Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34822 miejsce

W słowackie góry lepiej iść z ubezpieczeniem w plecaku

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-06-21 12:01

Już za dwa tygodnie każdy wypadek w słowackich górach będzie nas słono kosztował.

Od 1 lipca Horska Zahranna Sluzba, czyli słowacki odpowiednik polskiego GOPR-u, będzie pobierał opłaty za swoje usługi. Po zakończeniu każdej akcji ratownik wystawi nam rachunek z wyszczególnieniem pozycji udzielonej pomocy. Każdej z nich odpowiada określona kwota - od 500 koron słowackich (ponad 50 zł) za przybycie ratowników do poszkodowanego i udzielenie mu pomocy na miejscu.


Górna granica nie została określona, ale np. za trwającą cały dzień akcję poszukiwawczą - jedną z najczęstszych interwencji ratowników górskich, zwłaszcza w Tatrach i wyższych partiach Beskidów - zapłacimy już prawie 25 tys. koron (ok. 2,7 tys. zł).

Do tej pory zwolnieni z opłat byli obywatele Słowacji, często próbowali wykręcić się od płacenia także Polacy, którzy ulegli wypadkowi po słowackiej stronie. - Były też problemy ze ściągalnością należności od Polaków. Ale coraz rzadziej, bo przy tak daleko posuniętej integracji europejskiej, łatwo dotrzeć do osoby mieszkającej za granicą - mówi Jerzy Siodłak, naczelnik beskidzkiego GOPR-u.

Dodaje, że wielu Polaków wybierających się za granicę w ogóle nie wie o tym, że w zdecydowanej większości krajów pomoc w górach jest takim samym rodzajem usługi, jak np. pomoc drogowa. A więc w pełni płatna. - I dzwonią potem do nas z pretensjami, że przecież powinno być jak w Polsce. Tymczasem to w Polsce obowiązują specyficzne zasady, a nie tam - wyjaśnia Siodłak.

Przed dwoma laty słowacka Horska Sluzba zamieniła się w Horską Zahranną Sluzbę, jednocześnie stając się w pełni zawodową instytucją. Jak wyjaśnia Siodłak, w odróżnieniu od polskiego GOPR, słowaccy ratownicy pieniądze na swoje utrzymanie biorą właśnie od ludzi, którym pomagają, a nie z budżetu państwa. Długo przed nimi takie rozwiązanie finansowania ratownictwa górskiego przyjęli Czesi.

Płacenie za ratunek to konieczność

- U nas też marzyłby się taki system. Wtedy nie byłoby problemów z pozyskaniem pieniędzy na działalność - wyjaśnia Siodłak. Polskie ratownictwo górskie, mimo wysoko ocenianego za granicą profesjonalizmu, oparte jest na ochotnikach. A to oznacza, że większość z nich na dyżur, czy udział w akcji przyjeżdża dopiero w czasie wolnym, po zakończeniu pracy zawodowej. - Oczywiście, szkoda marnować zapału ludzi, którzy jako wolontariusze chcą nieść pomoc. Ale proporcje ratowników zawodowych do ochotników powinny się zmienić, tak, jak jest to w innych krajach Europy - dodaje Siodłak.

Płacenie za ratunek w krajach zachodnich bardzo rzadko sprowadza się do tego, że ofiara wyciąga pieniądze z kieszeni i płaci w kasie słowackiej goprówki. Od tego są ubezpieczenia. W Polsce także firmy ubezpieczeniowe proponują polisy dla turystów wybierających się w góry za granicą. Maciej Kowalkowski, bielski agent ubezpieczeniowy wylicza, że ochrona przed kosztami akcji ratowniczej (do 20 tys. euro) w górach Czech i Słowacji kosztować będzie ok. 4 zł dziennie.

Ale trzeba pamiętać, że wycieczka w wysokie Tatry, gdzie wspina się przy użyciu łańcuchów, czy klamer, uważana jest przez ubezpieczycieli za sport ekstremalny. I stawka rośnie do ok. 11 zł dziennie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.