Pozycja materiału w rankingach:
Łatwo akceptujemy nonsensy. Wyobraźmy sobie, że głodny człowiek idzie do lekarza i skarży się na swój dyskomfort, a ten zleca mu przyjęcie leku zmniejszającego uczucie głodu. Idiota! Prawda? A jak jest w przypadku Urzędów Pracy?
Takim samym postępowaniem jest urzędnicza walka z bezrobociem. Przy czym lekarza nazwie się konowałem, natomiast polityka - walczącego z bezrobociem, porządnym obrońcą ciemiężonych, słabszych, czy wręcz porządnym mężem stanu.Zobacz także:
Artykuły
(60)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.23)
Wiek: 60 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Internet uważam za doskonałe narzędzie do wykorzystania w wielu dziedzinach życia człowieka, a rozwój cybernetyki za sposób uwolnienia ogromnej części tego czasu, który przeznaczamy na pracę zarobkową. Fascynuje mnie wdrażanie mechanizmów... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marek Chorążewicz 18.01.2012 22:22
Panie Arturze, całkowita racja. Tak jak Robert napisał, wzorce "zerżnęliśmy" żywcem z zagranicy. O ważności instytucji podkreśla jej architektura zewnętrzna i wewnętrzna. Petent musi od razu odczuć swoje miejsce. Informatyzacja na przyzwoitym poziomie, przynajmniej w porównaniu do wielu innych dziedzin życia.
Artur Wojnowski 18.01.2012 22:04
Ciekawe dlaczego w ogóle na rynku funkcjonują agencje rekrutacyjne...
Przecież PUP powinien wykosić wszystkich, a nowe PUP-y powinny powstawać jak grzyby po deszczu.
Pracodawcy pozyskiwaliby za darmo dokładnie tego, kogo szukają :)
Jednak, o zgrozo, wydają własne pieniądze na jakieś agencje rekrutacyjne ?!
Może by im zakazać..? Wprowadzić obowiązek rekrutacji przez PUP-y !!! :)
Robert Grzeszczyk 18.01.2012 21:47
Ponieważ bezrobociem zajmują się urzedy za granicą to i u nas musiały powstać. Więc powstały. Też z nich korzystałem. Ogromne upokorzenie i absurd
Marek Chorążewicz 18.01.2012 21:33
@czytacz
Szanowny czytaczu. Jeżeli jesteś pracownikiem tej szacownej instytucji lub pracuje w niej ktoś z twoich bliskich, to zapewniam cię, że ten artykuł nie jest skierowany przeciwko pracownikom. No, chyba, że ten ktoś identyfikuje się ze swoim pracodawcą do tego stopnia, że nawet już nie zauważa tych nonsensów... Wtedy może odbierać ten artykuł osobiście. Jego wybór.
Powiem więcej. Nie mam osobistych powodów, aby pokazać w takim świetle Urząd Pracy, jak w artykule. Nic z tą instytucją mnie nie łączy, poza tym, że docierają do mnie ludzie prawie codziennie uzależnieni od pracy tego urzędu. Piszę o tym, co przekazują mi te osoby. Będąc kilkanaście lat w wojsku, w wielu przypadkach zgadzałem się z różnymi opiniami krytycznymi wobec "mojej firmy" i tam, gdzie racja była po stronie mojego dyskutanta - zawsze mu ją przyznawałem, nie broniąc imienia swojego "chlebodawcy", jak niepodległości...
Wreszcie ostatnia sprawa @czytaczu, czego mi nie zarzuciłeś, a mógłbyś... Mianowicie, że nie poszedłem do Dyrekcji owego szacownego urzędu i nie zamieściłem ich punktu widzenia. Tak miało być z założenia. Artykuł został zamieszczony w dziale "Na luzie" i jest moim spojrzeniem na problem tzw. walki z bezrobociem.
Strony internetowe wszystkich lokalnych UP są tak bogate, że można znaleźć precyzyjne informacje z każdego działu. Tam jest dla mnie informacja oficjalna i wiarygodna. Nie dopuszczam nawet myśli, że ludzie zarządzający UP mają inne jakieś tajne zasady swojego działania.
Pozdrawiam
Marta Jenner 18.01.2012 20:13
@czytacz
Czy może Pan wyjaśnić, co ma wspólnego krytyka działalności PUP-ów z brakiem honoru i poczucia własnej wartości?
Przez ponad rok przyszło mi być "klientką" tej instytucji, a przy okazji rozmawiać z wieloma interesantami - różniącymi się wiekiem, doświadczeniem zawodowym, statusem społecznym. Jedyne dobre słowo o urzędzie słyszałam na filmiku, emitowanym w kółko w poczekalni i zachęcającym do udziału w szkoleniach. Nb. chętni na szkolenie rzeczywiście pozwalające zdobyć kwalifikacje przydatne na rynku pracy czekali całymi miesiącami, bo liczba miejsc była znikoma. Urząd nie finansował szkoleń prawa jazdy kat. B ani nauki języków obcych, a akurat te umiejętności wielu osobom bardzo pomogłyby w znalezieniu zatrudnienia. Z kolei starania o skierowanie na szkolenie w trybie indywidualnym najczęściej okazywały się bezskuteczne, nawet jeśli bezrobotny miał po takim szkoleniu realne szanse podjęcia pracy.
Konkretny przykład: namawiałam znajomą rusycystkę na udział w kursie dla przewodników miejskich, którego ukończenie jest warunkiem przystąpienia do egzaminu na licencję przewodnicką (sama opłaciłam go z własnej kieszeni, ona już nie miała oszczędności). Doradca zawodowy uznał, że to doskonały pomysł, ale odmówiono jej, bo ośmiomiesięczny kurs nie spełniał wymogów - określonej liczby godzin w tygodniu (zajęcia odbywały się w weekendy). Skierowano ją za to na "warsztaty", na których grupa pań spotykała się m.in. z wizażystą i stylistą. Znajoma dalej szuka pracy.
W przeciwieństwie do instytucji nie mam większych zastrzeżeń do pracowników, choć w dokumentach znajomej zmieniono zawód, a mnie "zniknęły" trzy lata pracy (co było o tyle istotne, że figurowałam w aktach jako osoba bez stażu w jednej z posiadanych specjalności i teoretycznie mogły mnie ominąć oferty pracy).
Stefania Najsarek 18.01.2012 19:07
Panie Marku, czytuję Pana artykuły i w pełni podzielam Pana rozdrażnienie.
Patologia w każdej dziedzinie zarządzania! Jest Pan lekarzem, leczy Pan ludzi,
efekty Pana pracy są wymierne, bo ma Pan na to wpływ (może nie do końca).
Niestety, na patologię urzędniczą zdaje się wpływu żadnego nie mamy.
Wylewając żółć na "papier" sygnalizujemy swoje rozgoryczenie, niezadowolenie,
z którego nadal nic nie wynika, bo napotykamy na coraz większe zawiłości,
z coraz mniejszą nadzieją na normalność.
Przygnębiająca beznadzieja!
Pozdrawiam:-)
czytacz 18.01.2012 18:42
Autorze,dalej piszesz bo piszesz. Moje pytania były konkretne, Pana odpowiedzi ponownie z kapelusza. Co ma zaświadczenie do stawianej w niby arcie tezy? Jest Pan wykształconym człowiekiem. Artami żądasz uznania swych racji. A............. No właśnie. Pozostaje to A. Dalej zero merytoryczności. Odpowiedź z 19:49 to przejaw pieniactwa. Drugi próba udowodnienia racji. Ogólnie żenada.
Marek Chorążewicz 18.01.2012 16:12
Ponieważ @czytacz żadnych konkretów nam nie przybliżył - uzupełnię treść artykułu. Otóż kontakty z bezrobotnymi mam prawie codziennie.
Nawet dzisiaj, pięćdziesięcioletni mężczyzna, przyszedł po "Zaświadczenie o swojej chorobie", aby przedłożyć w Centrum Aktywizacji Zawodowej. Spytałem go, po co mu ten fakt odnotowania pospolitej przypadłości, jaką jest nadciśnienie tętnicze?
- Kilka milionów ludzi ma nadciśnienie tętnicze w Polsce i wielu normalnie pracuje - dodałem. Czyżby w UP nadciśnienie tętnicze od "czegoś tam" zwalniało?
Na to mężczyzna opowiedział, że gdy idzie do owego Centrum, pani przegląda przy nim oferty pracy w internecie, by po kilku minutach stwierdzić, że nic dla niego nie ma i żąda każdego "papierka", który w jakiś tam sposób ogranicza jego zdolności pracownicze... Mieszkaniec województwa, które się szczyci czterema Centrami Informacyjnymi i Planowania Kariery Zawodowej...
Natychmiast skojarzyłem sobie tych "pracowników" po sześćdziesiątym roku życia, którzy zostaną "pozyskani" dzięki wydłużeniu wieku emerytalnego...
Innemu bezrobotnemu (kobiecie 48 lat) pracownik PUP dał adresy internetowe, żeby sobie szukała pracy, to może wcześniej znajdzie. Szczyt profesjonalizmu... i patologii zarazem!
Marek Chorążewicz 17.01.2012 19:49
@czytacz
Drogi czytaczu, a może by tak jakiś konkret? Co to znaczy "normalna tendencja autorów w24"? Jak kontrargumentów brakuje, to sloganami ciskamy?
czytacz 17.01.2012 17:03
Normalna tendencja u autorów w24. Zero wiadomości, 100% pewności o swoich racjach. Byłeś autorze w PUP, rozmawiałeś, pytałeś intersenantów. Spoko, wiem. Temat nosny więc i pewnie wskaźniki będą wysokie. Przecież tutaj o wskaźniki chodzi i ostatnio wszem i wobec widoczne pozycje. A gdzie honor i własne poczucie wartości? Na dnie. Dnie wszem ogarniającej nas bylejakości. Z walką lekarzy i teraz aptekarzy włącznie. Misja-gdzieś tam pisałeś autorze. Gdzie, w czym się objawiająca. WŁASNA KIESZEŃ I WŁASNE PODWÓRKO miły Panie.