Facebook Google+ Twitter

W Zielonej Górze rządzi Bachus, a wiedźma rzuca uroki!

O mały włos, a wiedźma storpedowałaby Winobranie. Nie otrzymawszy kluczy od bram miasta - czmychnęła w nieznane, rzucając klątwy na miasto. Co to będzie?

Mało kto z gości, i tych miejscowych, i tych z kraju, i tych z zagranicy przybyłych na Dni Zielonej Góry (4-12.09) zakładał, że trud przybycia na huczne imprezy mógłby spalić na panewce. Przestraszony też był prezydent winnego grodu, Janusz Kubicki. - Winobranie przestało już być marką Zielonej Góry, czy marką województwa lubuskiego. Jest już marką ogólnopolską - zamartwiał się nieco wcześniej. - Przyjeżdżają do miasta tysiące ludzi...

Mógłby być skandal. A wszystko to przez niespodziewanego gościa, czarownicę, wiedźmę przybyłą do tubylców z wiekowych otchłani.

Uroczyste przekazanie rządów nad miastem bogu wina, wpisano w rejestr na godziny popołudniowe. Ale już od poranka centrum miasta, więc osławiony zielonogórski deptak i część sąsiadujących z nim terenów, tętniła winobraniową atmosferą. To przede wszystkim zasługa straganiarzy z Jarmarku Winobraniowego, jednej z największych w Polsce o takim charakterze plenerowych imprez, oraz lokalnych winiarzy, którzy również otworzyli swoje stoiska winiarskie.

Goście wreszcie mogli degustować trunki z lokalnych winnic. Mało tego, mogli zakupić legalnie butelki wina z winnicy rodziny Krojcigów z Górzykowa, jedynej jak dotąd, której udało się przebrnąć drogę męki urzędniczo-administracyjno-kontrolnej w uzyskaniu stosownej akcyzy na sprzedaż wyprodukowanego wina. Za butelkę czerwonego, mocnego Regenta musimy zapłacić 55 zł, zaś za białe wino - 42 zł. Oba gatunki wyprodukowano w 2009 r. - Czerwone jest bardzo mocne, aromatyczne, czuć w nim naturalne minerały - zachwala właścicielka winnicy Danuta Krojcig. Bo z każdej, prezentującej się w miasteczku winobraniowym winnicy, wino jest inne. - Są nie raz takie różnice, jak między ziemią a księżycem - wyjaśnia mąż winiarki, Marek Krojcig.

Ponadto deptak opanowali wróżbici, pojedynczy kramarze, komicy,kolekcjonerzy staroci, wystawcy i przede wszystkim kucharze. Hałas muzyki techno, a także peruwiańskiej, miesza się z intensywnym aromatem przyprawianych potraw.

W ten jarmarczny krajobraz przybył na rydwanie Bachus wraz ze swoimi uroczymi bachantkami. Oczekiwał na jego na głównej scenie miasta - aktualny włodarz grodu. Tłum pospólstwa gęstniał z minuty na minutę na Rynku. Ceremonia przekazania kluczy od bram miasta miała być krótka, bowiem wszyscy pragnęli już swawolnej zabawy.

Stop. Klucze wędrowały już do rąk Bachusa, kiedy na scenę niespodziewanie wdarła się... wiedźma! Paskudna czarownica próbowała wyrwać obu mocarzom klucze. Krzyczała, piszczała, ba, upominała się o pamięć swoich koleżanek, przed wiekami tutaj spalonych na stosach. - Cóż to?! Nikt mnie tu nie zapraszał?! - targowała się ze zbitymi z pantałyku Bachusem i prezydentem. Ale kluczy nie udało się jej wyrwać. Lecz za to, czmychając, rzuciła na odchodne uroki na miasto: - Niech deszcz się stanie! Niech grad się stanie! By nie było zabawy! A Bachus by schudł! A wino niech skiśnie!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.