Facebook Google+ Twitter

Wakacyjna woltyżerka

Między jednym toastem a drugim, można zaobserwować ciekawe rzeczy, np. to, że „przyjaźń po polsku”, choć nabiera cech frazeologizmu, może być formą autoterapii i że zorganizowane wyjazdy wakacyjne nie zawsze są spełnieniem naszych marzeń.

Grill po polsku


Jak co roku, zorganizowaliśmy grilla. Czerwiec to świetny moment na taką okoliczność. Większość sąsiadów pojechała już na swoje działeczki pożądania, więc żadna Gwoździkowa ani Kwaśnikowa-gumowe ucho nie wsadzi nam krogulczego nosa w nie swoje sprawy. Zaprosiliśmy Mariuszków, bo to nasi dobrzy znajomi. Od lat razem testujemy najlepsze receptury samogonów i techniki grillowania kiełbas z karkówką. W końcu taka pogoda sprzyja degustacjom, dywagacjom, erudycyjnym sporom i planowaniu wakacyjnych eskapad. Każda możliwość wspólnego spotkania z Mariuszkami daje mi i Jolce możliwość odwleczenia wizyty u psychoanalityka. Taka psychiczna symbioza zapanowała pomiędzy nami. Możemy sobie ponarzekać, zobaczyć błędy i problemy innych, trochę porywalizować i od razu jakoś człowiekowi lżej się robi na duchu.

Z Mariuszkami lubimy się, ale specyficznie. Jak to Kowalscy z Nowakami – po polsku. Powiedzmy wprost: lubimy się przekomarzać, pośmiać i delikatnie sobie podokuczać. Dziewczyny co i rusz debatują, która w tym roku lepiej będzie się prezentowała na plaży, która ma fajniejsze paznokcie u nóg, albo której przepis na szarlotkę z lodami jest mniej tuczący. Jakby szarlotka z lodami mogła być dietetyczna... Ja z Mariuszem lubię sobie za to podkręcić atmosferę zaczepnym "choć pokażę ci mój nowy zestaw do wędkowania" albo "nie słyszałeś, że mają być redukcje u was w dziale?". Jesteśmy w swoim typie, choć szczypiemy się pod stołem jak małe dzieci. Cały więc grillowy wieczór jest popisem odbijania piłeczki tak, by przypadkiem nie upadła po mojej stronie.

Wakacje instant



Między kolejnym kawałkiem karkówki a szaszłykiem, padło krępujące pytanie: "Gdzie w tym roku jedziecie na urlop?". Krępujące było na tyle, że właściwie nie mieliśmy jeszcze żadnych sprecyzowanych planów. A w towarzystwie Mariuszków brak odpowiedzi jest niczym innym jak miganiem się od odpowiedzi. "Nie mieliśmy jeszcze czasu się zastanowić..." - wydukała moja Jolka. "Ach taaak - zasyczała Marta – to zupełnie jak zastanawiałaś się, czy do mnie zadzwonić, gdy w salonie na Targowej mieli wyprzedaż markowych torebek? Albo, że Duncan wydał nową książkę? Rozumiem, że boicie się zdublowania pomysłu? Brzydko tak się czaić przed znajomymi!". "Ależ skąd! Po prostu chcieliśmy wymyślić coś oryginalnego". "No jak to, bierzecie tą swoją wypchaną skarpetę, przedmiot domowego kultu, idziecie do najbliższego biura podróży i stawiacie sprawę jasno: gdzie w tym roku jadą nowobogaccy? I sprawa załatwiona". "Ale nam nie o to chodzi. Mamy parcie na coś swojego - kontynuuje Jolka - wiesz, jak z ciastem. Czasem coś cię tknie i siedzisz pół dnia, robisz kopiec kreta. A przecież mogłaś go kupić w kartonie, gotowy w 30 minut. W tym roku wakacje instant do nas nie przemawiają".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.