Facebook Google+ Twitter

W starym kinie: Koniec legendy

Zamknięciem legendy Dzikiego Zachodu na ekranie okazał się ? choć powstało później jeszcze wiele ważnych westernów - znakomity film Johna Hustona z 1961 roku "Skłóceni z życiem" z Clarkiem Gable"em i Marilyn Monroe.

Najsławniejszą, najpełniej i najskuteczniej eksploatowaną przez Hollywood legendą jest ta opiewająca podbicie, opanowanie, podporządkowanie sobie przez białego człowieka tzw. Dzikiego Zachodu. Na ekranie prezentują tę legendę zarówno proste filmy kowbojskie, jak i bardzo nieraz skomplikowane westerny. Nie one oczywiście tę legendę wprowadziły w powszechny "krwiobieg". Rodziła się ona najpierw na ranczach i w saloonach, potem barwnie opisywali ją prowincjonalni i stołeczni dziennikarze, zaczęto też urządzać efektowne westernowe widowiska, a pomniejsi i poważniejsi pisarze poświęcali im swe utwory.

Prawdziwe wydarzenia, autentyczni ich uczestnicy poddawani byli - wraz z upływem czasu - stopniowej, coraz intensywniejszej obróbce, zwanej też mistyfikacją. Film włączył się w ten proces od pierwszych lat swego istnienia. A filmowa opowieść, czyli ekranowa wersja legendy o Dzikim Zachodzie zaczęła się od prościutkiej, kilkuminutowej anegdotki o napadzie bandytów na pociąg ("Napad na ekspres" E. Portera, 1903). Potem pojawili się pierwsi jednostkowi bohaterowie - Broncho Billy, William Hart czy Tom Mix. Oni tej legendzie nadawali nowy wyraz, rozwijali ją, rozpowszechniali.

Western stopniowo doroślał, przestał już tylko czarować i bawić swą energią, zrozumiałym dla każdego biało-czarnym rysunkiem bohaterów i prostym pojmowaniem świata. Ale dopiero po II wojnie światowej, po jej tragicznych doświadczeniach western zaczął mówić prawdę o tamtych czasach - o chciwości, okrucieństwie, bezwzględności, oszustwach, braku poszanowania dla innych, haniebnych metodach zdobywania nowych terytoriów i nowych majątków itd. Za papierek lakmusowy służyć może to, jak pokazywano na ekranie prawowitych właścicieli tych ziem - Indian. Ale i to po kilkudziesięciu latach się zmieniło; wymownym przykładem "Tańczący z wilkami".

Dla mnie zamknięciem legendy Dzikiego Zachodu na ekranie okazał się, choć powstało później jeszcze wiele ważnych westernów, znakomity film Johna Hustona z 1961 roku "Skłóceni z życiem" z Clarkiem Gable'em i Marilyn Monroe. Jakież to zrządzenie losu: to ostatni film Marilyn Monroe. Jej wspaniała, wstrząsająca kreacja przeszła do historii kina i przekonała ostatecznie, że nie była ona tuzinkową seksbombą, lecz wielką aktorką o dalekim od przeciętności talencie aktorskim. Niestety była też tragicznie nieszczęśliwym człowiekiem. A Clark Gable? Cóż za złośliwość losu! On, wielki, wspaniały aktor - jak pisano - symbol męskości, żywiołowości, a zarazem obiekt westchnień żeńskiej części publiczności (Rhett Butler w "Przeminęło z wiatrem"!), w czasie II wojny światowej pilot amerykańskiego lotnictwa wojskowego - zmarł dwa dni po zakończeniu zdjęć do filmu "Skłóceni z życiem"...

Ten film to opowieść dość prosta. Ona - piękna Roslyn przybywa do Remo (raju rozwodów), by ostatecznie rozstać się ze swym mężem. Chce też oderwać się od życia w mieście, wierzy bowiem (zgodnie z panującym mitem), że - jak pisano - najlepszą odtrutką na grzechy cywilizacji miejskiej jest życie proste, w zgodzie z naturą. Roslyn decyduje się więc na życie na farmie Gaya (Clark Gable) zajmującego się uprawą jarzyn. Ale Gay (były kowboj) porzuci swe zacisze i weźmie udział (za sowitym wynagrodzeniem oczywiście) w polowaniu na dzikie mustangi, ostatnie, jakie jeszcze się ostały... To polowanie okazuje się zwykłą rzezią, jako że konie przeznaczone są na karmę dla psów. Roslyn doznaje szoku. Zerwanie z dotychczasowym życiem zamieniło się dla niej w prawdziwy koszmar. Wprawdzie w filmie pozostawiono jej cień nadziei - związek z Gayem ma szansę przetrwania - ale realne życie dopisało swój tragiczny finał... Jeszcze tylko dodam, że scenariusz do "Skłóconych z życiem" napisał Arthur Miller, wybitny pisarz amerykański, jedyny jaki napisał dla swej drugiej żony - Marilyn Monroe. Stanowili parę niezwykłą: ona - uważana za amerykański symbol seksu, on - czołowy amerykański intelektualista.

Tragiczny koniec ich małżeństwa zbiegł się w jakiś dziwny sposób z końcem Wielkiej Legendy Dzikiego Zachodu. Czasami o tych pionierskich czasach wspominają już tylko kolejni kandydaci na prezydentów Stanów Zjednoczonych, czasami powstają jeszcze jakieś filmy na ten temat, ale podbój Dzikiego Zachodu przeszedł już - tak sądzę - definitywnie do Historii. Zupełnie inne zmartwienia mają dziś Amerykanie. Nie tylko oni zresztą...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.