Facebook Google+ Twitter

Wagary odchodzą do lamusa?

Uczniowie krakowskich szkół coraz rzadziej marnotrawią dzień wałęsając się bez celu po mieście - obecnie w modzie jest... nauka!

Uczniowie jednego z krakowskich liceów napotkani w restauracji. / Fot. Łukasz CyganDo napisania tego artykułu zainspirowała mnie wszechogarniająca pustka w jednej z kawiarenek internetowych przy Rynku Głównym - zaniepokojony faktem nieobecności tłumu chłopaków [zwanych popularnie „Tibijczykami”] poświęcających godziny na jedną z gier MMORPG, postanowiłem zapytać się kierownika sali o zaistniałą sytuację. Jego odpowiedź wprawiła mnie w niemałe zdumienie: - Teraz się nie grywa godzinami bez sensu, jeśli uczniowie już przychodzą, to najczęściej by coś sprawdzić, poszukać informacji - wyjątkiem są piątkowe spotkania [tzw. lan-party], które obserwujemy dosyć często, ale w sumie to forma rozrywki, nie trwonienia czasu.

Tak więc następnego dnia postanowiłem pochodzić trochę po krakowskich restauracjach oraz kafejkach, a po paru godzinach ukazał się mym oczom całkowicie nowy obraz polskiego ucznia!

Około 30 osób z różnych placówek edukacyjnych przyznało, że w obecnym natłoku zajęć lekcyjnych nie warto opuszczać nawet dnia w szkole siedząc bezczynnie. Najbardziej dotyka to gimnazjalistów, którzy za niedługo będą mieli okazję pisać swój pierwszy poważny test sprawdzający ich wiedzę oraz licealistów, nie tylko z klas maturalnych. Uczniów tych szkół możemy zaobserwować teraz prawie na każdym kroku - próbujących przyswoić podstawy niemieckiego przy śniadaniu w Mc Donaldzie, dramatycznie powtarzających wiersze Leśmiana przed nadchodzącą lekcją w zaciszu cafeterii lub też relaksujących się w Empiku z książką do fizyki na kolanach.

Plusy wynikające z takiej formy nauki tłumaczył mi jeden z uczniów prestiżowego krakowskiego liceum, Marcin Trzepla: - Możesz sam prześledzić cały materiał lekcyjny w parę minut, nie rozumiejąc konkretnego zagadnienia skupiasz się na nim nie idąc do przodu, nie masz limitowanego czasu zajęć, możesz powtarzać do woli - zawsze uczę się o wiele więcej siedząc sam z książką i niewiadome sprawdzając w internecie niż na lekcjach, które po prostu mnie nudzą.

Inny licealista, Dariusz Latoś z kolei wprowadzał mnie w arkany obecnej mody na tzw. ‘self-studying’: - Dzisiejsza szkoła jest nieprzystosowana do standardów panujących na rynku pracy. Program jest przeładowany informacjami, w dodatku wszystkie przedmioty traktowane są na równi, co w klasach profilowanych jest absurdalne. Uczeń musi rezygnować z niektórych mniej wartościowych lekcji, bo inaczej nie znajdzie czasu na naukę tych naprawdę potrzebnych przedmiotów.

Pedagodzy również ubolewają nad frekwencją na lekcjach - niestety argumenty „za moich czasów jak się nie chodziło do szkoły, to było się wykluczanym ze społeczeństwa” lub prozaiczne „nie będziecie sklasyfikowani” nie trafiają do młodych ludzi - jeśli chodzi o liczenie godzin nieobecnych, działają jak najlepsze szwajcarskie zegarki: niektórzy wyprowadzają doskonałe 50 proc. Z pożytkiem dla siebie? Kto wie...

Nie gloryfikując takiego 'systemu' nauczania indywidualnego zachecam do zainteresowania się tym coraz szybciej rozprzestrzeniającym się trendem, który najcelniej podsumowuje łaińska paremia:

Non scholae, sed vitae discimus – Uczymy się nie dla szkoły, ale dla życia...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.