
Książki Andrzeja Pilipiuka emanują ciętym, sarkastycznym humorem połączonym z absurdalną grozą i celnymi ripostami. To nie jest dziełem przypadku, że autor napisał w końcu powieść o wampirach i to od razu uciśnionych przez PRL-owski system. Biedne, niegroźne stworzenia (przecież bycie ukąszonym i utrata kilku łyków krwi nikomu nie zaszkodzi) muszą walczyć z zabobonami, unikać inwigilacji i pułapek zastawianych przez bezpiekę oraz próbować żyć a raczej egzystować "normalnie" w komunistycznym kraju.
Polskie wampiry w "Wampir z M-3" starają się przystosować do społecznego, politycznie poprawnego życia. Nie zabijają - tylko kąsają umiarkowanie z zachowaniem pełnego bezpieczeństwa ofiary i nie doprowadzają do wymierania rzadkich gatunków zwierząt jak ich amerykańscy krewni - Cullenowie. Ba, polscy krwiopijcy wręcz brzydzą się takim "wegetarianizmem" i nie znoszą „wyżelowanych” wampirków. Najbardziej zaś obawiają się legendarnego pogromcy wampirów i egzorcysty, którego przybycie zapowiada nieziemski smród skarpetek i odór swojskiego samogonu - Jakuba Wędrowycza.
Jeden z wiodących bohaterów książki - nastoletnia Gosia ma dosyć nudnego życia w partyjnej, zapatrzonej w leninowskie dogmaty rodzinie. Gdy dowiaduje się, że jej ukochany spotyka się z nią tylko ze względu na przyszłe korzyści finansowe, postanawia skończyć ze swoim życiem. Zakłada pętle na szyję, kopie stołek... i budzi się w ciemnym, ciasnym miejscu. To miejsce to... trumna. Na szczęście dziewczynie udaje się z niej wydostać i na nieszczęście wrócić do domu. Rodzina niezbyt miło (kulami i prochem) przyjmuje wampira, który spał sobie spokojnie i odpoczywał w sarkofagu przez kilka miesięcy. Dziewczyna sypia więc w rodzinnej krypcie, dopóki nie poznaje wampira Marka - ślusarza, który pomaga jej w przystosowaniu do nowych warunków.
Okazuje się, że wampiry nie są tak silne i szybkie jak głoszą legendy. Co prawda krwiopijcy nie żyją, więc nie można ich zabić a i unicestwić nie jest łatwo, nie odbijają się w lustrze a słońce zaczyna im szkodzić po kilkuset latach „bytowania”, ale za to są zmuszeni unikać kontaktów z bezpieką, co zwykle się nie udaje. Jak wyjechać za granicę, kiedy nie można sobie zrobić zdjęcia do paszportu? Opieka medyczna i kontrolne badania pracowników również trzeba omijać - w końcu serce wampira nie bije a temperatura ciała jest dużo niższa niż u "ciepłych". Gdy to tego dochodzi żądna mordu rodzinka z bratem komunistą i babką katoliczką na czele, posiadającą arsenał broni, jakiej nie powstydziliby się polscy rewolucjoniści, sprawy zaczynają przybierać niekorzystny obrót. Na szczęście jest jeszcze życzliwa i opiekuńcza grupa warszawskich krwiopijców, u których spryt równa się pragnieniu kąsania. To zawsze daje większe szanse na przetrwanie. Wkrótce stołeczne wampiry czeka decydujące starcie z rosyjskimi przedstawicielami "zimnego" gatunku...
"Wampir z M-3"Andrzeja Pilipiuka to sprawnie napisana humorystyczna powieść science-fiction. Książka momentami w groteskowy sposób nawiązuje do popularnej sagi "Zmierzch" a nawet bez tego nietrudno by o porównanie. W "Wampir z M-3" główna bohaterka-wampir zauroczona jest... wilkołakiem i bierze udział w walce z grupą "złych" wampirów podróżujących Czarną Wołgą. Na szczęście nawiązania do popularnej sagi to tylko epizody i książka Pilipiuka żyje swoim, bardziej barwnym i absurdalnym życiem. Jaki ustrój, takie życie...Autor w malowniczy sposób ukazuje działanie totalitarnego system PRL, tworzy ciekawe postacie i to najlepiej zaświadcza o jego kunszcie pisarskim.
"Wampir z M-3"spodoba się nie tylko fanom Pilipiuka i książek z akcją odgrywającą się w PRL-u. To książka, która dostarcza wiele rozrywki. Określenie "ubaw po pachy" jest jak najbardziej uzasadnione.
Fabryka Słów, Lublin, 2011.