Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

60294 miejsce

W sali kinowej. Łukaszewicz linczuje widzów swoim debiutem

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2011-07-25 13:11

"Lincz" został zainspirowany wydarzeniami, które miały miejsce na przełomie czerwca i lipca 2005 roku we Włodowie. Choć miał swoją premierę w maju tego roku, ja dopiero niedawno obejrzałem ten film. Nie zapadnie on w mojej pamięci na długo.

 / Fot. netDebiutancki obraz Krzysztofa Łukaszewskiego straszy bezwzględnością jednostki oraz brakiem jakiegokolwiek działania tych, którzy w pokazanej sytuacji działać powinni. Łukaszewicz celowo tworzy obraz przerysowany, jednak wydaje się, że w obydwu przypadkach to straszenie jest przerysowane za bardzo. Komisarz policji w rozmowie z rannym Adamem Gradem (Leszek Lichota), popijając spokojnie wodę ze szklanki odmawia interwencji, bo jest festyn we wsi obok, a ma jeden radiowóz na stanie. Policjant, przyjmujący zgłoszenie od Adama, śmieje się, że ciągle ktoś dzwoni ze skargą na tego zwyrodnialca, a wieś "z dziadkiem sobie nie umie poradzić". To w zetknięciu z pokazywaną wciąż agresją i przemocą ze strony Zaranka wzbudza sprzeciw, nie pozwala spokojnie oglądać filmu. Jak to możliwe, że przy tylu skargach i tylu krwawych atakach nie było żadnej interwencji mundurowców?

Czytaj także: "Lincz" Krzysztofa Łukaszewicza. Mroczna ballada o dręczycielu

Film jest niespójny, zawiera wiele pourywanych wątków. Twórcy wyszli z założenia, że do kina przyjdą widzowie, którzy znają już świetnie historię samosądu z mediów, a jednocześnie potrafią jedynie jeść popcorn i pić colę. Stąd pewnie tyle luk i niedopowiedzeń, bo przecież przerażony bezwzględnością 61-letniego tyrana widz ich nie zauważy. Zajęty pochłanianiem tortilli na pewno nie zastanowi się, jaki był efekt samobójczej próby jednego z braci - przeżył? Czy zginął? Te "niedoróbki" próbowano nadrobić scenami rodem z Hollywoodu. Ot, choćby ta, kiedy do sali przesłuchań wchodzi nieśmiało pani mecenas Łubieńska (Tamara Arciuch), wynajęta przez rodziny oskarżonych i przerywa przesłuchanie zdziwionego Marcina (Maciej Mikołajczyk). Kwestionuje sposób przesłuchania, siada, kładzie na stół wizytówkę, wyjmuje z aktówki przygotowany uprzednio dokument i patrząc prosto w oczy siedzącemu naprzeciwko prokuratorowi, żąda ponownego przesłuchania. Efekciarskie, ale niezgodne z polskim prawem. Prokurator marszczy usta, łapie się za krawat i poprawia go. Scena się kończy. Nie wiadomo, czy uległ idiotycznemu żądaniu pani mecenas.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.