
Tak wyglądał protest amerykańskich mniejszości seksualnych. Day Without a Gay, czyli dzień bez geja, miał uświadomić ludziom, jak ważne dla funkcjonowania gospodarki są osoby homoseksualne.
Wielu z protestujących swój wolny dzień poświęciło jednak nie na własne przyjemności, ale na pomaganie innym. W North Chareston w Południowej Karolinie grupa homoseksualnych studentów budownictwa i właścicieli firm inżynieryjnych pomagało w budowaniu schroniska dla bezdomnych.
Organizatorami akcji Day Without a Gay są Sean Hetherington i Aaron Hartzler z Hollywood, którzy w życiu prywatnym są parą. Na pomysł wpadli, przeglądając komentarze na forach internetowych. Pisali tam inni geje oburzeni, że są traktowali gorzej od osób heteroseksualnych. Wielu z nich wzywało do przeprowadzenia akcji protestacyjnej.
Hetherington i Hartzler podchwycili tę myśl. Uznali jednak, że protest będzie miał lepszy wydźwięk, jeśli tego dnia osoby o podobnych skłonnościach pozostaną w domach lub wezmą udział w szczytnych projektach jako wolontariusze.
- Chcemy pokazać reszcie społeczeństwa, że gej wcale nie oznacza słowa "zły" - mówi nauczyciel Scott Craig, który przyłączył się do akcji. Mówi, że w jego szkole w Filadelfii dzień wolny wzięło 25 nauczycieli.
Nie wiadomo dokładnie, ilu gejów wzięło udział w proteście. Jak zapewniają jego organizatorzy, od połowy listopada, czyli od chwili, gdy ogłosili swój pomysł, dostają średnio 100 mejli na godzinę od osób, które zadeklarowały uczestniczenie w akcji.
Homoseksualiści twierdzą, że w Stanach Zjednoczonych są znaczącą siłą ekonomiczną. Zwłaszcza podczas kryzysu. Według firmy Witeck-Combs Communications, zajmującej się badaniem rynku, geje i lesbijki każdego roku wydają średnio 700 mld dol.
Artykuł pochodzi z serwisu
Polskatimes.pl.