Facebook Google+ Twitter

W saksofonowym rytmie...

Kolejny koncert w ramach Dni Muzyki nad Odrą upłynął pod znakiem muzyki saksofonowej za sprawą kwartetu Meiers Clan. Zaprezentował on utwory J. S. Bacha, muzyki irlandzkiej, żydowskiej i amerykańskiej, ale w zupełnie nowych aranżacjach.

Wchodzę do sali kameralnej Filharmonii Zielonogórskiej, zajmuję ulubione miejsce w ostatnim rzędzie, zapadam w objęcia purpurowego, obitego pluszem fotelu. Przez krótką chwilę w skupieniu obserwuję pustą scenę. Nagle rozmowy cichną, zza moich pleców dobywa się cichy, spokojny i ciepły dźwięk barytonu. W drugim końcu sali słychać alt. W dwóch pozostałych krańcach w przyciemnionym świetle metalicznie połyskują saksofony. Zaskoczona publiczność milknie z zaciekawieniem śledząc wzrokiem muzyków.

W taki sposób kwartet Meier’s Clan wprowadził nas w świat niemieckiej muzyki religijnej: chorału protestanckiego oraz fugi z monetu "Singet dem Herm ein neues Lied" J. S. Bacha. Pełne harmonii, radosne i klasyczne wykonanie utworów pozwoliło słuchaczom na rozbudzenie zmysłów niewątpliwie potrzebnych do odbioru kolejnych niemniej porywających utworów. Pierwsze wrażenie jest bardzo istotne w każdej sytuacji wymagającej zaprezentowania siebie, w tym też prezentowania muzyki. I ten egzamin artyści zdali na medal. Zaskoczenie publiczności i rozpoczęcie koncertu od lekkiego utworu, to w oczach słuchaczy duży plus dla zespołu.
materiał prasowy ze strony www.musikfesttage.de / Fot. Meiers Clan
Zgodnie z tytułem koncertu - od Bacha do jazzu mogliśmy wysłuchać kilku utworów ze skomponowanego w 1957 roku musicalu "West Side Story" autorstwa Leonarda Bernsteina. Tak więc z klasyki amerykańskiej estrady w saksofonowym wykonaniu usłyszeliśmy "Somewhere", "I feel pretty", "Cha-cha" oraz "Amerika". Opowiadające o życiu w XX-wiecznej Ameryce utwory to doskonałe połączenie muzyki klasycznej i jazzu, co jest bardzo trafnym łącznikiem między barokiem, a muzyka popularną. Dokonanie owego przejścia pozwoliło słuchaczom wczuć się w atmosferę niezwykłego koncertu i przygotować się na coraz ciekawsze utwory, które swoim wykonaniem zaskoczą niejedna osobę.

Mieliśmy okazję wysłuchać też muzyki żydowskiej w utworze "Kletzmer Wedding" autorstwa Mike’a Curtisa, która przeniosła nas w czas żydowskiego wesela. Zadziwiło mnie, że bogactwo żydowskiej muzyki, na której składają się instrumenty perkusyjne, trąbka, kontrabas i skrzypce można zamknąć dosłownie w czterech instrumentach. Mimo że z pozoru nierealne jest możliwe, gdyż saksofon altowy w niektórych gamach łudzącą przypomina trąbkę a saksofon barytonowy wiernie odzwierciedla kontrabas.

Skoro wykonanie utworów muzyki żydowskiej nie sprawiło artystom trudności to, dlaczego nie spróbować z tradycyjną muzyką irlandzką? Tutaj na wykonawców czekało niełatwe zadanie wykonania popularnego utworu "Irish Suite", w pierwotnej formie wykonywanego z wykorzystaniem wiolonczeli i skrzypiec. To, co dla wielu wydaje się niemożliwe z punktu widzenia muzycznej interpretacji, niemieccy saksofoniści wykonali z powodzeniem. Irlandzkie klimaty chyba spodobały się publiczności, gdyż "Irish Suite" była oklaskiwana przez kilka długich minut.

Równolegle z podróżą przez muzyczne epoki przemierzaliśmy też kraje, w których rodziły się poszczególne muzyczne gatunki. Po Germanii, Izraelu i Irlandii, znaleźliśmy się w Argentynie za sprawą "Tango el Choclo" – typowego tanga argentyńskiego, którego publiczne prawykonanie odbyło się na początku XX wieku w Buenos Aires. Nieznany wówczas młody kompozytor Angel Villodo, nieśmiało podsunął nuty grającym w kawiarni muzykom i w ten sposób zaczęła się wielka kariera jego tanga. Publiczność niestety nie tańczyła, choć zauważyłem, że kilka osób lekko kołysało się w fotelach w rytm dobiegającej z instrumentów muzyki.

Na koniec gratka dla wszystkich miłośników jazzu. "Take five" – hit saksofonistów altowych. Ten krótki, znany na całym świecie utwór, skomponował znakomity saksofonista jazzowy Paul Desmond. Jest on najbardziej rozpoznawalny ze względu na powtarzany akompaniament grany przez saksofon altowy. Utwór ten to dobrze brzmiąca, niespokojna linia melodyczna, pełna rytmicznych niespodzianek, ale też żywiołowa muzyka, sprawiająca, że publiczność jeszcze bardziej się ożywiła. Miałem okazję porównania go do akordeonowej wersji i... tutaj zapewne narażę się panu Wiesławowi Wasilewskiemu z zielonogórskiej filharmonii, gdy przyznam, że za lepsze uznaję wykonanie saksofonowe.

A na koniec... Jedna z piosenek Stevie Wondera – "Sir Duke". Melodyjne, szybko wpadające w ucho wykonanie, pozwoliło mi cieszyć się ostatnimi chwilami koncertu. Wiele osób z mniejszym lub większym powodzeniem wychodząc z sali starało się nucić poszczególne kawałki zaprezentowane podczas koncertu. Mi pozostało napisać kilka słów o Meier’s Clan, czyli o czterech zwykłych muzykach wykonujących niezwykłe utwory.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Asen, masz rację festiwal czerwonej piosenki już w czerwcu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) A mówiłam, Bartku, że Zielona Góra fajna jest. Dzięki za świeże wieści z filharmonii. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo podobają mi się Twoje podróże muzyczne

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.