Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

52439 miejsce

Walka z niezwyciężonym

Od południa nadciągał porywisty, zimny wiatr. Był jeszcze silniejszy niż wczoraj. Warunki życia w górach, coraz mniej odpowiadały Kimorowi.

Kiedy tu przybył miesiąc temu miał nadzieję, że jego wyprawa szybko się skończy, prędko pokona smoka, wróci do Króla i otrzyma nagrodę. Tak się jednak nie stało. Stwór dalej chodził po świecie, a wojownik nie czuł się jeszcze przygotowany, żeby z nim walczyć.

Miał 25 lat. Łagodną, ogoloną twarz, brązowe włosy oraz zielone oczy. Ubierał się zazwyczaj w jasnoczerwoną kamizelkę, którą zakładał na tkaną koszulę. Jego ulubioną broń stanowił półtoraręczny miecz, choć jak na razie, częściej używał go do ćwiczeń niż do prawdziwej walki. Jako bohater nie był dobrze znany w swoim mieście, a co dopiero w kraju, jednak wydawało mu się, że może podejść do tak wielkiego zadania jak zabicie ogromnej poczwary.

Rozbił skórzany namiot przy brzegu okolicznego potoku, niecały kilometr od miejsca gdzie powiadano, że mieszka potwór. Gadzina co jakiś czas opuszczała górskie siedlisko i plądrowała okoliczne krainy. Z każdym takim atakiem wartość nagrody za jej głowę znacząco rosła, jednak do tej pory nikomu nie udało się pokonać bestii.

Plan dnia Kimora nie zmienił się od miesiąca. O brzasku szedł w kierunku podnóży na polowanie, wracał z niego po kilku godzinach, przyrządzał przy ognisku zdobycz, po czym rozpoczynał trening. Ćwiczył bieg przez godzinę, a potem, próbował udoskonalić swoją walkę mieczem. Jak na ironię im dłużej władał tą bronią, tym więcej widział u siebie niedociągnięć. Późnym popołudniem chował broń, dojadał pozostałości z rannych łowów i przed zmierzchem szedł spać.

Tylko jedna doba różniła się od pozostałych. Było to nazajutrz od jego przybycia w te okolice. Rankiem, mimo wielu godzin straconych na myślistwie, nie udało mu się zdobyć mięsa żadnego zwierzęcia. Głód zmusił go do pójścia na posiłek do najbliższego miasta. Tam najadł się do syta i dokonał zakupu prowiantu na wypadek gdyby jałowe polowanie miałoby się powtórzyć, a przy okazji usłyszał różne opowiadania i plotki na temat smoka. Mówiono, że zabił znaczną ilość rycerzy, jednak nie potrafiono dokładnie wskazać ilu. Rozprawiano, że zawędrował z krain wschodnich, gdzie ograbił już wszystko, co tylko można. Szeptano nawet, że wykluł się z zaczarowanego przez starożytnego maga kamienia. Przez wysłuchanie tych i wielu innych opowieści Kimorowi nie udało się wtedy wrócić do obozowiska przed zmrokiem.

Dzisiejszego dnia mężczyzna przed snem popatrzył na góry. Wyglądały na niezmienne, niezależne od czasu. Nie znał imienia herosa, którego sława trwała tak długo jak te skały. Zamyślił się i doszedł do wniosku, że czyny człowieka za życia są ważniejsze od jego chwały. Wszedł do namiotu i chwilę później w nim zasnął.
Nazajutrz, po przygotowaniu i spożyciu porannej strawy wojownik spojrzał w niebo. Gęste chmury nadciągały od południowego-wschodu. W głowie Kimora narodziła się od miesiąca wyczekiwana myśl: „Teraz albo nigdy”. Naostrzył swój miecz i ruszył nierówną ścieżką w kierunku siedliska potwora.

Już po kilku minutach marszu doszedł na skraj lasu. Według informacji zaciągniętej w mieście, poczwara żyła na polanie, znajdującej się właśnie tam. Ciemne chmurzyska zakryły niebo, zwiastując nieuchronny deszcz.

Mężczyzna ruszył w las. Po przejściu zaledwie stu kroków, na piechura zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Po następnej setce Kimor zauważył smoka stojącego bokiem do niego, na środku polany. Z oddali dochodziły już odgłosy grzmotów.

Kiedy Kimor wszedł na otwarty teren, monstrum niemalże natychmiast odwróciło się paszczą do przybysza. Było ogromne, pokryte zieloną łuską, kojarzącą się bardziej z pleśnią niż z szlachetniejszymi odcieniami tego koloru. Z każdej łapy sterczały mu szpiczaste, zakończone pazurami palce. Posiadało podłużną paszczę, przy której umieszczone były małe, ciemne ślepia. Z jego tułowia wystawała para okazałych skrzydeł. Na ziemi w otoczeniu potwora leżały szczątki mieczy, toporów, tarcz, hełmów i innych przedmiotów należących do wyposażenia poprzednich śmiałków.

Wojownik bez zbędnego czekania wyciągnął miecz i biegiem ruszył w kierunku gada. Minął zwinnie łeb i uderzył ostrzem w okolice połączenia szyi z korpusem. Ku jemu zdziwieniu miecz odbił się od łuski, nie pozostawiając żadnego widocznego śladu. Wiedział, że walka nie będzie łatwa, nie przewidział jednak takiej możliwości.

Smok, nie dając mu czasu do namysłu, uderzył go bokiem. przewracając agresora. Kimor bez zastanowienia wykonał przewrót do tyłu, unikając tym samym zmiażdżenia przez masywną łapę olbrzyma. Powstał i pomknął w kierunku głowy poczwary, mając nadzieję, że stwór przy ataku otworzy paszczę. Istotnie monstrum spróbowało ugryźć mężczyznę, jednak wojownik skupiając się głównie na uniku, nie zdołał zrobić niczego więcej jak odciąć potworowi kawałek zęba. Najgorsze było to, że smok wcale tego nie poczuł.
Deszcz stawał się coraz bardziej intensywny.

Przemoczony śmiałek błyskawicznie przeanalizował swoją sytuację. Jeśli by zawrócił i uciekł, kolos mógłby go łatwo dogonić, jeśli by jednak pobiegł przed siebie bestia musiałby stracić co najmniej kilka sekund na odwrócenie się, przez co mógł zyskać więcej czasu na bieg.

Zaczął biec. Uniknął ataku głowy oraz szturchnięcia bokiem, jednak kiedy myślał, że jest już bezpieczny, dostał mocny cios ogonem, który wyrzucił go na kilka metrów. Upadł plecami na jakiś kamień. Możliwe, że jakaś kość w jego ciele złamała się. Mimo wysiłku nie mógł wstać.

Gad wyczuł jego niezdolność do walki. Rozpostarł skrzydła i wzbił się w powietrze. Zaczął kołować nad wojownikiem, niczym sęp nad ofiarą. Kimor zdał sobie sprawę, że sam w żadnym wypadku nie pokonałby tej poczwary. Miał tylko nadzieję, że nie mieszkał w górach przez miesiąc na darmo.

Olbrzym skończywszy kolejne koło, przeszedł na większą wysokość, aby w locie lepiej się rozpędzić. Rozpoczął lot aby zdać ostateczny cios mężczyźnie. I wtedy stało się.

Wielka błyskawica przeszyła jego ciało rozświetlając je bardziej niż sto miejskich latarni. Z góry zdawał się słyszeć potężny ryk, którego nigdy wcześniej i nigdy później Kimor nie usłyszał. Cała moc i wytrzymałość potwora zniknęła w jednej sekundzie, by do końca dziejów świata nie powrócić.
Smok bezwładnie spadł na ziemię w okolicy przeciwległego skraju lasu.

Piechur jeszcze przez dłuższą chwilę nie mógł podnieść się z ziemi. Kiedy jednak mu się to udało był zadowolony z przebiegu wypadków. Gad nie żył.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.