Facebook Google+ Twitter

W świecie Guggenheima

W sercu przemysłowego krajobrazu wznosi się ogromna budowla mieniąca się srebrem, złotem i błękitem, która niczym stalowy okręt dotyka brzegu rzeki. Zamiast masztu – monumentalny, srebrny kwiat. Zamiast sternika – stojący na straży pies.

To nie fragment powieści fantastycznej. To opis Muzeum Guggenheima w Bilbao w Hiszpanii. Ta budowla jest oddziałem nowojorskiego Muzeum Guggenheima, założonego przez Solomona R. Guggenheima, którego wizja przestrzeni wystawienniczej dla sztuki współczesnej nie tylko weszła w życie, ale też wciąż się rozwija i dokonuje ekspansji.Wikimedia Commons

W 1939 r. Fundacja Solomona R. Guggenheima założyła swoją pierwszą galerię sztuki współczesnej, wówczas ograniczającą się do sztuki bezprzedmiotowej, w dawnym salonie samochodowym w Nowym Jorku. Z punktu widzenia nowoczesności i funkcjonalności warsztat samochodowy posiadał wszelkie atuty galerii, jednak tak radykalna zmiana dotychczasowych praktyk ekspozycyjnych została nagłośniona przez media i przyczyniła się do silnej krytyki ze strony muzealników i historyków sztuki. Wkrótce okazało się jednak, że dla Guggenheima sam budynek mieszczący kolekcję jest równie istotny, co dzieła sztuki, jakie w sobie mieści. To właśnie architektura miała stać się najważniejszym środkiem budowy prestiżu i wizerunku jego muzeum.

Wojownik przestrzeni

„Potrzebuję wojownika, kochanka przestrzeni, mówcy, amatora i mędrca... Chcę świątyni ducha, pomnika!” – pisała Hilla Rebay, doradczyni Solomona R. Guggenheima, do Franka Lloyda Wrighta w liście z 1943 r., prosząc go o zaprojektowanie nowej siedziby dla prężnie rozwijającego się w dawnym salonie samochodowym muzeum sztuki bezprzedmiotowej. Wright nie ukrywał swojego niezadowolenia z wyboru miejsca dla pomnika sztuki, jakim miało być to muzeum. Uważał, że Nowy Jork jest przeludniony, ciasny i zduszony nadmiarem budowli, że brak mu architektonicznej wrażliwości. I chociaż ani sam architekt, ani założyciel Muzeum Guggenheima nie dożyli chwili otwarcia nowej siedziby w 1959 r., to projekt Wrighta z pewnością tchnął duszę w kubiczne, ostre bryły drapaczy chmur Manhattanu, stając się dziś jedną z najbardziej podziwianych i uznanych przez krytykę budowli świata.

Wright w bryle nowojorskiego muzeum, tak jak we wszystkich swoich projektach, czerpał z form obserwowanych w przyrodzie. W przypadku tej budowli za wzór posłużyła spiralna muszla. muszlaZwiedzający zostają przetransportowani windą na najwyższy poziom muzeum i stamtąd spokojnym, niemal spacerowym krokiem, poruszają się po lekko pochyłych chodnikach spiralnie ku dołowi, jednocześnie podziwiając ekspozycję muzeum. Nie pojawiają się żadne dodatkowe sale czy zamknięte labirynty pokoi, tak jak to dzieje się w większości znanych nam galerii. Poszczególne dzieła nie są też od siebie oddzielone, a kolejnych kierunków nie segregują drzwi czy ściany. Całość jest organicznie ze sobą zespolona, tworząc nie tylko stały ciąg umieszczony wzdłuż spiralnych chodników, lecz również umożliwiając podziwianie różnych dzieł sztuki w tym samym czasie. Rotunda bowiem nie jest zamknięta - przestrzeń w środku jest otwarta, tworząc rodzaj dziedzińca lub atrium, co umożliwia spojrzenie na chodniki przeciwległe oraz na te znajdujące się na innych poziomach. Całość ekspozycji jest więc pojmowana jako ciągłe i nieprzerwane objawianie się talentów i bezustanne zmienianie się sposobów tworzenia, które następują nie tylko w schematycznym porządku chronologicznym, ale też przenikając się wzajemnie we wszystkich kierunkach.

Sztuka dnia dzisiejszego

Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku posiada zbiory zarówno sztuki nowoczesnej, jak i tej najbardziej współczesnej, na które złożyły się prace 169 artystów z całego świata. Nowojorska kolekcja powstała z połączenia sześciu wcześniej istniejących zbiorów prywatnych – Solomona R. Guggenheima i jego siostrzenicy Peggy Guggenheim, w obręb których wchodziła głównie sztuka bezprzedmiotowa, abstrakcyjna i surrealistyczna. Swoje zbiory przekazali również: Justin Thannhauser, Katherine Dreier, Karla Nierendorfa oraz dr. Giuseppe Panza di Biumo.Nowy Jork

Muzeum Guggenheima jest wyjątkowe, ponieważ skupia się na dogłębnej prezentacji  twórczości wybranych wybitnych artystów, wśród których są Wassily Kandinsky, Paul Klee, Robert Delaunay, Constantin Brancusi, Piet Mondrian i Pablo Picasso. Dzieła amerykańskiej sztuki powojennej reprezentujące ekspresjonizm abstrakcyjny (Mark Rothko), pop-art (Andy Warhol, James Rosenquist, Roy Lichtenstein) oraz sztukę minimalistyczną i postminimalistyczną (Carl Andre, Richard Serra, Robert Morris, Donald Judd, Bruce Nauman) obejmują okres do końca dwudziestego wieku.

Muzeum udostępnia swoją kolekcję również w internecie. Na stronie www.guggenheim.org można nie tylko obejrzeć wybitne dzieła artystów, lecz również zapoznać się z ich krótkim opisem i interpretacją.

Efekt Bilbao

Idea, jaką wprowadził w życie Solomon R. Guggenheim odniosła taki sukces, że już od lat 70. rozpoczęto działania mające na celu stworzenie oddziałów muzeum na całym świecie. Pierwszym była kolekcja Peggy Guggenheim w Wenecji we Włoszech. Od tej chwili tworzenie nowych oddziałów Guggenheima przypomina błyskawiczną reakcję łańcuchową. Powstają filie w Berlinie (Deutsche Guggenheim), w Las Vegas (Guggenheim Las Vegas i Guggenheim Hermitage Museum) oraz ukończony w 1997 r. oddział w Bilbao w Hiszpanii. Co więcej, wciąż pojawiają się plany kolejnych filii.

Zanim powstało Muzeum Guggenheima, nikt o Bilbao nie słyszał. To przemysłowe miasto pod koniec lat 80. stało na skraju nędzy. Wówczas rząd postanowił zainwestować ogromne pieniądze, by podnieść Kraj Basków z ruiny. Powstały plany budowy nowego portu, lotniska, sieci mostów oraz linii kolejowych, z których część miała biec pod ziemią. Przemiana Bilbao w nowoczesne miasto kosztowała miliardy euro. Na początku lat 90. rząd baskijski rozpoczął współpracę z Fundacją Guggenheima, której owocem był kolejny oddział nowojorskiego muzeum, za cenę ponad 100 mln euro. Nikt wówczas nie przypuszczał, jak bardzo taka inwestycja się opłaca.

Tak samo jak w Nowym Jorku, tak i w Bilbao budynek mieszczący zbiory sam w sobie stanowi dzieło sztuki. BilbaoArchitekt Frank Gehry stworzył ogromną budowlę, która w całości wygląda jakby była owinięta folią aluminiową. Nieregularne, ostre bryły przenikają się wzajemnie, nachodzą na siebie, piętrzą i rozpływają. Całość jest tak dynamiczna, że odnosi się wrażenie, że zaraz się poruszy i spłynie niczym statek do rzeki, która również została włączona w projekt założenia. Nie ma ścian i dachów, jest tylko jedność energicznej, fascynującej konstrukcji podkreślonej przez mieniące się w słońcu szkło i blachę. Gmach nie dominuje jednak nad przemysłową zabudową miasta, a idealnie się w nią wkomponowuje. Z jednej strony budowla opada do rzeki, 16 metrów poniżej poziomu ulicy, a z drugiej wychodzi na główną arterię miasta.

Dzięki Muzeum Guggenheima Bilbao zmieniło się nie do poznania. Tylko w ciągu pierwszego roku funkcjonowania przyczyniło się do powstania 3,8 tysięcy nowych miejsc pracy. Bezrobocie spadło z 28 proc. do poziomu poniżej 8 proc.. Ilość międzynarodowych turystów w Kraju Basków wzrosła o 2 mln rocznie. Turyści przybywają nie tylko na wystawy, a przede wszystkim po to, by obejrzeć cud architektury stworzony prze Gehry’ego – takiej budowli nie ma nigdzie na świecie. Gospodarcze konsekwencje realizacji Muzeum Guggenheima zaczęto nawet określać mianem „Efektu Bilbao”, który jest wspaniałym przykładem ekonomicznego ożywienia na skutek kulturalnej inwestycji, przykładem doskonałym i godnym do naśladowania, np. w Polsce. Czy jest to jednak realne?

Efekt Warszawy?

W marcu 2005 r. zostało podpisane porozumienie o utworzeniu w stolicy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Otwarcie nowej placówki, której budowa ma pochłonąć 50 mln euro i być współfinansowana ze środków Unii Europejskiej, jest planowane za 8 do 10 lat. Muzeum ma gromadzić dzieła współczesnej sztuki polskiej oraz prezentować najważniejsze kierunki i tendencje sztuki współczesnej. Gmach, którego architekt zostanie wyłoniony na drodze konkursu, powstanie na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej.

Trudno oceniać, czy warszawskie muzeum, chociaż w żaden sposób niezwiązane z Guggenheimem, choć w drobnym stopniu powtórzy sukces Bilbao. Faktem jest, że Polsce brakuje prężnego i silnego ośrodka sztuki współczesnej. Warszawskie Centrum Sztuki Współczesnej mieszczące się w Zamku Ujazdowskim oraz Zachęta Narodowa Galeria Sztuki robią co mogą, by zgromadzić i udostępniać najciekawsze dzieła oraz prezentować warte uwagi inicjatywy. Brak jest jednak nadrzędnej instytucji, patronatu, zasad, które by te działania systematyzowały i porządkowały.

Najbogatsza kolekcja sztuki nowoczesnej w Polsce, w szczególności z okresu dwudziestolecia międzywojennego, mieści się w Muzeum Sztuki w Łodzi. Również krakowski Bunkier Sztuki oraz Muzeum Narodowe w Krakowie starają się stworzyć interesującą galerię sztuki polskiej XX w. Wszystkie te działania są dowodem na rosnące zainteresowanie tą najbardziej współczesną i aktualną działalnością artystyczną i tym bardziej uwydatniają konieczność stworzenia nadrzędnego ośrodka kierującego energicznymi, rozproszonymi po całej Polsce przedsięwzięciami. Na to trzeba jednak jeszcze poczekać. Na razie więc pozostaje nam wirtualne zwiedzanie największych światowych muzeów sztuki nowoczesnej oraz odwiedziny w naszych polskich galeriach, których wystawy i ekspozycje tworzone są przez ludzi młodych i dynamicznych. A kto wie... może za 10 lat sami też przeżyjemy boom gospodarczy spowodowany powstaniem w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.