Facebook Google+ Twitter

Wakacje z duchami

Dzisiaj w wakacyjnym nastroju chciałbym „przywołać” (to w tym miejscu odpowiednie określenie!) dwa skądinąd znakomite filmy o duchach.

Nie trzeba - na urlopy, wakacje, wywczasy - wyjeżdżać za morza i oceany, by doznać przeżyć niezwykłych, mrożących krew w żyłach, tajemniczych, groźnych, strasznych, porażających! Wystarczy uwierzyć w zjawiska nadprzyrodzone, a najpopularniejszym takim zjawiskiem są... DUCHY!
 Historia kina pełna jest filmów o duchach, i to jakich! Poltergeisty, Pogromcy Duchów, Krwawi Mściciele, Powracający z Zaświatów, Powstający z Grobów, nie wspominając o swojskich Białych Damach... W dawnych filmach - a tymi wszak się zajmujemy – aż roiło się od duchów.

Dzisiaj w wakacyjnym nastroju chciałbym „przywołać” (to w tym miejscu odpowiednie określenie!) dwa
skądinąd znakomite filmy o duchach. 
Pierwszym jest dzieło jednego z największych twórców francuskiego i światowego kina – René Claire’a – „Ożeniłem się z czarownicą” (1942). Zrealizował on swój film w niecodziennych warunkach. Otóż przebywał wtedy (lata II wojny światowej) na przymusowej emigracji w Stanach Zjednoczonych. Zrobił tam kilka filmów, najzabawniejszym i najinteligentniejszym (!) był „Ożeniłem się z czarownicą”. Główna bohaterka - Jennifer została przed trzystu laty spalona na stosie jako czarownica, którą rzecz jasna nie była (a może jednak?). Te trzy wieki spędziła wraz z ojcem w starym dębie. Przypadek zrządził, że zostali uwolnieni. Spotkali na swej drodze potomka inkwizytora, który skazał ich przed wiekami na straszliwą śmierć. Wtedy też Jennifer i jej ojciec rzucili na niego klątwę i poprzysięgli zemstę. Ów potomek jest młodym, pełnym energii i wdzięku politykiem (o Boże!). No i nie trzeba zgadywać – dziewczyna zakochuje się w
nim od pierwszego wejrzenia. Ojciec dąży do zemsty, córka zaś pragnie miłości. Co zwycięży – jest chyba oczywiste.
 W głównych rolach: znakomity aktor Frederic March (ojciec), Robert Benchley (młodzieniec) i Veronica Lake (czarownica) – „jedna z platynowych blondynek ekranu”, seksbomba czasów wojny, ale o zabarwieniu lirycznym. Clair zrealizował ten film z maestrią, skrzy się on zaskakującymi pomysłami, rozśmiesza wspaniałymi gagami, bawi, śmieszy i wzrusza. Cudowna, kulturalna i zabawna komedia, jakich dzisiaj tak mało...


A teraz przenieśmy się na Daleki Wschód, bo to jest region, w którym duchy (i im podobne istoty) goszczą od niepamiętnych czasów. Uaktywniają swą działalność szczególnie w miesiącach letnich. Dla jasności – nie mają nic wspólnego ze sławnymi chińskimi smokami czy japońskimi potworami w rodzaju Godzilli. Ich rodowód jest długi, sięga najstarszych legend. Trafiły one następnie do literatury, na scenę teatru kabuki czy noh, a w końcu na ekrany. 
Najpopularniejsza była i jest „Opowieść o Duchach z Yotsuya”; to dzielnica Tokio, dawnego Edo. Ciekawe, że jest ona jakby odgałęzieniem sławnej opowieści „Chushingura” – o 47 wiernych roninach (samurajach bez swego pana), którzy – skracam rzecz do samej istoty – w obronie honoru popełnili zbiorowe tradycyjne samobójstwo: seppuku-harakiri. Otóż głównym bohaterem „Opowieści o Duchach z Yotsuya” jest jeden z tych 47 samurajów. Pozbawiony swego pana, cierpi niedostatek i biedę (nie mówiąc o dyskomforcie moralnym). Najbliższe mu osoby – żona i siostra – by uchronić rodzinę przed nędzą, zajmują się dorywczo prostytucją. Na wieść o tym samuraj zabija swą piękną żonę. Zaczyna mu się ona jednak jawić pod najróżniejszymi postaciami. Z zakrwawioną i zeszpeconą twarzą, jako kościotrup lub jako duch ognisty, płonący... Samuraj chce się uwolnić od przerażającej zjawy, stara się ją unicestwić, ale za każdym razem zabija kogoś ze swego najbliższego otoczenia. Nic dziwnego, że stopniowo traci zmysły. W końcu – biegnąc za duchem żony – nabija się na wetknięty w ziemię miecz...
 Jak widać opowieść to straszna, brutalna, drastyczna. Ale Japończycy lubowali się w takich szokujących makabrycznych opowieściach, żywotnych po dziś dzień. Widzieli w nich materiał dla swych dzieł najwybitniejsi japońscy reżyserzy filmowi, tacy jak Kenji Mizoguchi, Masaki Kobayashi czy Kaneto Shindo.
I jeszcze ciekawostka – w dawnych latach (od XVIII wieku) opowieści o duchach grane były na scenie razem z klasyczną opowieścią o 47 samurajach – te dwie opowieści przeplatały się, niejako się uzupełniając. Ponieważ były jednak bardzo długie i spektakle niemiłosiernie się wydłużały – rozdzielono je. A po pewnym czasie obie trafiły na ekran już oddzielnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.