkalnych, szkół, szpitali i innych budynków. Wstępne koszty strat po deszczu meteorytów oszacowano na 33 mln dolarów. Kawałki rozlatującego się szkła raniły około 1200 osób, w tym 258 dzieci. Krótko po przejściu fali uderzeniowej w mieście, w którym zima obecnie sroga, zrobiło się tak gorąco jak latem. W nocy z piątku na sobotę mróz przekroczył temperaturę minus 20 stopni C.

Były doniesienia, że meteoryt został rozbity przez rosyjską rakietę, aby zapobiec wielkiemu nieszczęściu, jakiego się spodziewano. Ekspert wojskowy twierdzi, że to absolutnie niemożliwe.

Amerykańska agencja NASA, w oparciu o dane nadesłane z Rosji, wyliczyła, że piątkowy meteoryt, który eksplodował nad Czelabińskiem na Uralu, mógł ważyć 10 tys. ton, a jego siła wybuchu była 30 razy większa od siły bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę. Podobnych obiektów jak meteoryt z Czelabińska krąży w Układzie Słonecznym pół miliona, a 50 tysięcy z nich może nas zaatakować.

Zarówno wojsko, jak i władze cywilne zapewniały, że fragmenty rozpadającej się kosmicznej skały, nie uszkodziły żadnego z samolotów, które były w tym czasie w powietrzu - podaje RMF24.pl. Rosyjskie służby poinformowały, że poziom promieniowania kosmicznego nie przekroczył normy. Mimo uspakajającego tonu informacji, wcześniej proszono rodziców, aby na wszelki wypadek zabrali dzieci z przedszkoli i szkół.

Zaczął płonąć a potem rozpadł się

Zobacz film z Czelabińska


Jak podało rosyjskie ministerstwo do spraw nadzwyczajnych, na Uralu spadł jeden meteoryt, który - po wejściu w ziemską atmosferę - zaczął płonąć a potem rozpadł się na kawałki. Ze wstępnych informacji wiadomo, że kosmiczny kamień uderzył w ziemię, w okolicach miasta Satka, w obwodzie czelabińskim, około 80 km od Czelabińska. Według rosyjskich mediów, gdyby meteor nie spłonął w atmosferze, mogłoby dojść do wielkiej tragedii.

Rosyjski portal "Russia Today" podaje, że wybuch meteoru nad Czelabińskiem spowodowało "uderzenie ze strony rosyjskiej obrony przeciwlotniczej".

Wybuch meteorytu wywołał poważne poruszenie władz Rosji. Wicepremier Dmitrij Rogozin oświadczył, że ani Rosja, ani Ameryka nie są w stanie "odeprzeć ataku z kosmosu". Jego zdaniem, konieczne jest zbudowanie "wspólnego systemu ochrony naszej planety". Rosyjskie ministerstwo do spraw nadzwyczajnych sytuacji, zwróciło się z apelem do Rosjan, aby - w przypadku znalezienia kawałka meteorytu - nie podchodzili do niego i wezwali policję.

W opinii jednego z astronomów, meteoryt, który uderzył dzisiaj w okolicach Czelabińska i kilku innych miast na Syberii - to część asteroidy zbliżającej się do Ziemi. Rosyjski ekspert twierdzi, że asteroidzie towarzyszą lecące mniejsze fragmenty kosmicznej materii, które w postaci deszczu meteorytów mogą jeszcze w każdej chwili spaść na ziemię. Asteroida, odkryta rok temu, pędzi w naszym kierunku i około godz. 20.25 będzie rekordowo blisko naszej planety. O tej porze też będzie dobrze widziana na polskim niebie. Według rosyjskiego astronoma Siergiej Smirnowa, prawdopodobieństwo, że asteroida uderzy w Ziemię, "jest niewielkie".

Meteoryt miał energię "małej bomby atomowej"

W opinii polskich astronomów, nad Uralem mógł wybuchnąć i rozpaść się kilkumetrowy obiekt kosmiczny, np. planetoida, którego różnej wielkości fragmenty dotarły do Ziemi, jednak zjawisko to nie miało związku z lecącą w kierunku Ziemi planetoidą 2012 DA14, która w piątek około godz. 20.25 przemknie rekordowo blisko naszej planety. W momencie krytycznym najbliżej będzie w rejonie Oceanu Indyjskiego.

Dr Marcin Kiraga, z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr hab. Jan Składkowski, z Zakładu Astrofizyki i Kosmologii w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, wyrażają przypuszczenie, że przyczyną dzisiejszego rosyjskiego zdarzenia mogła być "kilkumetrowej średnicy kosmiczna skała", która w silnym tarciu w atmosferze rozpadła się na kawałki.

W ocenie dr. Marcina Kiragi, ciało niebieskie, które rozpadło się nad Rosją, w momencie wejścia w atmosferę mogło mieć energię "porównywalną z energią małej bomby atomowej", ale bardzo szybko wytraciło tę energię - podaje Wyborcza.pl.

"Na wysokości 10 km, tarcie mogło stać się tak duże, że struktura obiektu mogła nie wytrzymać i rozpadł się na mniejsze segmenty" - mówi astronom Kiraga i zaznacza, że mógł temu towarzyszyć huk, który słyszeli nawet z daleka, świadkowie.

Zdaniem ekspertów, meteoryt eksplodujący nad Czelabińskiem, był widziany z odległości 50 km od miasta. Jego odległość od nadlatującej dziś planetoidy 2012 DA14, była taka, jak Ziemi od Księżyca. Obaj polscy naukowcy uważają, że ciało niebieskie, które rozpadło się nad Uralem, "nie ma związku z planetoidą 2012 DA14".

Według dr. Marcina Kiragi, odległość między planetoidą 2012 DA14, a obiektem, który eksplodował w Rosji, musiała wynosić więcej niż odległość między Ziemią a Księżycem, w dodatku oba obiekty miały różne orbity. Dr hab. Jan Składkowski zwraca też uwagę, że między dotarciem obiektów w pobliże Ziemi, dzieli jeden dzień różnicy. To na tyle dużo, że nie można upatrywać związku między obiektami. Jan Składkowski z Uniwersytetu Śląskiego zapewnia, że planetoida 2012 DA14, nie uderzy w Ziemię.

Wybuch meteorytu w Rosji, nie jest czymś wyjątkowym. Jak mówi Marcin Kiraga, do podobnych zdarzeń dochodzi na Ziemi co kilka lat, jednak zwykle nie nad terenami zamieszkałymi przez ludzi. Jak przyznaje astronom, kilka lat temu podobny obiekt niebieski spadł w Sudanie. Wtedy wydarzenie przeszło bez szerszego echa, bo miało miejsce nad Saharą. Nie było ani dużych szkód, ani wielu świadków zdarzenia.

Jak podkreśla dr hab. Jan Składkowski, rocznie w atmosferę ziemską wchodzą (wlatują) miliony ton "kosmicznego gruzu". Znaczna większość tych obiektów spala się w atmosferze i nie dociera do powierzchni Ziemi. Fragmenty meteorytów, które uderzą w Ziemię, mogą mieć wielkość kilku centymetrów, a miejsca i ślady ich uderzenia zwykle szybko giną, bo się zacierają. Po takich obiektach nie pozostają tak wyraźne ślady (kratery) jak widać je np. w Arizonie i na Księżycu.

Najpierw była bardzo jasna eksplozja

Astronom z Petersburga, Siergiej Smirnow, w rozmowie z rosyjską telewizją Rossija24 stwierdził, że meteoryt, który eksplodował dzisiaj w ziemskiej atmosferze na Uralu, miał masę kilkudziesięciu ton. Według świadków - najpierw była bardzo jasna eksplozja, a w 2-3 minuty później - jak opowiadali - dotarła do nich silna fala uderzeniowa.

Deszcze meteorów nie są nowością w historii Ziemi. Zjawisko to lokalnie występuje niezmiennie od wieków kilka razy w roku. Zawsze deszcz meteorytów ma kształt elipsy, którą naukowcy nazywają elipsą rozsiania. Pierwsza w dziejach informacja opisująca to kosmiczne zjawisko, przebiegające na ogół widowiskowo, jest datowana na 16 marca 687 roku p.n.e, w czasach panowania chińskiej dynastii Zhou.

Powtarzalność występowania roju meteorytów zazwyczaj najbardziej widoczna jest w miesiącach: około 3 stycznia, około 5 maja; zazwyczaj około 60 meteorów/h, perseidy około 13 sierpnia. Największe natężenie drakonidów ma miejsce około 8 października; spada ich zwykle około 600/h, leonidy mają swoje maksimum około 17 listopada, a geminidy około 13 grudnia.

Zjawisko deszczu meteorytów

Zjawisko deszczu meteorytów – zdaniem astronomów - następuje w momentach, gdy Ziemia przechodzi przez punkt orbity roju meteorów, w którym występuje najwyższa gęstość tego roju. W 2012 roku, jak zwykle w sierpniu, w momencie kiedy Ziemia przechodziła przez okruchy skał kosmicznych, gubione przez słynną kometę Halley'a, mogliśmy oglądać na niebie, tzw. spadające gwiazdy.

Dzisiejszy dzień może być w historii Ziemi wyjątkowo ciekawy, jeśli nie wyjątkowo groźny. Najpierw wczesnym rakiem wielki meteoryt eksplodował na Uralu i rozsypał nad kilkoma miastami deszcz meteorytów, a wieczorem nad naszymi głowami przeleci gigantyczna i groźna asteroida. Podobno nie uderzy w Ziemię, ale czy na pewno? Zdaniem astronomów, gdyby uderzyła, wtedy o promieniu 75 kilometrów zostałoby zabite wszystko, co żywe! W ocenie astrofizyków, jeśli już coś spadnie na Ziemię - to będzie to jakiś drobny odprysk skalny. Ale warto rozumieć, czym grozi asteroida.

Warto dziś wieczorem spojrzeć w niebo. Przez zwykłą lornetkę będzie można zobaczyć to palące się kosmiczne monstrum, które o godzinie 20.25 naszego czasu zbliży się niebezpiecznie do Ziemi (na odległość 34 tys. kilometrów), pędząc z prędkością 36 tysięcy kilometrów na godzinę.

Zarejestruj się i napisz artykuł

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

@ Kamil , czy ty nie dostałeś w łepek tym meteorytem ? Tak rykoszetem . A kto się mści ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

A czym miała by obronić szyby przed wybuchem silniejszym niż bomba atomowa?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co na to rosyjska obrona przeciwlotnicza? Nie potrafili obronić szyb przed meteorytem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.