Facebook Google+ Twitter

W szpitalach brak miejsc nawet na korytarzach!

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-11-06 12:04

W szpitalu na gdańskiej Zaspie wczoraj rano nie było już wolnych miejsc na oddziale interny i neurologii

 / Fot. Dziennik BałtyckiW pomorskim Centrum Kryzysowym przyjęto już zgłoszenia z czterech szpitali. Nie ma wolnych miejsc dla chorych na oddziałach kardiologicznym, wewnętrznym i neurologicznym w Akademickim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Zablokowała się neurologia i interna w szpitalu na gdańskiej Zaspie. Nie ma wolnych miejsc na neurologii w szpitalach Wojewódzkim w Gdańsku i w w Starogardzie Gdańskim.

- To dopiero początek - mówi dr Jerzy Karpiński, dyrektor Pomorskiego Centrum Zdrowia Publicznego. - Po południu zablokowana będzie większość oddziałów neurologicznych i wewnętrznych. Najgorsza sytuacja jest w Trójmieście.

Lekarze powtarzają od lat - blokada miejsc w szpitalach stanowi zagrożenie dla życia pacjentów. Problem widzą też urzędnicy, zajmujący się pomorskim zdrowiem. W połowie listopada Jerzy Karpiński i jego odpowiednik w Urzędzie Marszałkowskim dr Ryszard Karpiński spotkają się w tej sprawie z dyrektorami szpitali.

Dr Remigiusz Loroch, dyrektor pogotowia w Sopocie dysponuje jedynie dwiema karetkami. Dość często dochodzi do dramatycznych sytuacji - jedna z karetek szuka miejsca dla chorego w Gdańsku, druga kursuje między szpitalami w Gdyni, a w tym samym czasie dyspozytor odbiera wezwanie o natychmiastową pomoc w Sopocie!

- Prędzej lub później dojdzie do tragedii - mówi zrezygnowanym głosem szef sopockiego pogotowia. - Przepisy nakazują przewiezienie chorego w stanie zagrożenia życia do najbliższego szpitala, nawet jeśli wcześniej zgłoszono, że nie ma tam wolnych miejsc. Człowiek w ciężkim stanie ma większe szanse na przeżycie na szpitalnym korytarzu lub w byle jakiej izbie przyjęć, niż w karetce pogotowia. Po prostu szpital dysponuje lepszym zapleczem i aparaturą, niż nawet najlepiej wyposażona karetka.

Ratownicy jednak twierdzą, że zostawianie chorego w "zablokowanym" oddziale nie jest najlepszym wyjściem. W takim przypadku trzeba się liczyć z koniecznością przetransportowania go do innej placówki, co niekoniecznie dobrze wpływa na proces leczenia i może wydłużyć hospitalizację. Trudno jednak winić szpitale za to, że mają zbyt dużo pacjentów.

Dr Ewa Massalska-Błęcka, kierująca II oddziałem wewnętrznym w Szpitalu Wojewódzkim w Gdańsku ma tylko 20 łóżek. - Na korytarzu nie mogę niczego dostawić, więc przesuwam łóżka w salach. Ale nawet po przesunięciu dostawię najwyżej dwa, góra trzy łóżka.

Z kolei dr Krzysztof Wójcikiewicz, wicedyrektor szpitala na Zaspie i zarazem przewodniczy Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku twierdzi, że temat blokad "przerabia" już od lat.

- Kiedy dzwoni do mnie lekarz i pyta, co ma zrobić z pacjentem , dla którego nie ma miejsca, odpowiadam, że w domu mam jeszcze jedno wolne łóżko i mogę się zająć chorym - stwierdza z sarkazmem dr Wójcikiewicz. - Poważnie mówiąc - problem jest bardzo złożony. Przyczyną jest zbyt mała liczba łóżek internistycznych i neurologicznych. Na internie mamy 120 łóżek i praktycznie wszystkie są zajęte. Kolejnych chorych, przywiezionych mimo zgłoszenia blokady, nie odsyłamy. Znajdujemy dla nich miejsce na korytarzach.

"Dostawki" na korytarzach znikną, gdy zwolnią się miejsca zajmowane przez przewlekle chorych, dla których w Trójmieście nie ma praktycznie zakładów opiekuńczo-leczniczych. Starszej osoby, wyleczonej np. z zapalenia płuc nie można wypisać po kilku dniach na ulicę.

- W ramach programu Zdrowie dla Pomorza zostanie powołana grupa ds. opieki długoterminowej - obiecuje dr Ryszard Karpiński z Departamentu Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim. - Czekamy też na pieniądze z UE, by w szpitalach w Gdańsku, Gdyni i Słupsku utworzyć oddziały rehabilitacji neurologicznej, które odciążą oddziały neurologii. Wtedy być może słowo "blokada" przejdzie do historii.


Z dr. Marianem Kentnerem, dyrektorem pogotowia w Gdyni rozmawia Dorota Abramowicz

- Często usłyszał pan ostatnio słowo "blokada"?

- Przed godziną. Okazało się, że zablokowana jest pediatria dla dzieci powyżej szósteho roku życia w gdyńskim Szpitalu Miejskim. Kilka razy w tygodniu blokuje się interna, kardiologia i pediatria.

- Co można zrobić w takiej sytuacji?

- Jak to co? Wozimy pacjentów do Gdańska. Taka podróż oznacza dla nas "stratę" karetki na dwie godziny. A trzeba wiedzieć, że są to karetki reanimacyjne i wypadkowe, wożące naprawdę ciężko chorych ludzi, nierzadko w stanie zagrożenia życia. Dysponujemy trzema "erkami" i dwiema karetkami wypadkowymi. Wysłanie wozu do szpitala oddalonego o 20 kilometrów oznacza, że nie wyjedzie on do innego wezwania w Gdyni.

- Przebijanie się w korkach przez Trójmiasto nie jest łatwym zadaniem. Nie obawiacie się, że wam pacjent umrze po drodze?

- Ten strach towarzyszy nam każdego dnia. Boję się, że prędzej czy później do tego dojdzie.
Dorota Abramowicz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

generalnie te blokady nie sa wogole weryfikowane, pozatym nikt nie zajmuje sie rozwiazaniem problemu,a to zeby karetka po calym miescie z pacjentem jezdzila to jest skandal

Komentarz został ukrytyrozwiń

A nie mówiłem... Vide mój komentarz do artykułu Piotra Panfila "Co się dzieje w kutnowskim szpitalu?
Tak a propos dzieje się źle - IOM jest zamknięty a dyrektor fantasta liczy że gdy lekarze wrócą z chorobowego to IOM będzie na nowo otwarty. Taaak...

Pamiętać też należy że benzyna kosztuje i niedługo dzwoniąc po karetkę do nagłego przypadku możemy w słuchawce usłyszeć: "Wysyłam karawan z księdzem/popem/rabinem, proszę czekać." I nie jest to zabawne. To jest tragedia i to narodowa. Na tą tragedię pracowały kolejne rządy w Polsce. Ten będzie zbierał żniwo. Tylko tak dalej panowie pOSŁY i panie Oślice.

Problem braku lekarzy to nie jedyna bolączka. Już brakuje pielęgniarek. W szpitalach w takich miastach jak Poznań, przyjmują jak idzie i kogo idzie. O zgrozo, nikt nie patrzy na kwalifikacje, przerwę w pracy powyżej 5 lat ani na jakiekolwiek doświadczenie. Jeden szpital podbiera personel drugiemu, czyli wolny rynek - a raczej wolna amerykanka. I jak panie Religa? Dalej nie widzi pan problemu? Lekarze w kamasze? Pielęgniarki to niewykształcone tępaki? TRAGEDIA!
Rozwiązanie na dzień dzisiejszy? Szpital samoobsługowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.11.2007 12:57

nie do wiary...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.