
Sebastian Kamieniak z fotopunktu przy alei Piłsudskiego obliczył, że rekordziści wywołują nawet 1500 odbitek!
Wczoraj przyjęliśmy w sumie blisko 300 zleceń na wywołanie zdjęć cyfrowych i analogowych - mówi Sebastian Kamieniak, pracownik fotopunktu w Galerii Łódzkiej. - Dla porównania, w czerwcu było ich około 80 dziennie. Wykonujemy odbitki typowych wakacyjnych zdjęć, najczęściej z widokiem plaży albo zabytków. Przeważają fotki z ciepłych krajów: Egiptu, Tunezji i Turcji.
Klienci, którzy wczoraj oddali zdjęcia do wywołania, np. w salonie foto przy al. Piłsudskiego, muszą uzbroić się w cierpliwość - odbitki dostaną bowiem dopiero 10 września! Fotografowie przyznają, że po części sami są sobie winni - na wakacje wprowadzili mnóstwo promocji, ulg i upustów, więc nawet ci, którzy wakacje spędzili w domu, przynoszą do wywołania zaległe zdjęcia, np. ze... świąt wielkanocnych. Promocyjna odbitka z cyfrówki kosztuje 0,29 zł (bez promocji 50 gr).
- Wakacje dobiegają końca, więc niektórzy przynoszą do nas nawet po kilkadziesiąt rolek filmów albo parę kart z aparatów cyfrowych z kilku wyjazdów naraz - mówi Paweł Bełdowski z salonu foto. - Na dodatek zepsuła się nam jedna z maszyn. Dlatego uprzedzamy klientów, że poczekają na zdjęcia nawet 11 dni. Przeciętny klient, który używa aparatu cyfrowego wywołuje u nas od 300 do 400 zdjęć, a tradycjonalista, który używa filmów, oddaje do wywołania 100-150 zdjęć. Zdaniem fotografów, łódzkie fotoszaleństwo potrwa nawet do końca września.