Facebook Google+ Twitter

W spirali polskich protestów

W 2011 roku Polska na priorytet swojej prezydencji w UE przyjęła program „Bezpieczna Europa”. Określa on energetyczną politykę kraju oraz rozwój unijnej polityki energetycznej. Nadszedł czas podsumowań. Czy wszystko poszło zgodnie z planem?

Wagę tej problematyki unaocznia również przeprowadzona w lutym tego roku wielka debata „Polityka energetyczna Polski – priorytety polskiej energetyki”, na której wskazano misję oraz strategiczne cele polskiej gospodarki energetycznej. W ramach tych dążeń podejmowane są kluczowe działania zmierzające do poprawy sytuacji w całej Europie. Czy jednak planowane polskie inwestycje kiedykolwiek powstaną?

Bezpieczna, niebezpieczna Europa

Farmy wiatrowe, kopalnie węgla i uranu, biogazownie, elektrownie atomowe, poszukiwania gazu łupkowego - wszystkie te inwestycje wspiera oraz monitoruje Ministerstwo Gospodarki. Olbrzymi boom na energię odnawialną i nieodnawialną podyktowany jest jej rosnącym zapotrzebowaniem (w końcu należymy do grupy państw rozwijających się). Z problemem energetycznym boryka się cały Stary Kontynent; w ramach Unii Europejskiej powstała wspólna polityka przeciwdziałająca zbliżającemu się kryzysowi energetycznemu. Tak naprawdę już stoimy na skraju bankructwa, co najlepiej widać w cenach paliw.

Wsparcie na inwestycje udzielane jest zarówno ze środków krajowych jak i zagranicznych funduszy. Aby doszło do wdrożenia, muszą również być spełnione europejskie i polskie normy środowiskowe. Przy założeniu, że przedsięwzięcia realizują nadrzędne cele publiczne oraz wszystkie inne dyrektywy, powinniśmy być wkrótce zabezpieczeni energetycznie. Niestety, nie.

Ludzie z ambicjami?

Na drodze do rozwoju polityki energetycznej kraju stoją najczęściej mieszkańcy wyznaczonych stref inwestycyjnych. Jak pokazuje raport wydany przez Polskie Towarzystwo Socjologiczne („Ewaluacja konsultacji społecznych realizowanych przy budowie elektrowni wiatrowych w Polsce”), przeciwnicy inwestycji zwierają swoje szeregi w ramach różnych lokalnych stowarzyszeń. Są to np. „Nie wiatrakom” (Talusy, woj., warmińsko-mazurskie), „Nasz dom” (Niepart, woj., wielkopolskie), „Wspólna ziemia” (Chojnice, woj. kujawsko-pomorskie) czy najbardziej znane „Stop wiatrakom” (woj. wielkopolskie, działalność ogólnokrajowa). Z poziomu tego szczebla indoktrynują lokalną społeczność. Po pierwsze agitują do członkostwa, a po drugie nawołują do otwartych protestów. W organizacjach pozarządowych zdarzają się nawet przypadki przekupstwa i zastraszeń. Zdesperowani liderzy lokalnej opinii nie przebierają również w słowach.

Misją stowarzyszeń jest zazwyczaj Najwyższe Dobro regionalne, a w tym: troska o ziemię, tradycję, ludzi, rolnictwo i ekologię. Stają oni okoniem wobec potrzeby zmian i wyższych wartości. Śmiem twierdzić, że część z nich broni swoich własnych interesów, zagrożonych widmem wielkiej niewiadomej. Dopiero na drugiej płaszczyźnie walczą o swoje cele statutowe, często wspierając się również organizacjami ekologicznymi, które protestują zawsze i wszędzie, budując na tych protestach nie tylko kapitał polityczny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Szymon Ce
  • Szymon Ce
  • 19.07.2012 19:35

No niestety, tak to jest że ludzie boją się wszelkich zmian, nawet kiedy obejmują one zmianę mleka w butelce na mleko w kartonie ;) zmiany kojarzą się źle, no chyba że mamy w tym jakiś własny interes. A rolnicy broniący tak tych swoich ekologicznych upraw to już nie widzą GMO, sztucznych nawozów czy zamęczania hodowlanych zwierząt...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.