Facebook Google+ Twitter

Walka z bezrobociem, czyli oficjalne "wciskanie kitu"

Łatwo akceptujemy nonsensy. Wyobraźmy sobie, że głodny człowiek idzie do lekarza i skarży się na swój dyskomfort, a ten zleca mu przyjęcie leku zmniejszającego uczucie głodu. Idiota! Prawda? A jak jest w przypadku Urzędów Pracy?

Powiatowy Urząd Pracy w Łodzi - zdj. 1 / Fot. Marek ChorążewiczTakim samym postępowaniem jest urzędnicza walka z bezrobociem. Przy czym lekarza nazwie się konowałem, natomiast polityka - walczącego z bezrobociem, porządnym obrońcą ciemiężonych, słabszych, czy wręcz porządnym mężem stanu.

Czym się zajmuje Urząd Pracy?


Najczęściej używane określenia zakreślające obowiązki tego "ważnego" gospodarczo urzędu zawierają się w ciągu słów, żywcem wyjętym z komunistycznej nowomowy. Są to: aktywizacja, inspirowanie, koordynowanie, opiniowanie, składanie wniosków, ocenianie, ochrona roszczeń, delegowanie czy promowanie.

Aktywizacja zawodowa, budowanie nowych miejsc pracy, organizowanie kształcenia na różnych kursach, rejestrowanie bezrobotnych z niesamowitą skrupulatnością. Realizacja działań na rzecz promocji zatrudnienia i rozwoju rynku pracy w regionie. Tym się zajmuje Urząd Pracy (UP) - promocją zatrudnienia...

Na poparcie tej skrupulatności podam taki przykład: Kiedy bezrobotny wypełnia dane osobowe i musi wpisać swój stan cywilny, to nie wystarczy wpisać cyfry "2", jak sugeruje oryginalna podpowiedź "wolny/wolna". Pracownik UP wymaga, aby osoba wolna wpisała dodatkowo informacje. Czy jest "rozwiedziony/rozwiedziona", "owdowiały/owdowiała" bądź "kawaler/panna". Jeżeli bezrobotny już nie ma na utrzymaniu dzieci i w kwadracik wstawi cyfrę "0" - (zgodnie z podpowiedzią) wpis ten nie wystarczy i należy dopisać pod kwadracikiem "brak". Nie ważne, że sugeruje to, iż powinien mieć... A tu brak! Do czego takie informacje są potrzebne urzędnikom w UP?


Zobacz także:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

W przypadku niepełnosprawnych ten tytuł by wyglądał tak:

Walka z bezrobociem niepełnosprawnych, czyli finansowanie zdrowych ochroniarzy z orzeczeniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, całkowita racja. Tak jak Robert napisał, wzorce "zerżnęliśmy" żywcem z zagranicy. O ważności instytucji podkreśla jej architektura zewnętrzna i wewnętrzna. Petent musi od razu odczuć swoje miejsce. Informatyzacja na przyzwoitym poziomie, przynajmniej w porównaniu do wielu innych dziedzin życia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe dlaczego w ogóle na rynku funkcjonują agencje rekrutacyjne...

Przecież PUP powinien wykosić wszystkich, a nowe PUP-y powinny powstawać jak grzyby po deszczu.
Pracodawcy pozyskiwaliby za darmo dokładnie tego, kogo szukają :)

Jednak, o zgrozo, wydają własne pieniądze na jakieś agencje rekrutacyjne ?!

Może by im zakazać..? Wprowadzić obowiązek rekrutacji przez PUP-y !!! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ponieważ bezrobociem zajmują się urzedy za granicą to i u nas musiały powstać. Więc powstały. Też z nich korzystałem. Ogromne upokorzenie i absurd

Komentarz został ukrytyrozwiń

@czytacz
Szanowny czytaczu. Jeżeli jesteś pracownikiem tej szacownej instytucji lub pracuje w niej ktoś z twoich bliskich, to zapewniam cię, że ten artykuł nie jest skierowany przeciwko pracownikom. No, chyba, że ten ktoś identyfikuje się ze swoim pracodawcą do tego stopnia, że nawet już nie zauważa tych nonsensów... Wtedy może odbierać ten artykuł osobiście. Jego wybór.

Powiem więcej. Nie mam osobistych powodów, aby pokazać w takim świetle Urząd Pracy, jak w artykule. Nic z tą instytucją mnie nie łączy, poza tym, że docierają do mnie ludzie prawie codziennie uzależnieni od pracy tego urzędu. Piszę o tym, co przekazują mi te osoby. Będąc kilkanaście lat w wojsku, w wielu przypadkach zgadzałem się z różnymi opiniami krytycznymi wobec "mojej firmy" i tam, gdzie racja była po stronie mojego dyskutanta - zawsze mu ją przyznawałem, nie broniąc imienia swojego "chlebodawcy", jak niepodległości...

Wreszcie ostatnia sprawa @czytaczu, czego mi nie zarzuciłeś, a mógłbyś... Mianowicie, że nie poszedłem do Dyrekcji owego szacownego urzędu i nie zamieściłem ich punktu widzenia. Tak miało być z założenia. Artykuł został zamieszczony w dziale "Na luzie" i jest moim spojrzeniem na problem tzw. walki z bezrobociem.
Strony internetowe wszystkich lokalnych UP są tak bogate, że można znaleźć precyzyjne informacje z każdego działu. Tam jest dla mnie informacja oficjalna i wiarygodna. Nie dopuszczam nawet myśli, że ludzie zarządzający UP mają inne jakieś tajne zasady swojego działania.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

@czytacz
Czy może Pan wyjaśnić, co ma wspólnego krytyka działalności PUP-ów z brakiem honoru i poczucia własnej wartości?
Przez ponad rok przyszło mi być "klientką" tej instytucji, a przy okazji rozmawiać z wieloma interesantami - różniącymi się wiekiem, doświadczeniem zawodowym, statusem społecznym. Jedyne dobre słowo o urzędzie słyszałam na filmiku, emitowanym w kółko w poczekalni i zachęcającym do udziału w szkoleniach. Nb. chętni na szkolenie rzeczywiście pozwalające zdobyć kwalifikacje przydatne na rynku pracy czekali całymi miesiącami, bo liczba miejsc była znikoma. Urząd nie finansował szkoleń prawa jazdy kat. B ani nauki języków obcych, a akurat te umiejętności wielu osobom bardzo pomogłyby w znalezieniu zatrudnienia. Z kolei starania o skierowanie na szkolenie w trybie indywidualnym najczęściej okazywały się bezskuteczne, nawet jeśli bezrobotny miał po takim szkoleniu realne szanse podjęcia pracy.
Konkretny przykład: namawiałam znajomą rusycystkę na udział w kursie dla przewodników miejskich, którego ukończenie jest warunkiem przystąpienia do egzaminu na licencję przewodnicką (sama opłaciłam go z własnej kieszeni, ona już nie miała oszczędności). Doradca zawodowy uznał, że to doskonały pomysł, ale odmówiono jej, bo ośmiomiesięczny kurs nie spełniał wymogów - określonej liczby godzin w tygodniu (zajęcia odbywały się w weekendy). Skierowano ją za to na "warsztaty", na których grupa pań spotykała się m.in. z wizażystą i stylistą. Znajoma dalej szuka pracy.
W przeciwieństwie do instytucji nie mam większych zastrzeżeń do pracowników, choć w dokumentach znajomej zmieniono zawód, a mnie "zniknęły" trzy lata pracy (co było o tyle istotne, że figurowałam w aktach jako osoba bez stażu w jednej z posiadanych specjalności i teoretycznie mogły mnie ominąć oferty pracy).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, czytuję Pana artykuły i w pełni podzielam Pana rozdrażnienie.
Patologia w każdej dziedzinie zarządzania! Jest Pan lekarzem, leczy Pan ludzi,
efekty Pana pracy są wymierne, bo ma Pan na to wpływ (może nie do końca).
Niestety, na patologię urzędniczą zdaje się wpływu żadnego nie mamy.
Wylewając żółć na "papier" sygnalizujemy swoje rozgoryczenie, niezadowolenie,
z którego nadal nic nie wynika, bo napotykamy na coraz większe zawiłości,
z coraz mniejszą nadzieją na normalność.
Przygnębiająca beznadzieja!
Pozdrawiam:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
czytacz
  • czytacz
  • 18.01.2012 18:42

Autorze,dalej piszesz bo piszesz. Moje pytania były konkretne, Pana odpowiedzi ponownie z kapelusza. Co ma zaświadczenie do stawianej w niby arcie tezy? Jest Pan wykształconym człowiekiem. Artami żądasz uznania swych racji. A............. No właśnie. Pozostaje to A. Dalej zero merytoryczności. Odpowiedź z 19:49 to przejaw pieniactwa. Drugi próba udowodnienia racji. Ogólnie żenada.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ponieważ @czytacz żadnych konkretów nam nie przybliżył - uzupełnię treść artykułu. Otóż kontakty z bezrobotnymi mam prawie codziennie.
Nawet dzisiaj, pięćdziesięcioletni mężczyzna, przyszedł po "Zaświadczenie o swojej chorobie", aby przedłożyć w Centrum Aktywizacji Zawodowej. Spytałem go, po co mu ten fakt odnotowania pospolitej przypadłości, jaką jest nadciśnienie tętnicze?
- Kilka milionów ludzi ma nadciśnienie tętnicze w Polsce i wielu normalnie pracuje - dodałem. Czyżby w UP nadciśnienie tętnicze od "czegoś tam" zwalniało?
Na to mężczyzna opowiedział, że gdy idzie do owego Centrum, pani przegląda przy nim oferty pracy w internecie, by po kilku minutach stwierdzić, że nic dla niego nie ma i żąda każdego "papierka", który w jakiś tam sposób ogranicza jego zdolności pracownicze... Mieszkaniec województwa, które się szczyci czterema Centrami Informacyjnymi i Planowania Kariery Zawodowej...
Natychmiast skojarzyłem sobie tych "pracowników" po sześćdziesiątym roku życia, którzy zostaną "pozyskani" dzięki wydłużeniu wieku emerytalnego...

Innemu bezrobotnemu (kobiecie 48 lat) pracownik PUP dał adresy internetowe, żeby sobie szukała pracy, to może wcześniej znajdzie. Szczyt profesjonalizmu... i patologii zarazem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

@czytacz
Drogi czytaczu, a może by tak jakiś konkret? Co to znaczy "normalna tendencja autorów w24"? Jak kontrargumentów brakuje, to sloganami ciskamy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.